wtorek, 30 sierpnia 2016

:C

Cześć wszystkim :D
Dziś wtorek ale nie ma nowego rozdziału
Serdecznie wszystkich przepraszam ale wypadło mi kilka rzeczy i musiałam je załatwić :(
 Do tego przedłużył się o kilka godzin mój dzisiejszy wypad, więc się ni wyrobiłam :/
Proszę was więc o wybaczenie i mam wielką nadzieję, że prośbę tą spełnicie
Pozdrawiam wszystkich czytelników, w szczególności Kate Potter, Eleonorę Malfoy i Majos Basenos
<3

sobota, 27 sierpnia 2016

Rozdział 7 2/2 (George) ... Jakby była nieobecna...

Ostatnie kilka dni spędziłem na przygotowaniach. Namówiłem Freda abyśmy nie robili żadnych kawałów. Nie wybaczyłbym sobie gdybyśmy dostali szlaban. W poprzednią sobotę wymknąłem się do Hogesmeade. Poszedłem do sklepu z szatami i różnymi drobiazgami dla dziewczyn.Wszedłem i od razu zwróciłem się o pomoc do sprzedawczyni. - Dla kogo to ma być prezent ? - Spytała mnie kobieta. Wydawała się być całkiem miła. - Dla dziewczyny. Nie mojej... ale zawsze dziewczyny.-  Rozmówczyni spojrzała na mnie jakby chciała się czegoś dowiedzieć.  - Jestem Rosalie, a ty chłopcze ?-  Zapytała - George Weasley, miło mi - Odpowiedziałem.  - Opowiedz mi o niej. Razem coś wybierzemy.  - Rosalie uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie. Podjąłem się opowieści. Opowiedziałem jej jaka Anastasia jest piękna i delikatna. O tym jak, że dość łatwo się denerwuje ale to właśnie wtedy jest najpiękniejsza i oczywiście o tym, że jest królową łamag - ...Jednym słowem jest wyjątkowa- Dokończyłem swoją wypowiedź. - Wyjątkowa powiadasz? Myślę więc, że ten będzie idealny - Mówiąc to podeszła do swojej lady i wyjęła z szuflady małe  pudełeczko. -Jest to wyjątkowy przedmiot. Wewnątrz przywieszki jest umieszczony sproszkowany płatek kwiatu na kształt, którego ona powstała. Według niektórych baśni, płatek Gwiazdy betlejemskiej zwiększa odporność czarodzieja, który go nosi. Nie mówię tu o  zdrowiu tylko o psychicznej odporności na cierpienia. W dodatku pachnie on jak osoba, na której najbardziej nam zależy bądź zależało.  - otworzyła pudełko pokazując mi cieniuteńki wisiorek z jakimś chwastem. Był ładny i jeśli rzeczywiście miał taką moc jak opisała Rosalie to może warto go wziąć.

Właśnie wracałem z Hogesmeade. Byłem już na trzecim piętrze gdy z impetem wpadł na mnie jakiś chłopak w mundurku Durmstrangu. Blondyn w okularach, raczej przeciętny. Szybko się podniósł i przeprosił. Powiedziałem, że nic się nie stało i poszedłem w swoją stronę. Tak długo, aż nie zniknąłem za zakrętem,czułem na sobie wzrok chłopaka.

Na gacie Merlina już sobota. Oliver zadbał o to by Ana nas nie nakryła. Ginny powiadomiła nas kiedy Wood'ówna wyszła do Hogesmeade i zaczęła się robota. Znieśliśmy zapas piwa kremowego i udekorowaliśmy Pokój Wspólny. O 16.30 weszła Ana. Była zmarznięta, bo gdy rano się śpieszyła zapomniała o kurtce. Znowu musiała ucałować w stopy Matkę Ziemię, gdyż miała ranne nadgarstki. Na prośbę brata poszedłem po apteczkę a on udał, że wychodzi. Wszyscy oprócz mnie i Freddiego byli objęci masowym zaklęciem kameleona. Wynaleźliśmy proszek, który gdy się go rozsypało usuwał to zaklęcie. Wręczyłem Anie dwa pudełka. W jednym był nasz wynalazek a w drugim naszyjnik, który jej kupiłem. Poprosiłem ją by najpierw otworzyła to z proszkiem. Gdy dziewczyna zaczęła dziękować i uśmiechać się do wszystkich, odetchnąłem z ulgą. Bawiliśmy się pół nocy. Gdy większość padła jak muchy, ja wziąłem się za sprzątanie. Miałem nadzieję, że Forge mi pomoże ale się pomyliłem. Spał jak zabity. Ana wstała i pomogła mi. Gdy skończyliśmy oparłem moją brodę na jej głowie i stałem tak dopóki Wood'ówna nie zadrżała. Mała wreszcie otwarła podarunek ode mnie. Spodobał jej się. Uffffff. Było jej zimno więc obróciłem ją w moją stronę i objąłem. Była tak blisko. Bardzo chciałem ją pocałować. Było już tak bardzo, bardzo blisko, ale zrezygnowałem w ostatniej chwili. Dziesięć minut później dziewczyna już spała. Wcześniej jednak zachowywała się dość dziwnie jakby była nieobecna...

