piątek, 30 września 2016

Rozdział 10 ...Byłam naprawdę zmęczona...

"I’d run a thousand miles
Wouldn’t stop until I dropped
Wouldn’t take a break to breathe until I got close
Enough
Then I’d do it"

... Na parkiet weszli reprezentanci poszczególnych szkół. Hermiona z Wiktorem wyglądali naprawdę pięknie. Ona drobna i delikatna a obok niej wysoki i muskularny On. Ron patrzył na tę scenę z zazdrością w oczach.  Tymczasem na parkiet weszli profesor Dumbledore i Profesor McGongall dając nam znak, że my też możemy. Wszyscy n początku staliśmy oniemiali, bo każdy bał się wyjść pierwszy. Ku ogólnemu zdziwieniu Neville poprosił Ginny do tańca. Wszyscy patrzyli na niego jakby właśnie zmienił się w jednorożca. Odważny krok osmielił pozostałych uczestników balu i już po chwili na parkiecie zaczynały  pojawiać się inne pary. Rozejrzałam się po sali. Jeszcze nigdy nie widziałam tak pięknie ozdobionego miejsca. Ściany i sklepienie pokrywał połyskujący srebrny szron. Stoły domów gdzieś zniknęły a na ich miejscach stały małe, okrągłe stoliki podobne do tych w kawiarniach. U szczytu sali stała ogromna choinka, którą kilka dni wcześniej Hagrid przyniósł z lasu. W wielu miejscach stały lodowe rzeźby, do tego atmosfera panująca w sali. Po prostu jak ze snu. Poczułam na Sobie czyjś wzrok, co gorsza nie było to spojrzenie jednej pary oczu. Rozejrzałam się wokoło. Patrzył na mnie Mayush ( może tak nie było, ale wydaję mi się, że z dumą), Draco Malfoy nie krył nawet swej ciekawości. Po przeciwnej stronie wyciągając ku mnie rękę przyglądał mi się George Weasley we własnej osobie. Tak, to tego spojrzenia szukałam. Spojrzałam na niego a on utkwił swoje oczy na moich...

 "Baby you're all that I want
When you're lyin' here in my arms
I'm findin' it hard to believe
We're in heaven
And love is all that I need
And I found it there in your heart
It isn't too hard to see
We're in heaven" 

