czwartek, 16 lutego 2017

INFORMACJA !!!

Witam wszystkich !!!

Muszę was przeprosić za moją długą nieobecność. Tak więc na kolanach błagam o wybaczenie
Nie będę się tłumaczyć, bo nie ma to sensu.

Pora na INFO:
Wraz z moimi opowiadaniami postanowiłam przenieść się na Wattpada
Znajdziecie mnie pod nazwą llamorozec.

Przeniosę tam historię Anastasii i będę ją kontynuowała a także pojawią się inne opowiadania
Ostatnią rzeczą jaką tutaj opublikuję będzie obiecana miniaturka, która pojawi się na dniach. 
Pragnę się pożegnać z tymi, którzy nie będą mi towarzyszyć na Wattpadzie
I podziękować tym, którzy ze mną zostaną, dajcie mi znać w komentarzach, że to wy

Serdecznie pozdrawiam Majos Basenos Kate Potter i Eleonorę Malfoy, Wy od początku mnie motywowałyście i to o was myślę, pisząc ten post i rozdziały. 
Dziękuję wszystkim, którzy ze mną tu byli

Pa
<3<3<3
Uwielbia was 


piątek, 16 grudnia 2016

Rozdział 13 ...Chciałam wstać i przesiąść się gdzieś indziej...

"I'm bulletproof, nothing to lose
Far away,far away
Ricochet, you take your aim
Far away, far way
You shoot me down
But I won't fall
I am titanium
You shoot me down
But I won't fall
I am titanium"

Nadszedł koniec ferii zimowych. Mimo iż polubiłam szkołę, chciałam zostać z Oliverem. Jasne, że chciałam się zobaczyć, z Weasley'ami, Hermioną i Draconem, ale tak długo nie widziałam brata... No cóż, pora się pożegnać i wsiąść w pociąg. - Oliver!- Zawołałam brata, który z kimś rozmawiał. Chłopak pożegnał się ze znajomym i odwrócił do mnie. - Dasz sobie radę beze mnie?-  Spytałam go, nie do końca poważnie.- Nie- Zaśmiał się Ollie. - Bądź grzeczna i nie puść szkoły z dymem. Pisz do mnie regularnie i informuj  o tym co się dzieje zarówno mnie jak te dwa rude szympansy.- Parsknęłam śmiechem.- Jeżeli chodzi o szympansy, to jak ja powinnam się nimi opiekować a nie oni mną -Odparłam, po czym szybko przytuliłam brata i już go nie było. Ruszyłam w stronę pociągu. Jako iż chciałam dziś być sama, poszukałam wolnego przedziału. Znalazłam taki dopiero na samym końcu pociągu. Pociąg już jechał a ja wtaszczyłam mój kufer do przedziału. Usiadłam przy oknie. Patrzyłam w nie i  myślałam, o tym czego się dowiedziałam. O tym co zrobiłam. Wyjęłam z kufra dziennik mamy i  rozpoczęłam lekturę.

Nie zapanowałam nad sobą. Znowu. Od kłótni z Mathew zdarza się to coraz częściej. Niedługo na świat przyjdzie dziecko. Dokonam rytuału i odejdę. Zakończę to, Dzieci będą miały kochające rodziny. Lepsze niż kiedykolwiek, ja bym mogła być. Mayusha zgodził się przyjąć Augustus. Mam nadzieję, że May będzie miał u niego dobrze. Pozostaje tylko kwestia Anastasii. Muszę zrobić wszystko żeby zapewnić jej spokojne życie i kochającą rodzinę. Tylko kogo? Nie znam nikogo oprócz Rokwood'ów i Blacków. Anastasia nie może mieszkać razem z Mayushem, to by się mogło źle skończyć. Nigdy w życiu nie dałabym jej też do Blacków, to okropni ludzie z obsesją na punkcie czystości krwi. Nigdy w życiu bym jej tego nie zrobiła. Muszę znaleźć kogoś odpowiedniego, kto się nią zaopiekuję...

Przerwałam czytanie ponieważ usłyszałam huk. Odłożyłam dziennik i wychyliłam się delikatnie z przedziału. Po korytarzu biegały dwie rude postacie. Rozglądały się po przedziałach jakby czegoś szukały. Szybko schowałam się i narzuciłam na siebie zaklęcie kameleona. Fred i George weszli do pomieszczenia, w którym się znajdowałam. Rozglądnęli się po przedziale i już mieli wychodzić gdy...- Wiesz co Fred, zmęczyłem się. Tutaj jest pusto. Odpocznijmy chwilkę. - Powiedział mój chłopak i usiadł niebezpiecznie blisko mnie. Chciałam wstać i przesiąść się gdzieś indziej lecz nie było mi to dane. George postanowił się przeciągnąć. Nie miałam za dużo do gadania. Musiałam zostać tam gdzie byłam. W pewnym momencie chłopcy wpadli na świetny pomysł- postanowili zalać przedział i namówić ślizgonów do wejścia tu. Gdy Fred wycelował różdżką w miejsce, w którym siedziałam, mimowolnie schowałam się za starszym bliźniakiem. Dotknęłam jego ramienia i tym samym się wydałam. Fred odczarował mnie. - Skąd wiedzieliście? - Spytałam tylko.Podstępem mnie wywabili. -Kufer kochanie- Odpowiedział George wskazując na mój bagaż. Że też o tym nie pomyślałam! Przecież jest na nim moje imię i nazwisko. Na Merlina!! Jak mogłam o tym zapomnieć ?!?!?- Skoro już mnie znaleźliście, może powiecie mi po co wam jestem potrzebna? -Poddałam się. Lecz zachowałam zewnętrzną ścianę. Niech nie myślą, że pójdzie im ze mną tak łatwo. Chłopacy wyglądali na zamyślonych i lekko speszonych. - No bo wiesz, my chcieliśmy porozmawiać. No i martwiliśmy się. Nigdzie nie mogliśmy Cię znaleźć - Mówił Fred a George mu przytakiwał . Wyglądali na rzeczywiście zmartwionych. W ramach przeprosin przytuliłam obu i usiedliśmy. Resztę drogi spędziliśmy w miłej atmosferze, grając karty. Gdy podróż dobiegła końcowi i wysiedliśmy z pociągu, szybko odszukałam wzrokiem Ginny. Nie mogłam nigdzie znaleźć tego małego rudzielca. W końcu ujrzałam ją. Opędzała się od chłopców rozglądając się. Szybko podbiegłam do niej i szturchnęłam ją w ramię.  - Nie, kimkolwiek jesteś, nie umówię się z Tobą-  Prawie, że krzyknęła Weasley'ówna. -  Dobrze, to ja już sobie pójdę, tylko nie proś więcej, żebym Ci coś pożyczyła- Odpowiedziałam spokojnie,  udawając zawiedzioną. Dziewczyna szybko odwróciła się w moją stronę. - Ana!-Krzyknęła mi do ucha i zawiesiła się na mojej szyi. -Szukałam Cię, ale zostałam okrążona i nie miałam się jak wyrwać! Jak podróż? I Przerwa? Jak się czujesz? George mi o wszystkim opowiedział...- Zalewała mnie potokiem słów. Tak bardzo tęskniłam za tą jej paplaniną. Pozwalała zapomnieć o wszystkim. Teraz czułam się naprawdę dobrze. Wszyscy przyjaciele byli przy mnie. Nie. Jednak nie. Brakowało trzech osób. Hermiony, Dracona i Rona. Ciekawe gdzie się podziewają? 