Podałam Georgiemu dłoń i ruszyliśmy na środek sali. Jako iż grany był utwór wolny, Rudzielec położył  dłoń na mojej talii, Ja natomiast swoją umiejscowiłam na jego ramieniu. Nie ukrywam, że mimo bardzo wysokich obcasów miałam z tym spory problem. Rudy mutant !!! Zaczęliśmy tańczyć. Jeśli mam być szczera, to myślałam, że mój partner będzie tańczyć tak świetnie jak jego młodszy brat. Dzięki Ci Merlinie, że się myliłam. George tańczył bardzo dobrze. Chłopak maksymalnie się do mnie zbliżył. Dzieliły nas może dwa milimetry. Tak zbliżeni wirowaliśmy na środku sali. Czułam na sobie czyjś wzrok i nie mam tu na myśli spojrzenia mojego partnera. Jego spojrzenie cały czas było umieszczone w moich oczach, podobnie jak moje w jego. Mimo woli zarumieniłam się, no bo co innego można w takim momencie zrobić? W sumie można wszystko ale Anastasia potrafi tylko to.  Świetnie!!! Georgie uśmiechnął się do mnie co ja odwzajemniłam. On chciał dodać mi otuchy i... no cóż... udało mu się . Wydawało mi się, że trwało to tylko chwilę ale utwór się skończył. Podszedł do nas Mayush - Mogę prosić?- Spytał mój brat. George niechętnie oddał mnie w ręce blondyna. - Co tam siostra? Widzę, że bawisz się lepiej niż przewidywałaś. - Zagadnął Rookwood. Oj przepraszam, Malfoy. - Bal dopiero się rozpoczął, więc zawsze może go ktoś zepsuć. W sumie to już mnie coś martwi. Rozmawiałeś ostatnio z Malfoyem?- Teraz tańczyłam z nim. Był trochę niższy niż Weasley, więc mogłam swobodnie świdrować go wzrokiem. Chłopak lekko się zaśmiał. - No i czego się brechtasz?- Teraz Mayush już się otwarcie śmiał. - Tak rozmiawiałem...- zaczął gdy przestał się śmiać-  Młody powiedział, że nie będzie się naprzykrzał, ale chce Cię poznać. Po mnie porywa Cię nasz kuzynek. - Miałam ochotę go tak solidnie kopnąć. Powstrzymywałam się jednak, bo nie chciałam dać szkole nowego powodu do nabijania się. Resztę piosenki przetańczyliśmy w ciszy, tylko co jakiś czas blondyn pstrykał mnie w ucho. Gdy skończyliśmy Braciszek ukłonił się lekko, dla żartu i skinął w kierunku zbliżającego się do mnie Malfoya. Zaczęła mi się trząść dłoń. Nie żebym się go bała. Ale jednak po raz pierwszy będę rozmawiać z kimś z rodziny. - Czy zgodzisz się zatańczyć ze mną?- Spytał syn Lucjusza gdy do mnie podszedł. Kiwnęłam głową i chwyciłam Dracona za dłoń. Mimo,  że (no nie okłamujmy się) nie lubiłam go, tańczyło mi się z nim najlepiej. Blondyn był wysoki, ale nie aż tak jak moi dwaj poprzedni partnerzy. Miał niecałe 180 centymetrów wzrostu. - Słuchaj, wiem, że miłością do mnie nie pałasz...- No delikatnie rzecz ujmując , to miał rację. Uśmiechnęłam się - Ale mam taką propozycję, bo wiem, że Potter gdy się dowiedział kim jesteś, to się na Ciebie wypiął. Myślę więc, że nie chcesz spędzać z nim tego pięknego czasu a chciałbym Cię lepiej poznać, więc czy sprawiłabyś mi tę przyjmność i nowy rok spędziła u mnie w domu?- No tego to się nie spodziewałam. W sumie Draco był teraz całkiem miły. Rozmawiając ze mną zrezygnował nawet ze swojego aroganckiego uśmieszku. W dodatku, fajnie by było poznać rodzinę. - Pozwól, że przemyślę Twoją propozycję a tym czasem, czy moglibyśmy zacząć rozmawiać ze sobą normalnie?- Spytałam błagając w duchu Merlina o odpowiedź twierdzącą.  - Okaa, to będzie nieoficjalnie. Bry, jestem Draco. - Zaśmiałam się i ku mojemu zdziwieniu on zrobił to samo.-  Hej, a ja Ana. - Ludzie patrzyli się na nas dziwnie. To jakiś cud. Draco Malfoy się śmiał, nie szyderczo i w dodatku z jakąś małą gryfonką. Ludzie obserwowali nas jak jakiś okaz w Zoo, albo wybryk natury. - Robimy z tym coś?-  . Spytałam kuzyna. Chłopak zaśmiał się i odpowiedział przecząco. W sumie miał co do jednego rację. Jeżeli naprawdę jest taki jak teraz, to zdecydowanie wolę Sylwestra spędzić z nim niż z Harrym. NIESTETY piosenka się skończyła i  Draco musiał odejść ode mnie i wrócić do Parkinson, z czego on sam nie był zadowolony. 

"Loving can heal
Loving can mend your soul
And it's the only thing
That I know, know
I swear it will get easier
Remember that with every piece of you
And it’s the only thing we take with us when we die"

Poszukałam wzrokiem moich przyjaciół. Siedzieli przy stoliku i gapili się na mnie szeroko otwartymi oczami. - No co?- Spytałam dość tępo. - Coś ty na niego rzuciła? Zachowywał się jak nie on. - Odezwała się moja najlepsza ruda przyjaciółka. -  To mój  urok osobisty-  Odpowiedziałam Gin. - Ta i kompletny brak skromności-  Odparła Weasleyówna, na co ja się zaśmiałam. Usiadłam na chwilę z nimi opowiedziałam moją rozmowę z kuzynem. Gdy skończyłam, Georgie podszedł do mnie i mruknął na ucho - Gdybym Cię o coś poprosił o coś to byś się zgodziła?- Pokiwałam głową. - To proszę Cię żebyś teraz poszła ze mną. - Powiedział do mnie po czym powiadomił pozostałych, że niedługo wrócimy. Chłopak chwycił mnie za rękę i wyprowadził z Wielkiej Sali. Doprowadził mnie aż na błonia, które z okazji balu zmieniły się w piękny przepełniony romantyzmem ogród. Zatrzymaliśmy się obok jakiegoś posągu pod którym stała ławka. Całość oświetlona była małymi światełkami. George usiadł i posadził mnie sobie na kolanach. Przyglądał się jakby widział mnie pierwszy raz w życiu. Uniósł dłoń i delikatnie odsunął nią kosmyk włosów opadający mi na czoło. Obserwowałam każdy jego ruch. Chłopak chwycił mnie za podbródek i trzymał tak bym spojrzała mu w oczy. Jak chciał tak zrobiłam. Patrząc w jego czekoladowe tęczówki dostrzegłam tyle uczuć. Nie dane mi było się jednak nad tym zastanowić bo Weasley postanowił dać mi wspaniały prezent, w postaci pocałunku. Był on inny niż ten w listopadzie. Intensywniejszy, bardziej realny. Trwał niestety tylko chwilę. Rudzielec spojrzał na mnie i powiedział -  W sumie mam jeszcze jedną prośbę. Widzisz, od jakiegoś czasu pewna myśl nie daje mi spokoju.  Z Fredem bawimy się świetnie i jako bracia dopełniamy się idealnie. Ale tutaj...- Wskazał na swoje serce- ... Jest jeszcze jedno niezamieszkane miejsce. Wydaję mi się, że znalazłem kogoś, kto mógłby się w nim ulokować. Z tąd moja prośba... Anastasio czy zgodziłabyś się zostać moją dziewczyną i zająć tą przestrzeń?- Serce biło mi niesłychanie mocno. Nie zdziwiłabym się gdyby w zamku je słyszeli.  - George'u czekałam na ten moment odkąd Cię poznałam.Oczywiście, że się zgadzam -  Po wypowiedzeniu tego zdania rzuciłam mu się na szyję...

Przenieśmy się na chwilę do głowy naszego romantyka

Nie wierzę, skradłem mojej Anie jej pierwszy pocałunek. Do tego zgodziła się być ze mną. Na Merlina jestem najszczęśliwszym facetem na Ziemii. W dodatku powiedziała, że czekała na to tak długo jak ja. Jeśli mugolski Bóg istnieje, to mam u niego ogromny dług. 