Na kolacji nadal nie widziałam, moich przyjaciół z Gryffindoru. Odszukałam jednk wzrokiem mojego kuzyna. Podczas świąt napisałam do niego i wujostwa, jednak chciałam z nim porozmawiać osobiście. Gdy tylko posiłek się skończył, podeszłam do Drocona, tarasując mu drogę. Spojrzałam na jego pachołków wzrokiem "Odejdźcie jeśli chcecie dożyć następnego posiłku". Crabe i Goyle szybko się ulotnili. Gdy tylko zniknęli z pola widzenia, rzuciłam się Draconowi na szyję. -No kuzyneczko, gratuluję!!! Ogromni faceci boją się wzroku małej dziewczynki. Brawo!!! -  Powiedział pełen podziwu Młody Malfoy-Uno, Tylko nie mała, Smoczku!!! Dos, dziękuję. Miło słyszeć wyrazy uznania od kogoś tak wielkiego jak Ty- Powiedziałam i stając na palcach, rozczochrałam mu włosy. - A teraz powiesz mi kilka rzeczy. Co zrobił ten przeklęty Rookwood po naszym zniknięciu? Czy dużo rzeczy się spaliło po mojej akcji? Czy Twoi rodzice mają teraz kłopoty przeze mnie?...- Wyrzucałam z siebie słowa jednym tchem- Spokojnie Ana! Zaraz Ci wszystko opowiem... Ale może nie tutaj?- Pokiwałam głową a Draco zaciągnął mnie za rękę do jakiejś nieużywanej klasy.- Od czego zacząć?... Ach tak! Augustus powiedział tylko, że jesteś okropna i że on się cieszy, iż dostał Mayusha, bo Ty zapewne masz brudny charakter swojego Ojca. Przykro mi Anuś!- Chłopak położył prawą dłoń na moim ramieniu- Kontynuując, na podłodze w miejscach po których przeszedł wir były wypalone ślady a jedna z zasłon się oberwała, ale skrzaty szybko się tym zajęły. Rodzice nie mają żadnych kłopotów, tylko Rookwood się obraził, ale im to odpowiada, bo niezbyt go lubili -Poczułam ciepło na sercu. Lucjusz i Narcyza nie mają kłopotów. Uff... Słowa Rookwooda niespecjalnie mnie zabolały. To co powiedział mi ostatnio sprawiło, że mam gdzieś to co mówi ten człowiek. O ile można go tak nazwać, bo jego zachowanie jest nieludzkie. Na szczęście w porównaniu z tym co mi się wydawało, prawie nic nie uległo zniszczeniu. 

"Sleep baby sleep
The day’s on the run
The wind in the trees
Is talking in tongues
If your heart is torn,
I don’t wonder why.
If the night is long,
here’s my lullaby.
Here’s my lullaby."

Draco odprowadził mnie do Pokoju Wspólnego. Weszłam do środka i nie spoglądając nawet na fotele, gdzie zapewne siedzieli moi przyjaciele, udałam się do dormitorium. Tak jak się spodziewałam, Ginny nie było. Szybko wzięłam piżamę i poszłam dokonać wieczornej toalety. Gdy skończyłam ktoś siedział na moim łóżku. Tym kimś był George. Podeszłam do niego i bez zbędnych rozmów wsunęłam się pod kołdrę, kładąc głowę na jego kolanach. Chłopak pochylił się nade mną, ucałował me czoło. - Słodkich snów Słońce!- Powiedział po czym zaczął głaskać mnie po włosach. Tak zasnęłam...

....................................................................
NA GACIE MERLINA!!! NOWY ROZDZIAŁ!!!
Hmmm... No cóż mogę powiedzie?
Nie wiem kiedy pojawi się obiecana miniaturka. Jestem w trakcie pisania jej. 
Wiele osób ( również poza komentarzami) prosiło mnie o....
JILY!!!
Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba, proszę o opinie w komentarzach pod rozdziałem :D

DZIĘKUJĘ ZA 3000 WYŚWIETLEŃ!!! JESTEŚCIE KOCHANI <3

Ten rozdział dedykuję:

Mojej bliskiej koleżance Wiktorii
Dużo zdrówka życzę <3 <3 <3
Żebyś częściej do szkoły chodziła :D
Nie zostawiaj mnie tam samej :)

I tradycyjnie:
Kate Potter
Eleonorze Malfoy
(Gdzie jesteś Nora?)

Pozdrawiam i życzę weny!!!

DO NASTĘPNEGO !!!



piątek, 11 listopada 2016

Rozdział 12 ...Siedząc w pobliżu okna, w pewnej chwili zobaczyłam rudą głowę usiłującą zajrzeć do mojego pokoju...

"Every day we must fight with the wind 
We have to live 
All these things are just empty desire 
'Cause there's no smoke without fire "


Draco opowiedział mojemu bratu wszystko co wydarzyło się podczas mojego pobytu w ich dworze. Zastanawia mnie tylko skąd on wiedział, o czym rozmawiałam z wujkiem. Gdy skończył Ollie zaproponował mu nocleg, ale chłopak powiedział, że musi wracać i pomóc rodzicom w ogarnięciu zamieszani, które zapewne powstało w dworze. Na koniec podszedł do mnie i podał mi przedmioty, które dostałam do Lucjusza. Nie wiem kiedy zdążył po nie iść, ale byłam mu niezwykle wdzięczna. Wstałam z kolan brata, przytuliłam kuzyna i powiedziałam - Dziękuję - Tylko tyle byłam w stanie z siebie wydusić. Blondyn zrozumiał to. Z Oliverem pożegnali się po męsku, podając sobie dłonie. Draco deportował się z  powrotem do Malfoy Manor. Gdy zniknął wstałam i poszłam się umyć oraz przebrać (bo wciąż miałam na sobie suknię od Cioci). Weszłam do swojej sypialni. Była tak samo miła i przytulna jak kilka miesięcy temu, gdy byłam w niej ostatni raz. Podeszłam do szafy, wyciągnęłam z niej wygodne spodnie oraz koszulkę i poszłam do łazienki przyległej do mojej sypialni. Gdy weszłam pod prysznic czułam jak gorąca woda mnie oczyszcza. Nie tylko z brudu, ale i mentalnie. Byłam wyczerpana, może w związku z emocjami, a może z użycie mocy. Myślę, że chodzi o moc. Ale Merlin jeden tylko wie, o co może chodzić. Gdy wyszłam z łazienki na moim łóżku siedział Oliver. Trzymał w rękach dwa kubki pełne gorącej herbaty. Wiedział jak mnie uspokoić.  Usiadłam obok niego a on podał mi jedno z naczyń. Piliśmy napój w milczeniu. Nie było ono krępujące. Zrobiłam się senna więc szybko dopiłam herbatę i wskoczyłam pod kołdrę. Zamknęłam oczy i prawie zasypiałam gdy Oliver wstał, pocałował mnie w  czoło i zabierając kubki wyszedł z pokoju. Nie chciałam być sama przez co zaśnięcie też nie wchodziło w rachubę. Po jakiejś godzinie przewracania się z boku na bok, wstałam i poszłam do pokoju Olivera. Ten leżał na łóżku i czytał "Quiditch przez wieki", swoją ulubioną książkę. Nic nie mówiąc, wpełzłam mu pod kołdrę i już po chwili zapadłam się w krainie Morfeusza...

"Don't make me sad, don't make me cry
Sometimes love is not enough 
And the road gets tough I don’t know why
Keep making me laugh, let’s go get high
The road is long we carry on
Try to have fun in the meantime
[...]
We were born to die"

Gdy się obudziłam, poszłam do swojego pokoju. Wzięłam potrzebne rzeczy i udałam się do łazienki. Jedną z moich ulubionych pór dnia, jest ta podczas, której biorę prysznic. Uwielbiam to uczucie gdy gorąca woda spływa po moim ciele i dodatkowo masuje kark. Stojąc pod tryskającą wodą, rozluźniłam się całkowicie, przymknęłam oczy. Poczułam, jakbym się unosiła. Wiedziałam jednak, że tak nie jest. Poczułam mrowienie w palcach dłoni. Otworzyłam oczy i ujrzałam jeden z piękniejszych widoków, jakie do tej pory miałam okazję zobaczyć. Na wysokości moich dłoni, kropelki wody zaczynały się unosić. Poruszyłam delikatnie prawą dłonią. Krople jak na rozkaz zmieniły swoje położenie. Zaczęłam nimi okręcać i wirować. Bawiłam się tak przez dobre pół godziny. Po tym czasie wyszłam, wysuszyłam się i ubrałam. Postanowiłam nałożyć lekki makijaż, bo pewnie przypominałam inferiusa. Podeszłam do lustra, gdy malowałam rzęsy dostrzegłam światełko pod bluzką. Po chwili światełko zaczęło się zwiększać. Gdy zgasło pojawił się wisiorek, który dostałam od Georga na urodziny. Zostawiłam go w Malfoy Manor razem z pozostałymi rzeczami. Jak to możliwe? Postanowiłam,  że pod wieczór napiszę do Rudzielca. Nie chcę go za bardzo martwić, więc muszę dokładnie przemyśleć co chcę napisać. Stwierdziła również, że muszę napisać do wujka Lucjusza, cioci Cyzi lub Dracona. Wzięłam się za czytanie zapisków mojej mamy:

Pokłóciliśmy się dziś z Matthew, nie ukrywam, bardzo mnie zdenerwował. Z każdym dniem coraz gorzej się wobec mnie zachowuje. Wygadywał kompletne bzdury,przez dwa dni. Jednak to co stało się później... Nie wiem co stałoby się gdyby Lucjusz się w porę nie pojawił. W największych nerwach poczułam gorąco w dłoniach. Zacisnęłam je i starałam się opanować. Nie udało mi się. Chłopak powiedział jedno zdanie za dużo. Rozwarłam dłonie, z których wydobył się podmuch rozwiewający mi włosy. Cała moc ruszyła na Matta. Usłyszałam chrupnięcie w tym samym momencie, w którym ujrzałam, że mój ukochany upada. Chciałam to przerwać. Sama nie dałabym rady. Matthew zginąłby gdyby nie mój Brat. Współczuję dziecku, które ma się urodzić...

Z moich oczu popłynęła jedna, samotna łza. W tym momencie do mojego pokoju wszedł Oliver. Szybko otarłam kropelkę z policzka, żeby nic nie zauważył. -Cześć Anuś, najmocniej Cię przepraszam, ale dziś nie mogę z Tobą siedzieć w domu. Dostałem wiadomość od ministerstwa. Potrzebują mnie - W jego tonie wyczułam smutek-Wybaczysz?- Spytał. Nie chciałam, żeby miał zły humor więc odpowiedziałam-No jasne, że tak!! A ty co myślałeś?- Chłopak uśmiechnął się i przytulił mnie. Powiedział dokładnie co mam uszykowane na jutrzejszy obiad, tak że wystarczy to tylko podgrzać.  Już po chwili go nie było. Usiadłam na parapecie i czytałam dalej:

Za miesiąc się urodzi. Dziewczynka. Biedactwo. Postanowiłam, że jej ojcem chrzestnym zostanie Lucjusz. Pozwoliłam, mu również wybrać imię dla małej. Powiedział, że będzie się nazywać Anastasia Eleonora. Pierwsze dlatego, że ja miałam tak na drugie a Eleonora dlatego, że jest to jedne z tradycyjnych imion naszego rodu. Anastasia Eleonora Malfoy. Brzmi pięknie! Z początku chciałam, by zachowała nazwisko ojca - Volver. Dopiero po kłótni z Matthew, zmieniłam zdanie. Od tamtego incydentu się nie widzieliśmy. Gdy raz do niego napisałam odpisał, że jestem nienormalna i, że dzieci pewnie nie są jego. Dodał też, że takich jak ja powinno się zamykać. Mam nadzieję, że nie taki los czeka moją małą Anastasię...

Uniosłam głowę. Nie wiedziałam co miałam myśleć. Roxanne... Moja mama. Ona mi współczuła a sama miała, delikatnie mówiąc, przerąbane. Była niewiele starsza ode mnie. A Matthew (Nie zamierzam o nim mówić "tata", nie zasłużył na to) potraktował ją jak ostatnią szma**.  Nawet nie zauważyłam, kiedy po moich policzkach ponownie zaczęły płynąć łzy.  Szybko je starłam. A co jeśli ja też znowu wybuchnę? Nie mogę narażać bliskich. Muszę zerwać z Georgem. Nigdy bym sobie nie wybaczyła, gdyby coś  mu się stało. W dodatku z mojej winy. To by mnie zabiło.  Teraz już wiedziałam co mam napisać w liście. Postanowiłam jednak, że zrobię to jutro. Człowiek ma w zwyczaju odkładać przykre czynności na później. Zeszłam na dół, do kuchni zrobić sobie herbatę. Gdy napój był gotowy wróciłam na swoje miejsce. Siedząc w pobliżu okna, w pewnej chwili zobaczyłam rudą głowę usiłującą zajrzeć do mojego pokoju. Moje oczy zrobiły się wielkie niczym złote galeony. Chłopak, podszedł do drzwi i zadzwonił. Przez to, że wcześniej upewnił się, że jestem, nie mogłam udawać, że mnie nie ma. Zeszłam więc ponownie na dół. Otwarłam drzwi a w nich stał nikt inny jak George Weasley. Chłopak nie wiedział jak ma się zachować, więc uśmiechnęłam się do niego pokrzepiającą, na znak, że nie mam zamiaru go zamordować. Gdy chłopak to zobaczył, szybko zbliżył się i przytulił mnie z całej siły. Odwzajemniłam gest ciut delikatniej dlatego, że po wczorajszej "akcji" troszeczkę opuściły mnie siły. - Hej maluchu, jak się czujesz. Oliver mi o wszystkim opowiedział- Rudzielec był okropnie przejęty. Kocham mojego brata i ma szczęście bo inaczej by zginął. Ja nie chcę martwić swojego chłopaka, to on mu napiszę dokładnie to co ja miałam ochotę przemilczeć. Świetnie! Pociągnęłam Georgie'go za Sobą do salonu. Chłopak usiadł na kanapie a ja powiedziałam - Poczekaj chwilkę, przyniosę coś ciepłego do picia.- Gdy na niego spojrzałam, zorientowałam się, że nie potrafiłabym z nim zerwać, on by mi na to nie pozwolił. Za bardzo nam na sobie zależało. Ucieszyłam się więc całym sercem, że się tu pojawił.

"Just close your eyes
The sun is going down
You'll be alright
No one can hurt you now
Come morning light
You and I'll be safe and sound"

Siedzieliśmy jeszcze jakiś czas w salonie. Georgie powiedział mi, że Oliver stwierdził, iż dziś bardziej potrzebuję chłopaka niż brata. Ollie nie miał nic do załatwienia tylko tej nocy śpi u państwa Weasley a George ma spać u nas. Nie powiem braciszek czasem ma dobre pomysły. Dowiedziałam się iż, postąpił tak dlatego, że po tak wielkim wydarzeniu siedziałam przez cały czas w pokoju nad dziennikiem. Po tej opowieści przyrządziłam kolację. Zjedliśmy ją w miłej atmosferze. Następnie postanowiliśmy iść spać. Georgie pierwszy poszedł pod prysznic. Gdy wszedł do mojego pokoju, ja szybko się zmyłam do łazienki. Umyłam się, wyszczotkowałam włosy i wyczyściłam zęby. Ubrana w piżamę, wróciłam do mojej sypialni, gdzie na kołdrze oparty o wezgłowie leżał George. Zapaliłam lampkę nocną, zgasiłam duże światło i ułożyłam się obok niego w takiej samej pozycji. Patrzyliśmy przez chwilę w sufit. W końcu chłopak spojrzał na mnie. W jego oczach błąkały się iskierki. - Wiesz, ślicznie Ci w tej piżamie- Powiedział a ja zarumieniłam się lekko. Moje ubranie było jasno różowe w ciemniejsze kwiatki- Tobie również jest całkiem do twarzy, w tej piżamce- Odpowiedziałam. Piżama Georga składała się z granatowego podkoszulka i bordowych długich spodni. -Wiesz to taki pierwszy krok- Powiedział - Często wyobrażam sobie nas jako małżeństwo. Z dwojgiem rudych dzieciaczków. Dwóch małych nicponi. I my szczęśliwi razem. Rano gdy się budzimy, zawsze kłócimy się o kołdrę -Chłopak zaśmiał się i wsunął się pod cieplutką powłokę, odkrywając ją jednocześnie abym i ja mogła się pod nią skryć. Zrobiłam tak jak chciał. Przyznam, że rudzielec miał ciekawą wizję. Anastasia Weasley- brzmi pięknie! Przysunęłam się do niego i on do mnie. George pocałował mnie delikatnie w usta. Zrobił to tak jakby bał się, że się rozsypię. Przysunęłam się do niego bliżej. On jednak odsunął delikatnie swą twarz od mojej. - Oj nie malutka, teraz pójdziesz grzecznie spać.- Powiedział po czym zgasił światło. Pstryknął mnie jeszcze delikatnie w nos i objął ramieniem przyciągając do siebie. Oparłam głowę o jego tors. Chłopak głaskał mnie po włosach. Przyznam, że było mi niezwykle wygodnie. - Kolorowych snów Kochany- Mruknęłam do niego. On odpowiedział  - Kolorowych snów Maleństwo- Zapadłam w głęboki sen...

Byłam sama w ciemnej piwnicy. Ktoś zbliżył się do mnie. Mężczyzna. Krzyknął "Crucio". Poczułam ogromny ból w całym ciele. Nigdy wcześniej nawet nie potrafiłam sobie wyobrazić takiego cierpienia. Obcy powtarzał czynność kilkukrotnie. Krzyczałam z całych sił, lecz nikt poza nim mnie nie słyszał. Oprócz bólu czułam ogromny strach i samotność. Wiedziałam, że nikt mi nie pomoże. To właśnie było najgorsze. Ta świadomość. To czego bałam się najbardziej. Oprawca czasami zbliżał się do mnie, wyciągał sztylet i zostawiał szramę na moim policzku, mrucząc "I co, już nie jesteś taka piękna jak matka?Ale skończysz tak samo jak ona. Próbując ocalić coś czego nie warto chronić. Ona chciała ocalić Ciebie, a ty chcesz tego zdrajcę krwi" Mężczyzna miał już wychodzić, lecz u wyjścia mruknął jeszcze "Sectumsempra". Na całym moim ciele zaczęły się pojawiać się głębokie rany cięte. Leżałam w kałuży utworzonej z mojej własnej krwi. Czuła jak z każdą chwilą ciepło ulatuje z mego ciała. Nie mogłam nic z tym zrobić. Krzyczałam, błagając o pomoc, tak długo, aż nie opadłam z sił...