Jak mówiłam u Georgie'ego tylko chwilka. Teraz wracamy do Anastasii

... Po prostu nie mogłam się powstrzymać. Byłam taka szczęśliwa, jak nigdy. Gdybym nie siedziała... i gdyby nie fakt, że to chyba wstyd troszeczkę, to skakałabym teraz z radości. George, mój George. Tak, mój. Wreszcie mogę o nim tak powiedzieć. Mogę być pewna, że on czuje do mnie to samo co ja względem niego. Wtuliłam twarz w jego szyję i wdychałam jego zapach. Rudy ukrył twarz w moich włosach. Siedzieliśmy tak przepełnieni szczęściem dopóki nieopodal nie zaszeleściły liście i ktoś przeszedł obok nas. Wtedy postanowiliśmy wrócić do sali. George objął moją dłoń swoją i tak weszliśmy do zamku. Jeszcze zanim doszliśmy do naszego stolika, obok nas zmaterializował się młodszy bliźniak. - Porywam młodą kawalerze -  Powiedział i nie czekając na odpowiedź zaciągnął mnie na parkiet. -  I jak bratowa? Nie zaprzeczaj wiem po co tam Cię zaciągnął - Myślałam, że moje rumieńce zaraz się zapalą. Czego ja się spodziewałam? Że mi odpuści ? Nie on. - Jak zwykle wróżbita Fred wie wszystko- Odpyskowałam. - Nieźle. Pasujecie do siebie. Anastasia Weasley, brzmi pięknie...- Co on gada?- Hej, on mi się nie oświadczył, kretynie. - Przerwałam mu wywody -  To tylko kwestia czasu młoda, tylko kwestia czasu. Mama się ucieszy- Miałam ochotę mu walnąć ale na jego szczęście piosenka się skończyła i podszedł do mnie Mayush. - Witam panią.- Powiedział i bez ogródek wziął moją dłoń i zaczął tańczyć. Jako iż zaczęły grać Fatalne Jędze, piosenki były szybkie. Mój brat sprawiał, że kręciłam się w kółko a moja suknia wirowała wokół mnie. Tępo było tak szybkie, że lekko kręciło mi się w głowie. Mimo to Mayush był dobrym tancerzem. Nie nadepnął mnie ani razu. Spodziewałam się, że w szybkim tańcu okaże się, że oboje jesteśmy okropni. Los sprawił mi niespodziankę. - A teraz młoda, jak na spowiedzi, gadaj czemu Weasleyowie mają na twarzach taki zaciesz? Co zrobiłaś?- Nie no, rozumiem, że jest moim bratem, ale żeby takie przesłuchanie odstawiać? - Spokojnie, nie zrobiłam nic zakazanego. Jeśli chcesz to mogę Ci chuchnąć - Lekko się zdenerwowałam. No kurde, no już nie wolno zejść mu na chwilę z oczu? - Chyba zaczyna mi odbijać, ja naprawdę chcę Cię kontrolować, na gacie Merlina! - Mayush chciał się zaśmiać ale gdy zobaczył moją zdenerwowaną minę, zrezygnował. - Ej no weź, zamierzasz się fochać? -Spytał i  chyba się przestraszył. Możliwe, że ktoś mu powiedział co się działo zanim się poznaliśmy.- Nie zamierzam, ale ty też tak nie wyskakuj. Jestem odpowiedzialną osobą. - Blondyn pokiwał głową. Muzyka ucichła. Zanim ktoś zdąrzył do mnie podejść, szybko zeszłam z parkietu, wzrokiem szukając moich przyjaciół. Ginny, siedziała przy stole ze wszystkimi swoimi braćmi, uczęszczającymi do Hogwartu. Podeszłam do nich. Śmiali się głośno z czegoś.-  Co was tak śmieszy?-  Zanim mi odpowiedzieli, musieli się uspokoić. - Ty! Jesteś tak przerażająca, że po tańcu z Tobą Blondasek się zmył - Rozejrzałam się. Rzeczywiście nie mogłam nigdzie znaleźć Mayusha. -  Nie wiem czy mam Ci współczuć brat, czy zazdrościć - Powiedział Ron. Przy Potterze staraliśmy się nie rozmawiać, ale gdy go nie było w pobliżu, nasze relacje  z najmłodszym męskim potomkiem państwa Weasley, były bardzo dobre.