Obudziłam się, cała się trzęsąc. Trochę trwało, zanim uświadomiłam sobie, że nie jestem w tej piwnicy, tylko we własnym łóżku. Obok mnie siedział przerażony George potrząsając moje ramie. - Anastasia...Ty krzyczałaś, wiłaś się. Nie wiedziałem co się dzieję...- Chłopak przytulił mnie. -Co Ci się śniło???- Powoli się uspokajałam, więc wolałam mu teraz tego nie opowiadać. -Spokojnie Georgie, nic takiego. Opowiem Ci rano. Nie chcę teraz o tym myśleć ani mówić- Rudzielec spojrzał na mnie badawczo, jednak nie naciskał. Popatrzył jeszcze chwilę, po czym położyliśmy się. Chłopak cały czas mnie obejmował,  jakbym zaraz miała mu gdzieś uciec, chcąc nie chcąc wtuliłam się ponownie w jego klatkę piersiową. Georgie głaskał mnie po plecach. Byłam całkowicie spokojna. Pocałował mnie w czoło i ani nie myślał teraz wypuścić z objęć. Poczułam wielki przypływ miłości. Powieki zaczęły mi powoli opadać. Usypiało mnie bicie jego serca. Czując zapach mojej największej miłości zapadłam się w krainę Morfeusza. Czułam się bezpiecznie, tym razem nic mi się nie śniło...

.............................................................................
Witam !!!
Nowa notka wpadła!!!
W sumie nie mam nic ważnego do powiedzenia. Proszę tylko abyście pod postem "TEMATY DO MINIATUREK" zostawiali po sobie ślad w postaci głosu. Apeluję z tym do wszystkich czytających!!!

Ten rozdział dedykuję...

Mojej koleżance z klasy Agacie <3
Dzięki temu, że poprosiła mnie o pomoc w zadaniu na polski, powstał ten rozdział. Podała mi tylko jedno zdanie, bym je przekształciła. Zdanie gotowe, specjalnie dałam do tytułu :D
Ciesz się i nie zabij mnie :D 
Pozdrawiam <3

A no ,i oczywiście moim kochanym trzem stałym czytelniczką:
Kate Potter <3
Eleonorze Malfoy <3
Majos Basenos <3

Do następnego :*

poniedziałek, 7 listopada 2016

TEMATY DO MINIATUREK!!!

WITAJCIE !!!

Jakiś czas temu prosiłam was o napisanie mi co chcielibyście przeczytać... No... i mi nie powiedzieliście. Podaję więc moje pomysły:

Miniaturka z Syriuszem
Miniaturka z Remusem 
Miniaturka z Jamesem (Jily)
(za czasów ich młodości)
Miniaturka z Draconem
Miniaturka z Cedrikiem
Miniaturka z Freddiem
Miniaturka z Tomem (Młodym Voldziem)

To są tylko moje propozycje :D Jeżeli wam wpadnie jakiś fajny pomysł do głowy to proszę piszcie w komentarzach  :)
Jeżeli nie-wybierzcie po dwa z powyższych :) 
Wybiorę dwa tematy, które zdobędą najwięcej głosów


( Urzekł mnie ten Art <3 )
~Nott

piątek, 4 listopada 2016

Rozdział 11... Więc się zgodziłam"...

"You can change your hair and you can change your clothes
You can change your mind, that's just the way it goes
You can say goodbye, you can say hello
But you'll always find your way back home
You can change your style, yeah your can change your jeans
You can learn to fly and you can chase your dreams
You can laugh and cry but everybody knows
You'll always find your way back home"

Po balu widywałam kuzyna tylko podczas posiłków, w Wielkiej Sali, która wyglądała już tak jak wcześniej. Udało mi się jednak, na chwilę do niego podejść by powiadomić go, że przyjęłam jego propozycję. Zgodziłam się dlatego, że już dzień po Bożym Narodzeniu Potter dał mi powód abym chciała przebywać dala od niego. Gdy tylko rano zeszłam do pokoju wspólnego Harry wypalił do mnie z tekstem - I co już zdążyłaś Weasleyów przekabacić na swoją ciemną stronę?!?!- Spojrzałam pytająco na Rona, który siedział nieopodal.-  Ja mu tylko powiedziałem, że powinien odpuścić i, że jesteś z Georgem a on nie wybrał by byle kogo.-  Na gacie Merlina. Ron sam się wkopał. - Dzięki Ron, że stanąłeś w mojej obronie, ale nie ma sensu strzępić na niego języka- Już chciałam wyjść gdy czarnowłosy krzyknął - PEWNIE JUŻ JESTEŚ, ŚMIERCIOŻERCĄ!!!  TAK JAK TA TWOJA NIEDOROBIONA RODZINKA!!! CO?!?!?! ZAPRZECZYSZ?!?!?- Przestałam nad sobą panować ruszyłam biegiem w kierunku drzwi, lecz zanim opuściłam pokój wspólny, odpowiedziałam mu.- Tak, ale to nie ja biorę nielegalnie udział w turnieju!!! To nie ja sprawiam, że coraz więcej osób mnie nienawidzi!!! I przede wszystkim to nie ja mam Ego i charakter godne niejednego sługi, Tego Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać!!! - Czym prędzej opuściłam salon Gryfonów. Pobiegłam w ustronne miejsce gdzie nikt by mnie nie szukał. Byłam nabuzowana emocjami. Usiadłam na podłodze i otuliłam ramionami kolana. Odechciało mi się iść na śniadanie. Siedziałam tak sobie z godzinkę, może dwie. Chciałam oczyścić umysł, przez chwilę nie myśleć. Gdy tylko wyszłam z mojej kryjówki wpadł na mnie George. - Na brodę Merlina, nic Ci nie jest?-  Spytał przysuwając mnie do siebie i szczelnie oplatając ramionami. Mimo iż w jego ramionach czułam się nadzwyczaj dobrze, spojrzałam na niego pytająco. - Jak tylko wybiegłaś Ron przyszedł do nas i nas obudził. Gdy się dowiedziałem co się stało od razu zacząłem Cię szukać a Fred, Ginny i młody mi pomogli...- Już mu chciałam przerwać ale nie zdążyłam, bo on to zauważył i postanowił temu zapobiec-... Tylko mi nie mów, że nie muszę się martwić. Wiem, że jesteś wrażliwa i nie wybaczył bym sobie gdybyś tuż pod moim nosem znowu wpadła w depresję. Tym bardziej, że znam Twoje możliwości w tej kwestii. Z Harrym się jeszcze policzę. A do Ciebie mam prośbę; jedź do Malfoyów. Trochę sobie odpoczniesz...

Więc się zgodziłam

 Był 28 grudnia, dzień, w którym miałam wyjechać do Malfoy Manor. Byłam spakowana już poprzedniego dnia. Wstałam wcześnie i poszłam się wykąpać i przebrać. W łazience zeszła mi godzina. Rzadko to robię na co dzień ale tym razem zrobiłam delikatny makijaż. Malfoyowie to nie byle kto, chciałam dobrze wypaść. Denerwowałam się okropnie, w końcu miałam poznać moją prawdziwą rodzinę. Gdy tylko byłam gotowa, zeszłam do pokoju wspólnego, w którym czekał na mnie mój chłopak z dwojgiem swoich braci ( Ginny to śpioch, nikt nie zdołał jej wywalić z łóżka).  Podeszłam do niego, pocałowałam go w policzek. George się uśmiechnął. - A ze mną się tak nie żegnasz...- Powiedział z udawaną złością młodszy bliźniak - Chciałoby się- Zaśmiałam się po czym podeszłam do Rona. - Pilnuj tych dwóch małp - I stojąc na palcach przytuliłam go. Obróciłam się w stronę wyjścia i zrobiłam trzy kroki w stronę wyjścia. Usłyszałam chrząknięcie. Parsknęłam śmiechem i podeszłam z powrotem do Weasley'ów. Udałam, że  chcę go przytulić ( w moim zamyśle wyglądało to troszkę inaczej, miałam szybko zwiać Fredowi zanim zdążył się pochylić), zanim zdążyłam się cofnąć, chłopak przerzucił mnie sobie przez ramię i zaczął biec. Pomachałam pozostałym dwóm rudzielcom, bo wiedziałam, że ten rozwydrzony szympans mnie nie odstawi. Czułam jak zbiega po schodach. Zatrzymał się dopiero gdy byliśmy obok Wielkiej sali. - To jak, pożegnasz się, czy wolisz nie jechać?-  Bez zastanowienia, szybko go przytuliłam, bo właśnie wszedł Draco i nie chciałam, aby czekał.

"Hey brother, there’s an endless road to re-discover.
  Hey sister, know the water's sweet but blood is thicker. 
 Oh if the sky comes falling down, for you,
 there’s nothing in this world I wouldn’t do."

 Malfoy Manor najzimniejszą porą roku wyglądało niczym pałac Królowej Zimy. W ogrodzie leżał śnieg a front budynku oświetlony był delikatnymi promieniami słońca. Stanęłam jak słup soli i wpatrywałam się w przez chwilę w rezydencję . Draco szturchnął mnie w ramię i wskazał na wielką bramę. Pojawiła się w niej twarz i spojrzała na nas - Witam pana paniczu Malfoy, kim jest pańska towarzyszka?-Spytała syczącym głosem brama. - Jedna z dziedziczek rodu, wpuść nas bo z tego co mi się wydaje, pamiętasz jeszcze co się tu działo 17 lat temu- Brama na wzmiankę o jakichś tajemniczych wydarzeniach zasyczała na mojego kuzyna. Twarz znikła a samo wejście na teren dworu otwarło się. Moim oczom ukazał się ogromny i piękny ogród. Mimo to, że była zima, trawa rosła piękna i zielona, gdzieniegdzie dziurawiona klombami kwiatów. Tylko na koronach drzew i krzewach, leżały białe śnieżne czapy. W duchu obiecałam sobie, że gdy będę dorosła, będę mieć taki ogród. Nie chcę takiego ogromnego, bogatego domu. Chcę taki zielony teren. Rośliny nie miały tu zgniłych ani szarych barw. Wszystkie i każda z osobna miała bardzo intensywny kolor. Ogród wyglądał jak z obrazka. Nie zatrzymałam się jednak, by na niego popatrzeć. Wiedziałam, że rodzice Dracona na nas czekają. Przeszliśmy przez ogród i dotarliśmy do ogromnych, bogato zdobionych drzwi. Na moje oko z dębu. Mój kuzyn zbliżył się do nich a te same się otwarły. Ujrzałam ogromny hol. Stały w nim dwie postacie. Wysoki mężczyzna w długich srebrno-blond włosach i z twardymi rysami twarzy oraz drobna, piękna kobieta, z czarno- białymi pasemkami. Oboje byli (podobnie do mnie) bardzo bladzi, o porcelanowej skórze i ubrani na czarno. W oczach Lucjusza dostrzegłam zaskoczenie i jakąś inną emocję. Jako iż znałam zasady dobrego wychowania. Podeszłam do wujostwa i dygnęłam kolejno przed obojgiem. Narcyza zrobiła to samo przy czym lekko się uśmiechnęła, najwyraźniej chcąc dodać mi otuchy. Nagle zza rogu wyszedł niski, otyły człowiek, z twarzy przypominający szczura. - Glizdogonie, zanieś bagaż panny Malfoy do jej komnaty !- Nakazał obcemu Lucjusz. Glizdogon szybko wziął moją walizkę i zaczął wspinać się po ogromnych, zdobionych schodach. Ściągnęłam płaszcz, który miałam na sobie. Podałam go Draconowi, który już czekał na niego z wyciągniętą ręką. Powiesił go na wieszaku i poprowadził mnie do salonu. - Nie martw się, nie zjedzą Cię-  Mruknął tak, abym tylko ja usłyszała.  Weszliśmy do pięknie ale i mrocznie przyozdobionego pomieszczenia...



Magia czasu!!!
 ( No w sumie to nic się nie działo aż do sylwestra, dużo czasu Anastasia spędzała z Draconem. Bardzo polubiła jego i jego matkę, Ciocię Cyzię)

Gdy tylko się obudziłam, do mojego pokoju wparował skrzat domowy.- Pan Malfoy prosi panienkę do swojego gabinetu gdy ta tylko będzie gotowa- Powiedział i szybko wybiegł. Rozejrzałam się po sypialni. Spędziłam już w niej troszkę czasu, ale i tak nie mogę się nadziwić jaka piękna i elegancka jest. Poszłam do łazienki by wziąć prysznic i zrobić delikatny makijaż po czym wyszłam z pomieszczenia. Szybko podeszłam do szafy i wyjęłam z niej czarne dżinsy oraz bluzkę w tym samym kolorze. Górne część mojego outfitu u dołu i przy dekolcie miała koronkę więc całość prezentowała się dość ładnie. Wyszłam i ruszyłam prosto, korytarzem w kierunku gabinetu Lucjusza. Gdy byłam obok drzwi zapukałam a te same się otworzyły.

"Your hands protect the flames from the wild winds around you "

Gdy tylko weszłam drzwi zatrzasnęły się za mną i zamknęły na klucz. Nie ukrywam, że lekko sie wystraszyłam.  Lucjusz miał minę poważniejszą niż  zwykle (O ile to możliwe). Dłonią wskazał na krzesło naprzeciw swego biurka. Posłusznie na nim usiadłam. Mężczyzna wstał i podszedł do biblioteczki stojącej pod ścianą. Wziął z niej gruby album i jakiś stary notatnik. Usiadł po drugiej stronie biurka. - Pewnie nie wiesz po co kazałem po Ciebie posłać. Przejdę bez ogródek do tematu. Jeżeli jesteś tak modra jak Roxanne to pewnie zauważyłaś, że jesteś troszkę nadzwyczajna. Widzisz jest tak nie bez powodu. Twoja matka a moja siostra, była taka jak ty. Miał moc, większą niż każda inna. Widzisz ta właśnie moc utrzymuje równowagę w naszym świecie. Drobną jej część Xanne przekazała Mayushowi. Jest to jednak tylko promil z tego co odziedziczyłaś ty. Widzisz jeśli jest taka możliwość, moc zawsze zyskuję drugie dziecko. Co ciekawe zawsze jest to dziewczynka. Możliwe, że dlatego, iż jesteście bardziej opanowane... Musisz wiedzieć, że czeka Cię wiele wyrzeczeń i nauki... Dasz sobie radę?- Może mi się wydaję...ale...tylko może...W jego oczach dostrzegłam troskę. Długo nie myśląc odpowiedziałam. - Dam sobie radę, wierzę w to, a pan nie?- Spojrzałam na niego. - Jesteś do niej taka podobna... Wierzę... I proszę mów mi wujku...-  Delikatnie mnie zatkało. Czy Lucjusz Malfoy właśnie powiedział coś miłego? Na Merlina! WUJEK podał mi trzymane w rękach przedmioty. Nie zastanawiając się dłużej otworzyłam oprawiony w jasną skórę album. Większość zdjęć przedstawiała nastolatkę/młodą kobietę   o pięknych, długich, blond włosach. - Mama...- powiedziałam po cichu do siebie. Lucjusz jednak to usłyszał. - Jesteś do niej strasznie podobna, gdyby nie kolor włosów byłybyście niemalże identyczne. Draco wcześniej mi już o Tobie opowiadał. Wywnioskowałem, że jesteś równie temperamentna jak ona. Jeżeli to co mówił mój syn jest prawdą to Xanne byłaby z Ciebie bardzo dumna... 

"I’m speeding up and this is the red, orange, yellow flicker beat sparking up my heart
We rip the start, the colours disappear
I never watch the stars, there’s so much down here
So I just try to keep up with the red, orange, yellow flicker beat sparking up my heart"

Po tych słowach pożegnali się a Anastasia została sama z wieloma pytaniami. Miała jednak nadzieję, że odpowiedzi znajdzie w albumie i notesie od wujka.