"Send your dreams
Where nobody hides
Give your tears
To the tide
No time
No time
There's no end
There is no goodbye
Disappear
With the night
No time
No time"

Jako iż tańczyłam dość dużo razy teraz postanowiłam odpocząć. Siedzieliśmy z bliźniakami przy stole i opowiadaliśmy sobie żarty. Jedna sprawa mnie zastanawiała. -Chłopcy, która godzina?- Spytałam. Na parkiecie mało kto pozostał, więc wywnioskowałam, że jest dość późno. Odpowiedział mi Fred. - Trzecia. No nieźle zabalowaliśmy. - Może i długo się bawiliśmy, ale dopiero gdy mi powiedziano, która godzina poczułam zmęczenie. Siedziałam pomiędzy rudzielcami, więc oparłam głowę na ramieniu starszego z nich. Siedzieliśmy tak jeszcze chwilę gdy poczułam, że powieki mi opadają. Szybko otworzyłam oczy by nie zasnąć -  Będę was musiała chłopcy przeprosić, ale ja już chyba pójdę, bo zaraz padnę. - Mruknęłam, na co Fred powiedział- No to Ty bracie odprowadzisz swą dziewoję...- Zarówno on jak i my zaczęliśmy się śmiać. - ... a ja poproszę do tańca nieco starszą białogłowę.-Mówiąc to wskazał na profesor Mcgonnagal, którą (mimo iż była bardzo surowa) wszyscy Gryfoni lubili i szanowali. Młodszy bliźniak wstał i ruszył w kierunku nauczycielki. Ja również zaczęłam się podnosić. Lekko się zachwiałam, ale Georgie złapał mnie za ramię. Byłam naprawdę zmęczona. Gdy tylko oboje staliśmy na nogach, chłopak splótł swą dłoń z moją. Drobny gest a taki przyjemny, tak wiele znaczący. Cały czas trzymając mnie za rękę Mój chłopak ( Merlinie, jak to pięknie brzmi!!!) odprowadził mnie do dormitorium. Zanim się pożegnaliśmy teatralnie się pokłonił i ucałował mą dłoń. -Dziękuję za poświęcony czas...- Powiedział George i już miał odchodzić kiedy złapałam go za rękę i zatrzymałam. Tym razem to ja pocałowałam jego...

.................................................................
 OMG, Vica Nott jeszcze żyje!!!

Zanim przejdę do przeprosin dedykacji, mam małe info.
Biorąc pod uwagę, iż mam trochę na głowie a i problemy się za mną ciągną, przez jakiś czas notki będą pojawiały się nieregularnie.  

Przepraszam...
Już wyżej opisałam troszeczkę powody, przez, które notki się nie pojawiały, nie chcę się wymigiwać ale naprawdę nie miałam lekko. Mam nadzieję, że zrozumiecie i nikt mi nie podeśle przysłowiowej głowy konia.

Dedykacje!!!
Ten rozdział zadedykowany jest dwóm osobom:

Majos Basenos - Za to, że trułaś mi cztery litery a tym samym mój mózg generował jakieś linijki tekstu, żebyś się nie złościła :) Za to, że mam fajną kiecę w Simsiory, za to, że kurde jego mać... no... jezdeź. LOFFKI <3

Kate Potter- za wszystkie Twoje komentarze. Gdy nie mam weny, po przeczytaniu tego co piszesz pod moimi postami zawszę coś tam napisałam. Gdy miałam gorszy dzień, przeglądałam sobie je i naglę z za chmur wychodziło słońce.

PISZCIE W KOMENTARZACH CO SĄDZICIE O NOTCE I CZY MOGĘ LICZYĆ NA PRZEBACZENIE

Do następnego :D

piątek, 9 września 2016

Rozdział 9 ...Kto to jest?...


"Nothing lasts forever, except you and me
(You are my mountain, you are my see)
Love can last forever, between you and me
(You are my mountain, you are my see)