Nadszedł wieczór. Jak to bywa w sylwestra rodzina Malfoyów wyprawiała przyjęcie. Stałam przed szafą usilnie próbując znaleźć coś ładnego. Nie miałam jednak zielonego pojęcia, że na takie obchodzenie ostatniego dnia roku, nie byłam w stanie się przygotować. O godzinie siedemnastej do mojej sypialni zawitała ciocia Cyzia. - Anuś..- pozwoliłam jej tak na Sb mówić tylko dlatego, że  swoim zachowaniem tak pozytywnie mnie zaskoczyła pierwszego dnia-  Zrób sobie ładny makijaż a ja przyjdę za pół godziny i razem Ci coś wybierzemy- Jako iż w mojej głowie panowała kompletna pustka, bez wahania zgodziłam się kiwając głową. Narcyza wyszła a ja usiadłam z kosmetyczką w ręku. Postanowiłam skorzystać z czarnych i srebrnych cieni. W końcu czarny pasuje do wszystkiego. Do tego dobrałam bordową szminkę i naturalnie podkład, puder, tusz itd. Gdy byłam gotowa, przyszła ciocia z jakimś pokrowcem. Kazała mi zamknąć oczy. -Zobaczysz ją dopiero gdy będziesz w nią ubrana. Gwarantuję, że się spodoba. Sama wybierałam. - Jak nakazała, tak zrobiłam. zdjęłam szlafrok i po omacku weszłam w sukienkę... Oj nie... W suknie. Gdy miałam ją na siebie nasuniętą, Cyzia zawiązała gorset.  Bałam się troszkę wyniku. Ciocia odwróciła mnie i poprosiła mnie abym otworzyła oczy. Stałam naprzeciw lustra . Gdy tylko w nie spojrzałam odebrało mi mowę. Miałam na sobie piękną tiulową suknie. Cała była czarna,rozkloszowana,  przepasana atłasową kokardą. Prezentowała się bardzo elegancko. Pod wpływem emocji, mocno przytuliłam ciocię Cyzię-  Ciociu jesteś najlepsza !!! Masz naprawdę świetny gust- Pani Malfoy uśmiechnęła się do mnie. Powiedziała, że ona już musi znikać i, że zobaczymy się dopiero w sali bankietowej, bo sama też musi się uszykować. Siedziałam godzinę i czytałam dziennik mojej mamy, który dostałam od wujka. Na samym początku było dokładnie to co powiedział mi wcześniej Lucjusz. Nie miałam jednak czasu by przeczytać więcej ponieważ do moich drzwi zapukał Draco.  -Co Szanownego Kuzyna tu sprowadza?- Spytałam z udawaną wyższością - Musisz się jeszcze sporo nauczyć ...- Zaśmiał się z moich marnych prób gry aktorskiej - Miałem po Ciebie przyjść gdy przybędą goście - Powiedział i podał mi swoje ramie. - Pięknie wyglądasz ! Podobnie jak wtedy na balu - Dodał a ja podziękowałam mu. Zaczynałam się denerwować. Tam na dole czeka na nas legion osób z manią czystości krwi. Dodam, że sama jestem półkrwi i robi się mieszanka wybuchowa. W sali bankietowej. Znajdowało się dwa i pół tuzina osób. Na samy przedzie stali państwo Malfoy a za nimi masa ludzi, których nie znam. Gdy mnie dostrzegli usłyszałam najróżniejsze szepty.  Podeszliśmy do wujostwa i ukłoniliśmy się tak, jak zrobiłam to pierwszego dnia pobytu w Malfoy Manor. W tle, za Lucjuszem dostrzegłam Mayusha idącego w naszą stronę. Chciałam rzucić mu się na szyję, ale zdałam sobie sprawę, że byłoby to niestosowne. Dygnęłam przed nim. Chłopak powstrzymując się od śmiechu chwycił i pocałował wierzch mojej dłoni. Następnie podchodzili do mnie najróżniejsi ludzie. W jednym z nich rozpoznałam profesora Snape'a. Inny zaś przedstawił się jako Augustus Rookwood, ojciec Mayusha. Na początku wszyscy usiedliśmy przy stole by zjeść kolację. Jeśli chodzi o atmosferę, to było sztywno jak na cmentarzu. Jedliśmy w milczeniu. Tylko czasami, ktoś z gości chwalił ciocię Cyzię lub mnie. Gdy skończyliśmy jeść, przyszedł skrzat i rzucił zaklęcie na instrumenty stojące w kącie, tak aby te same grały. Poczułam, że ktoś szturcha mnie w ramię. Spojrzałam za siebie. - Można?- Spytał Draco. Ja chwyciłam jego rękę i już chwilę później tańczyliśmy walca. Cieszę się, że to Draco mnie poprosił bo to odkładało na później konfrontację z gośćmi. Jednak utwór szybko się skończył i podszedł do nas pan Rookwood. Draco spojrzał na  mnie przepraszającym wzrokiem i ustąpił miejsca starszemu mężczyźnie. Ten zachłannie przybliżył mnie do siebie. Miałam ochotę uciekać. -Boisz się mnie? Nie rozumiem tego, przecież wytrzymałaś piętnaście lat z plugawymi zdrajcami krwi. Z czarodziejskim plebsem...-Nie ukrywam, zdenerwował mnie. Bardzo. Poczułam ciepło w dłoniach i lekki powiew we włosach. Czułam, że jeśli powie jeszcze coś nie tak, to nie zapanuję nad sobą.- ...Teraz na szczęście nie są martwi, trochę smrodu mniej na tym świecie...- No i nie wytrzymałam . Z moich dłoni buchnął ogień a z włosów zawiał wicher. Po sali zaczął krążyć wir z ognia. Nie wiem jak długo to trwało. Nie umiałam tego powstrzymać. Byłam zbyt wściekła. Jak on w ogóle śmiał?!?!!?! Poczułam, że ktoś łapie mnie mocno za dłoń. Szarpnięcie w okolicach pępka... skończyło się. Stałam razem z Draconem w kuchni mojego domu. Wielkimi oczami patrzył na nas Oliver. Wstał, podbiegł i mnie przytulił. W tym momencie się rozpłakałam. Ollie wziął mnie na ręce zaniósł do salonu. Usiadł na fotelu i posadził mnie sobie na kolanach.-  Co się stało?- Spytał. Poczułam na sobie wzrok dwóch par oczu. -To może ja wszystko wytłumaczę- Powiedział Draco. Nigdy nie byłam nikomu tak wdzięczna.



...................................................................................

NA BRODĘ MERLINA, CZYŻBY VICA NOTT JESZCZE ŻYŁA!?!?!!? 
NIEMOŻLIWE!!!

Najmocniej przepraszam was kochani, że musieliście czekać tak długo. Wiem, że zawaliłam :(
 Myślę, że teraz będę mogła trochę więcej pisać, więc będziemy widywali się częściej :D
KONIECZNIE napiszcie swoją opinie o rozdziale w komentarzach pod spodem ;)
Nadal proszę o was, o powiedzenie mi co chcecie, abym napisała!!!

Pozdrawiam Kate Potter, Majos Basenos i Eleonorę Malfoy :))

ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ...
Mojej najwspanialszej na świecie kuzynce Oli <3 
Tęsknie kochana :*
Loffki :D
Pozdrawiam, twój jedyny w swoim rodzaju Kurcok <3 <3 <3

niedziela, 2 października 2016

1000 !!!!

Witajcie kochani !!!

To jeszcze nie rozdział, ale mam nadzieję, że przeczytacie :)



Z racji, iż Nieczysta dobiła dzisiejszego wieczoru 1000 wyświetleń, chciałabym wam podziękować.
Gdy zaczynałam pisać bloga nie spodziewałam się, że nastąpi to tak szybko. Ba! Nie spodziewałam się, że w ogóle to nastąpi. Wiedzcie, że bez was mój prywatny Zakonie Feniksa, nic by z tego nie było. To wasze komentarze motywowały mnie do pisania, sprawiały, że mi się chciało <3 Tworzycie tego bloga razem ze mną :)

Szczególnie mocno chciałabym podziękować moim trzem stałym czytelniczkom, niezastąpionym:
 Majos Basenos
Kate Potter
Eleonorze Malfoy
:*

Na 1000 wyświetleń postanowiłam, byście to wy wybrali czego chcecie. Zrobię/ Napiszę 2 rzeczy, o które mnie poprosicie. Piszcie wszystko co wam przychodzi do głowy a ja wybiorę najlepsze pomysły. Do następnego :D

piątek, 30 września 2016

Rozdział 10 ...Byłam naprawdę zmęczona...

"I’d run a thousand miles
Wouldn’t stop until I dropped
Wouldn’t take a break to breathe until I got close
Enough
Then I’d do it"

... Na parkiet weszli reprezentanci poszczególnych szkół. Hermiona z Wiktorem wyglądali naprawdę pięknie. Ona drobna i delikatna a obok niej wysoki i muskularny On. Ron patrzył na tę scenę z zazdrością w oczach.  Tymczasem na parkiet weszli profesor Dumbledore i Profesor McGongall dając nam znak, że my też możemy. Wszyscy n początku staliśmy oniemiali, bo każdy bał się wyjść pierwszy. Ku ogólnemu zdziwieniu Neville poprosił Ginny do tańca. Wszyscy patrzyli na niego jakby właśnie zmienił się w jednorożca. Odważny krok osmielił pozostałych uczestników balu i już po chwili na parkiecie zaczynały  pojawiać się inne pary. Rozejrzałam się po sali. Jeszcze nigdy nie widziałam tak pięknie ozdobionego miejsca. Ściany i sklepienie pokrywał połyskujący srebrny szron. Stoły domów gdzieś zniknęły a na ich miejscach stały małe, okrągłe stoliki podobne do tych w kawiarniach. U szczytu sali stała ogromna choinka, którą kilka dni wcześniej Hagrid przyniósł z lasu. W wielu miejscach stały lodowe rzeźby, do tego atmosfera panująca w sali. Po prostu jak ze snu. Poczułam na Sobie czyjś wzrok, co gorsza nie było to spojrzenie jednej pary oczu. Rozejrzałam się wokoło. Patrzył na mnie Mayush ( może tak nie było, ale wydaję mi się, że z dumą), Draco Malfoy nie krył nawet swej ciekawości. Po przeciwnej stronie wyciągając ku mnie rękę przyglądał mi się George Weasley we własnej osobie. Tak, to tego spojrzenia szukałam. Spojrzałam na niego a on utkwił swoje oczy na moich...