Siedziałam sobie grzecznie na transmutacji, gdy Profesor McGonagall ogłosiła - Od  dzisiaj, przez tydzień, o godzinie osiemnastej będą się odbywać zajęcia z nauki tańca towarzyskiego. Odbędą się one w tej sali. Są obowiązkowe. Będą tu wszyscy Gryfoni od czwartej klasy wzwyż. Mogą przyjść też młodsze roczniki, o ile ktoś z nich oczywiście idzie na bal. - Wszystkich nas zaskoczyła, tym co powiedziała. Cztery klasy i niektórzy młodsi uczniowie będą się razem uczyć tajemnej sztuki jaką jest tańczenie. Na samą myśl o tym mam ochotę uciekać. Nie żebym tańczyła jakoś masakrycznie źle, tylko gdy będziemy na balu nikt nie zwróci na nas uwagi. Na lekcjach tańca może być inaczej. Po ty komunikacie  zadzwonił dzwon obwieszczający koniec zajęć. Wszyscy wraz ze mną udali się do wielkiej sali na obiad. Jak zwykle usiadłam między bliźniakami. - Słyszeliście o dodatkowych zajęciach? - Spytałam rudzielców. Chłopcy tylko pokiwali głowami i się zaśmiali. Chyba wiedzieli, że nie jest mi to na rękę. No cóż, mus to mus.

Nadeszła ta okropna godzina. O osiemnastej wszyscy starsi Gryfoni siedzieli zgromadzeni pod ścianami w sali od transmutacji. Zajęłam miejsce między Hermioną a Ginny. Chłopcy siedzieli po drugiej stronie. Weszła profesor McGonagall i wytłumaczyła w skrócie po co się tu zgromadziliśmy. Usłyszałam po drugiej przeciwnej stronie sali śmiechy. W momencie gdy spojrzałam w tamta stronę Minerwa ponownie zabrała głos  - Panie Weasley, mogę prosić ?- Spojrzała przy tym na Rona, więc wiadomo było, o którego z śmieszków chodzi. Rudy niechętnie się podniósł. Ponownie usłyszałam śmiechy ze strony chłopaków. Widać było, że młody Weasley jeszcze nie miał styczności z tańcem . Kobieta po krótkim czasie zrezygnowała i poprosiła nas abyśmy wzięli się do pracy. Podeszłam do Rona. Mimo, że nadal była mi smutno przez to co zrobili z Harrym, to wolałam aby nie robił sobie wstydu przed innymi dziewczynami. Szczególnie, że jeszcze nie miał partnerki. - Można?- Spytałam go. Kiwnął głową. Niby niechętnie. Gdy Filch włączył muzykę Rudy wkońcu się odezwał. - Dzięki Ana ratujesz mi skórę. Wiesz, nie mam nic do Twojego nazwiska...tylko ten... Dopiero się pogodziłem z Harrym. Zabiłby mnie gdybym tam został...-  Postanowiłam mu przerwać. -Rozumiem Ron. A teraz jeśli mógłbyś mnie nie deptać, byłabym wdzięczna. - Chłopak się zaśmiał a ja się uśmiechnęłam. Nie zmieniło to jednak faktu, że pod koniec zajęć moje palce żałowały, że istnieją. Podczas zajęć ustaliliśmy, że nie możemy ze sobą gadać w obecności Harry'ego, żeby ten znowu nie złościł się na Rona. Szłam z Ginny obok jakiejś klasy, gdy nagle drzwi pomieszczenia otwarły się z hukiemi wyskoczył z niego Mayush, nawet nas nie zauważył bo uciekał co sił w nogach. Spojrzałam do klasy a tam siedziała jakaś blondynka z Bouxbatons. Taka typowa, proste blond włosy do ramion i tona  gładzi szpachlowej na twarzy. Gdyby pominąć fabrykę gipsu  można rzec, że była piękna. Miała długie szczupłe nogi, wąską talię, szerokie biodra i trochę kształtów tam gdzie potrzeba. Muszę pogadać z Mayushem czemu uciekał.