 "Baby you're all that I want
When you're lyin' here in my arms
I'm findin' it hard to believe
We're in heaven
And love is all that I need
And I found it there in your heart
It isn't too hard to see
We're in heaven" 

Podałam Georgiemu dłoń i ruszyliśmy na środek sali. Jako iż grany był utwór wolny, Rudzielec położył  dłoń na mojej talii, Ja natomiast swoją umiejscowiłam na jego ramieniu. Nie ukrywam, że mimo bardzo wysokich obcasów miałam z tym spory problem. Rudy mutant !!! Zaczęliśmy tańczyć. Jeśli mam być szczera, to myślałam, że mój partner będzie tańczyć tak świetnie jak jego młodszy brat. Dzięki Ci Merlinie, że się myliłam. George tańczył bardzo dobrze. Chłopak maksymalnie się do mnie zbliżył. Dzieliły nas może dwa milimetry. Tak zbliżeni wirowaliśmy na środku sali. Czułam na sobie czyjś wzrok i nie mam tu na myśli spojrzenia mojego partnera. Jego spojrzenie cały czas było umieszczone w moich oczach, podobnie jak moje w jego. Mimo woli zarumieniłam się, no bo co innego można w takim momencie zrobić? W sumie można wszystko ale Anastasia potrafi tylko to.  Świetnie!!! Georgie uśmiechnął się do mnie co ja odwzajemniłam. On chciał dodać mi otuchy i... no cóż... udało mu się . Wydawało mi się, że trwało to tylko chwilę ale utwór się skończył. Podszedł do nas Mayush - Mogę prosić?- Spytał mój brat. George niechętnie oddał mnie w ręce blondyna. - Co tam siostra? Widzę, że bawisz się lepiej niż przewidywałaś. - Zagadnął Rookwood. Oj przepraszam, Malfoy. - Bal dopiero się rozpoczął, więc zawsze może go ktoś zepsuć. W sumie to już mnie coś martwi. Rozmawiałeś ostatnio z Malfoyem?- Teraz tańczyłam z nim. Był trochę niższy niż Weasley, więc mogłam swobodnie świdrować go wzrokiem. Chłopak lekko się zaśmiał. - No i czego się brechtasz?- Teraz Mayush już się otwarcie śmiał. - Tak rozmiawiałem...- zaczął gdy przestał się śmiać-  Młody powiedział, że nie będzie się naprzykrzał, ale chce Cię poznać. Po mnie porywa Cię nasz kuzynek. - Miałam ochotę go tak solidnie kopnąć. Powstrzymywałam się jednak, bo nie chciałam dać szkole nowego powodu do nabijania się. Resztę piosenki przetańczyliśmy w ciszy, tylko co jakiś czas blondyn pstrykał mnie w ucho. Gdy skończyliśmy Braciszek ukłonił się lekko, dla żartu i skinął w kierunku zbliżającego się do mnie Malfoya. Zaczęła mi się trząść dłoń. Nie żebym się go bała. Ale jednak po raz pierwszy będę rozmawiać z kimś z rodziny. - Czy zgodzisz się zatańczyć ze mną?- Spytał syn Lucjusza gdy do mnie podszedł. Kiwnęłam głową i chwyciłam Dracona za dłoń. Mimo,  że (no nie okłamujmy się) nie lubiłam go, tańczyło mi się z nim najlepiej. Blondyn był wysoki, ale nie aż tak jak moi dwaj poprzedni partnerzy. Miał niecałe 180 centymetrów wzrostu. - Słuchaj, wiem, że miłością do mnie nie pałasz...- No delikatnie rzecz ujmując , to miał rację. Uśmiechnęłam się - Ale mam taką propozycję, bo wiem, że Potter gdy się dowiedział kim jesteś, to się na Ciebie wypiął. Myślę więc, że nie chcesz spędzać z nim tego pięknego czasu a chciałbym Cię lepiej poznać, więc czy sprawiłabyś mi tę przyjmność i nowy rok spędziła u mnie w domu?- No tego to się nie spodziewałam. W sumie Draco był teraz całkiem miły. Rozmawiając ze mną zrezygnował nawet ze swojego aroganckiego uśmieszku. W dodatku, fajnie by było poznać rodzinę. - Pozwól, że przemyślę Twoją propozycję a tym czasem, czy moglibyśmy zacząć rozmawiać ze sobą normalnie?- Spytałam błagając w duchu Merlina o odpowiedź twierdzącą.  - Okaa, to będzie nieoficjalnie. Bry, jestem Draco. - Zaśmiałam się i ku mojemu zdziwieniu on zrobił to samo.-  Hej, a ja Ana. - Ludzie patrzyli się na nas dziwnie. To jakiś cud. Draco Malfoy się śmiał, nie szyderczo i w dodatku z jakąś małą gryfonką. Ludzie obserwowali nas jak jakiś okaz w Zoo, albo wybryk natury. - Robimy z tym coś?-  . Spytałam kuzyna. Chłopak zaśmiał się i odpowiedział przecząco. W sumie miał co do jednego rację. Jeżeli naprawdę jest taki jak teraz, to zdecydowanie wolę Sylwestra spędzić z nim niż z Harrym. NIESTETY piosenka się skończyła i  Draco musiał odejść ode mnie i wrócić do Parkinson, z czego on sam nie był zadowolony. 

"Loving can heal
Loving can mend your soul
And it's the only thing
That I know, know
I swear it will get easier
Remember that with every piece of you
And it’s the only thing we take with us when we die"

Poszukałam wzrokiem moich przyjaciół. Siedzieli przy stoliku i gapili się na mnie szeroko otwartymi oczami. - No co?- Spytałam dość tępo. - Coś ty na niego rzuciła? Zachowywał się jak nie on. - Odezwała się moja najlepsza ruda przyjaciółka. -  To mój  urok osobisty-  Odpowiedziałam Gin. - Ta i kompletny brak skromności-  Odparła Weasleyówna, na co ja się zaśmiałam. Usiadłam na chwilę z nimi opowiedziałam moją rozmowę z kuzynem. Gdy skończyłam, Georgie podszedł do mnie i mruknął na ucho - Gdybym Cię o coś poprosił o coś to byś się zgodziła?- Pokiwałam głową. - To proszę Cię żebyś teraz poszła ze mną. - Powiedział do mnie po czym powiadomił pozostałych, że niedługo wrócimy. Chłopak chwycił mnie za rękę i wyprowadził z Wielkiej Sali. Doprowadził mnie aż na błonia, które z okazji balu zmieniły się w piękny przepełniony romantyzmem ogród. Zatrzymaliśmy się obok jakiegoś posągu pod którym stała ławka. Całość oświetlona była małymi światełkami. George usiadł i posadził mnie sobie na kolanach. Przyglądał się jakby widział mnie pierwszy raz w życiu. Uniósł dłoń i delikatnie odsunął nią kosmyk włosów opadający mi na czoło. Obserwowałam każdy jego ruch. Chłopak chwycił mnie za podbródek i trzymał tak bym spojrzała mu w oczy. Jak chciał tak zrobiłam. Patrząc w jego czekoladowe tęczówki dostrzegłam tyle uczuć. Nie dane mi było się jednak nad tym zastanowić bo Weasley postanowił dać mi wspaniały prezent, w postaci pocałunku. Był on inny niż ten w listopadzie. Intensywniejszy, bardziej realny. Trwał niestety tylko chwilę. Rudzielec spojrzał na mnie i powiedział -  W sumie mam jeszcze jedną prośbę. Widzisz, od jakiegoś czasu pewna myśl nie daje mi spokoju.  Z Fredem bawimy się świetnie i jako bracia dopełniamy się idealnie. Ale tutaj...- Wskazał na swoje serce- ... Jest jeszcze jedno niezamieszkane miejsce. Wydaję mi się, że znalazłem kogoś, kto mógłby się w nim ulokować. Z tąd moja prośba... Anastasio czy zgodziłabyś się zostać moją dziewczyną i zająć tą przestrzeń?- Serce biło mi niesłychanie mocno. Nie zdziwiłabym się gdyby w zamku je słyszeli.  - George'u czekałam na ten moment odkąd Cię poznałam.Oczywiście, że się zgadzam -  Po wypowiedzeniu tego zdania rzuciłam mu się na szyję...

Przenieśmy się na chwilę do głowy naszego romantyka

Nie wierzę, skradłem mojej Anie jej pierwszy pocałunek. Do tego zgodziła się być ze mną. Na Merlina jestem najszczęśliwszym facetem na Ziemii. W dodatku powiedziała, że czekała na to tak długo jak ja. Jeśli mugolski Bóg istnieje, to mam u niego ogromny dług. 

Jak mówiłam u Georgie'ego tylko chwilka. Teraz wracamy do Anastasii

... Po prostu nie mogłam się powstrzymać. Byłam taka szczęśliwa, jak nigdy. Gdybym nie siedziała... i gdyby nie fakt, że to chyba wstyd troszeczkę, to skakałabym teraz z radości. George, mój George. Tak, mój. Wreszcie mogę o nim tak powiedzieć. Mogę być pewna, że on czuje do mnie to samo co ja względem niego. Wtuliłam twarz w jego szyję i wdychałam jego zapach. Rudy ukrył twarz w moich włosach. Siedzieliśmy tak przepełnieni szczęściem dopóki nieopodal nie zaszeleściły liście i ktoś przeszedł obok nas. Wtedy postanowiliśmy wrócić do sali. George objął moją dłoń swoją i tak weszliśmy do zamku. Jeszcze zanim doszliśmy do naszego stolika, obok nas zmaterializował się młodszy bliźniak. - Porywam młodą kawalerze -  Powiedział i nie czekając na odpowiedź zaciągnął mnie na parkiet. -  I jak bratowa? Nie zaprzeczaj wiem po co tam Cię zaciągnął - Myślałam, że moje rumieńce zaraz się zapalą. Czego ja się spodziewałam? Że mi odpuści ? Nie on. - Jak zwykle wróżbita Fred wie wszystko- Odpyskowałam. - Nieźle. Pasujecie do siebie. Anastasia Weasley, brzmi pięknie...- Co on gada?- Hej, on mi się nie oświadczył, kretynie. - Przerwałam mu wywody -  To tylko kwestia czasu młoda, tylko kwestia czasu. Mama się ucieszy- Miałam ochotę mu walnąć ale na jego szczęście piosenka się skończyła i podszedł do mnie Mayush. - Witam panią.- Powiedział i bez ogródek wziął moją dłoń i zaczął tańczyć. Jako iż zaczęły grać Fatalne Jędze, piosenki były szybkie. Mój brat sprawiał, że kręciłam się w kółko a moja suknia wirowała wokół mnie. Tępo było tak szybkie, że lekko kręciło mi się w głowie. Mimo to Mayush był dobrym tancerzem. Nie nadepnął mnie ani razu. Spodziewałam się, że w szybkim tańcu okaże się, że oboje jesteśmy okropni. Los sprawił mi niespodziankę. - A teraz młoda, jak na spowiedzi, gadaj czemu Weasleyowie mają na twarzach taki zaciesz? Co zrobiłaś?- Nie no, rozumiem, że jest moim bratem, ale żeby takie przesłuchanie odstawiać? - Spokojnie, nie zrobiłam nic zakazanego. Jeśli chcesz to mogę Ci chuchnąć - Lekko się zdenerwowałam. No kurde, no już nie wolno zejść mu na chwilę z oczu? - Chyba zaczyna mi odbijać, ja naprawdę chcę Cię kontrolować, na gacie Merlina! - Mayush chciał się zaśmiać ale gdy zobaczył moją zdenerwowaną minę, zrezygnował. - Ej no weź, zamierzasz się fochać? -Spytał i  chyba się przestraszył. Możliwe, że ktoś mu powiedział co się działo zanim się poznaliśmy.- Nie zamierzam, ale ty też tak nie wyskakuj. Jestem odpowiedzialną osobą. - Blondyn pokiwał głową. Muzyka ucichła. Zanim ktoś zdąrzył do mnie podejść, szybko zeszłam z parkietu, wzrokiem szukając moich przyjaciół. Ginny, siedziała przy stole ze wszystkimi swoimi braćmi, uczęszczającymi do Hogwartu. Podeszłam do nich. Śmiali się głośno z czegoś.-  Co was tak śmieszy?-  Zanim mi odpowiedzieli, musieli się uspokoić. - Ty! Jesteś tak przerażająca, że po tańcu z Tobą Blondasek się zmył - Rozejrzałam się. Rzeczywiście nie mogłam nigdzie znaleźć Mayusha. -  Nie wiem czy mam Ci współczuć brat, czy zazdrościć - Powiedział Ron. Przy Potterze staraliśmy się nie rozmawiać, ale gdy go nie było w pobliżu, nasze relacje  z najmłodszym męskim potomkiem państwa Weasley, były bardzo dobre.

"Send your dreams
Where nobody hides
Give your tears
To the tide
No time
No time
There's no end
There is no goodbye
Disappear
With the night
No time
No time"

Jako iż tańczyłam dość dużo razy teraz postanowiłam odpocząć. Siedzieliśmy z bliźniakami przy stole i opowiadaliśmy sobie żarty. Jedna sprawa mnie zastanawiała. -Chłopcy, która godzina?- Spytałam. Na parkiecie mało kto pozostał, więc wywnioskowałam, że jest dość późno. Odpowiedział mi Fred. - Trzecia. No nieźle zabalowaliśmy. - Może i długo się bawiliśmy, ale dopiero gdy mi powiedziano, która godzina poczułam zmęczenie. Siedziałam pomiędzy rudzielcami, więc oparłam głowę na ramieniu starszego z nich. Siedzieliśmy tak jeszcze chwilę gdy poczułam, że powieki mi opadają. Szybko otworzyłam oczy by nie zasnąć -  Będę was musiała chłopcy przeprosić, ale ja już chyba pójdę, bo zaraz padnę. - Mruknęłam, na co Fred powiedział- No to Ty bracie odprowadzisz swą dziewoję...- Zarówno on jak i my zaczęliśmy się śmiać. - ... a ja poproszę do tańca nieco starszą białogłowę.-Mówiąc to wskazał na profesor Mcgonnagal, którą (mimo iż była bardzo surowa) wszyscy Gryfoni lubili i szanowali. Młodszy bliźniak wstał i ruszył w kierunku nauczycielki. Ja również zaczęłam się podnosić. Lekko się zachwiałam, ale Georgie złapał mnie za ramię. Byłam naprawdę zmęczona. Gdy tylko oboje staliśmy na nogach, chłopak splótł swą dłoń z moją. Drobny gest a taki przyjemny, tak wiele znaczący. Cały czas trzymając mnie za rękę Mój chłopak ( Merlinie, jak to pięknie brzmi!!!) odprowadził mnie do dormitorium. Zanim się pożegnaliśmy teatralnie się pokłonił i ucałował mą dłoń. -Dziękuję za poświęcony czas...- Powiedział George i już miał odchodzić kiedy złapałam go za rękę i zatrzymałam. Tym razem to ja pocałowałam jego...

.................................................................
 OMG, Vica Nott jeszcze żyje!!!

Zanim przejdę do przeprosin dedykacji, mam małe info.
Biorąc pod uwagę, iż mam trochę na głowie a i problemy się za mną ciągną, przez jakiś czas notki będą pojawiały się nieregularnie.  

Przepraszam...
Już wyżej opisałam troszeczkę powody, przez, które notki się nie pojawiały, nie chcę się wymigiwać ale naprawdę nie miałam lekko. Mam nadzieję, że zrozumiecie i nikt mi nie podeśle przysłowiowej głowy konia.

Dedykacje!!!
Ten rozdział zadedykowany jest dwóm osobom:

Majos Basenos - Za to, że trułaś mi cztery litery a tym samym mój mózg generował jakieś linijki tekstu, żebyś się nie złościła :) Za to, że mam fajną kiecę w Simsiory, za to, że kurde jego mać... no... jezdeź. LOFFKI <3

Kate Potter- za wszystkie Twoje komentarze. Gdy nie mam weny, po przeczytaniu tego co piszesz pod moimi postami zawszę coś tam napisałam. Gdy miałam gorszy dzień, przeglądałam sobie je i naglę z za chmur wychodziło słońce.

PISZCIE W KOMENTARZACH CO SĄDZICIE O NOTCE I CZY MOGĘ LICZYĆ NA PRZEBACZENIE

Do następnego :D