Nadszedł ten dzień, wspaniały a zarazem okropny dzień. Z jednej strony Boże Narodzenie, z drugiej bal. O siódmej rano zostałam brutalnie wygoniona z łóżka. Ginny skakała po nim i śpiewała - Dziś jest bal, dziś jest bal. Wstawaj śpiochu bo... Cię nabiję na pal  - Uniosłam brwi do góry -  No co? Nie mogłam nic innego na szybko wymyślić.- Zaśmiałam się i zrzuciłam Wiewiórę na podłogę. Dziewczyna krzyknęła tylko i wstała. Przetarłam oczy i również wyszłam z łóżka. W tym momencie weszła Hermiona. Rzuciła swoje rzeczy na łóżko Gin i nałożyła na drzwi zaklęcię tak aby oprócz nas nikt nie mógł ich otworzyć. Wiedziałyśmy że chłopcy będą próbować. Wszystkie otwierałyśmy buzie ale to ja wygrałam - Idę pierwsza pod prysznic!- Krzyknęłam a dziewczyny ze spuszczonymi głowami pokiwały mi Wzięłam ręcznik i poszłam się myć. Pod prysznicem spędziłam tyle czsu co zwykle. Gdy wyszłam poszła Hermiona. Siedziała tam około dwa razy więcej czasu niż ja. W czasie gdy Weasley'ówna się kąpała, ja wzięłam się za ogarnianie szopy Mionki.Wylałam tam kilka opakowań płynu do włosów i prostowałam je zaklęciem. Gdy wreszcie udało mi się je opanować była jedenasta. Gin już dawno się wykąpała i zaczęła marudzić. Gdy skończyłam fryzurę Hermiony uczesałam Rudą. A dopiero na końcu one wzięły się za moje włosy. Grzebały przy nich godzinę ale się opłacało. Uczesanie było piękne i gdybym nie zobaczyła to nigdy bym nie uwierzyła, że te dwie dziewczyny potrafią zrobić coś takiego. Ale czym by było życie gdyby nas nie zaskakiwało?

"You surrender your heart,
I surrender every dream,
Every weapon you've got,
Every secret that I keep,
You can fight this all you want,
But tonight belongs to..."

Dziewczyny wyglądały pięknie. Jeśli wyglądałam chociaż w połowie tak dobrze jak one, to było okej. Miałam na sobie długą do ziemi sukienkę koloru zielonego. Podkreślający rysy mojej twarzy i bardziej stanowczy niż zwykle makijaż. Buty czarne, czółenka na wysokim obcasie. Jedynym dodatkiem jaki miałam był naszyjnik, który dostałam od Georga na urodziny. Byłyśmy gotowe. Najpierw popchnęłyśmy do przodu Hermionę. W końcu na nią czekał Krum, będący jedną z osób rozpoczynających imprezę. Usłyszałyśmy jak ktoś mówi, że nasza przyjaciółka wygląda pięknie. Poczułam jak Ginny ciągnie mnie za ramię. gy byłyśmy niedaleko schodów spóściłam głowę. Schodziłyśmy powoli aby się nie potknąć. Czułam szepty wokół mnie. Ginny uścisnęła mój nadgarstek. - Kto to jest?-  Draco Malfoy spytał Mayusha stojącego nieopodal niego. Niestety nie usłuszałam co mu odpowiedział. Gdy byłyśmy już na dole podeszli do nas bliźniacy. - Ginny widziałaś może gdzieś Anę? Georgie nigdzie nie może jej znaleźć- Chłopcy zaczęli się śmiać a ja posłałam młodszemu sójkę w bok. Grupka, w której staliśmy zwiększała się. Teraz stali z nami Neville, Mayush, Ron z Padmą ( która nawiasem mówiąc nie była zbytnio zadowolona). W tym momencie zabrzmiały pierwsze takty. Bal się rozpoczął...


Suknia Any

A tak uczesały ją dziewczyny :D


...........................................................................
Witam serdecznie wszystkich zgromadzonych :)
Rozdział jak rozdział , dupy nie urywa ale jest :D
Co do dedykacji to... no cóż...
Ten Rozdział dedykuję...
(Proszę o werble xd)
KATE POTTER 
Uwielbiam czytać Twoje komentarze i cieszę się, że zostawiłaś jeden pod każdym postem :*

Piszcie co sądzicie o sukni i włosach ( No i oczywiście o rozdziale :D )
Pozdrawiam serdecznie wszystkich :D