....................................................................

Witam serdecznie wszystkich :D 
Zanim mnie zbesztacie ( za długość) chciałabym zwrócić uwagę, że ta notka jest tylko uzupełnieniem do poprzedniej  :)
  Tę notkę dedykuję mojej duchowej siostrze, mojemu Mayushowi, mojemu poczuciu humoru, mojej wenie <3 Loffki, tanksy i wgl :)

wtorek, 23 sierpnia 2016

Rozdział 7 1/2 (Anastasia) ...Prawdopodobnie jestem największą kaleką w szkole...

"Give me all your love now
'Cause for all we know
We might be dead by tomorrow
I can't go on wasting my time
Adding scars to my heart
'Cause all I hear is
"I'm not ready now"


Przez cały czas nie mogłam się doczekać soboty. Tak dawno nie widziałam Olivera a tak bardzo za nim tęskniłam, w końcu nie widzieliśmy się prawie trzy miesiące. Wstałam bardzo wcześnie i wzięłam długą kąpiel. Gdy  ciemne jeansy i mięciutki, kremowy oraz dość luźny sweter. Do tego na stopy wciągnęłam trampki w kolorze mojego górnego okrycia. Zrobiłam delikatny makijaż i wyszłam z łazienki. Ginny już nie spała- WOW!!!-Ruda spojrzała na mnie wielkimi oczyma.- Wyglądasz... Jak dziewczyna, powinnaś częściej się tak ubierać.- powiedziała - O co Ci chodzi młoda, normalnie się ubrałam. - Powiedziałam ale i tak na moje pliczka wpłynęła czerwień - No weź nie zaprzeczaj starsza, w tym sweterku wyglądasz uuuuroooczoo -Zaśmiała się Gin specjalnie przeciągając sylaby. - No i w odróżnieniu od tych koszul ten sweterek idealnie pasuję zarówno do twojego wyglądu jak i do osobowości łagodnego baranka - Teraz to już byłam mega czerwona. Spuściłam głowę i w tym momencie mój wzrok padł na stojący przy łóżku budzik. - Na gacie Merlina, już ta godzina. - Szybko wzięłam torebkę z łóżka i wybiegłam z dormitorium ile sił w nogach, krzycząc - Muszę spadać Gin. -
Biegłam nie zważając na to kogo mijam. Na Merlina, Oliver mnie zabije. Mimo zmęczenia biegłam dalej, byłam już w Hogesmeade. Patrzyłam pod nogi żeby się nie wywrócić lecz po pewnym czasie przekonałam się, że to zły pomysł. Z impetem wpadłam na jakiegoś nastolatka zmierzającego w tym samym kierunku co ja. Pewnie ucałowałabym ziemię gdyby nie to, że obcy mnie powstrzymał. - Przepraszam Cię, powinnam bardziej uważać- Podniosłam głowę i aż zamarłam. Stałam twarzą w twarz z przystojnym blondynem, możliwe, że w moim wieku. Był naturalnie blady a jego oczy, no cóż miały nieokreśloną barwę. W jednym świetle były zielone, w drugim szare a w jeszcze innym brązowe. Był wysoki i nosił okulary. Wyglądał troszeczkę na kujona. Wszystkie razem cechy po zmieszaniu wyglądały świetnie. Mimo iż wiem, że nigdy wcześniej go nie spotkałam to wydawał mi się znajomy. Szczególnie te oczy...-Hej. Nic się nie stało. Jestem Mayush Rookwood, a Ty ? - Zaczął rozmowę -Anastasia Wood. Miło poznać, jeszcze raz przepraszam, że na Ciebie wpadłam. A teraz muszę lecieć. Inaczej zostanę zabita za spóźnienie. - Już chciałam biec gdy nowopoznany powiedział, że mnie odprowadzi. Zgodziłam się. Szliśmy dość szybko ale po drodze gadaliśmy. Mayush okazał się być całkiem fajnym materiałem na kumpla. Dowiedziałam się, że jest s Durmstrangu i przyjechał na Turniej. Miał siedemnaście lat więc już mógł brać w nim udział, ale jako iż się nie dostał to tego nie robił. - No jesteśmy na miejscu. Dzięki Mayuschu za to, że mnie odprowadziłeś.- Powiedziałam a on odparł - Nie ma za co dziękować młoda...- Po drodze zaczął tak na mnie mówić (jak wszyscy) - ... Mam nadzieję że jeszcze się zobaczymy. - Dokończył, pomachał mi i odszedł. Odmachałam mu i weszłam do pubu.
 Przy ladzie stał Ollie i patrzył na mnie. Podbiegłam do niego i rzuciłam mu się na szyję. Brat szybko odwzajemnił mój gest chwycił mnie pod kolana zarzucił sobie na plecy i wyszedł z lokalu.- Dokąd siostrzyczka sobie życzy? - Spytał a ja wskazałam mu palcem na miodowe królestwo. - No siostra, kto to był? - Na początku nie ogarnęłam o ogo chodzi. -A no tak. Mayush Rookwood. Wpadłam na niego biegnąc do Ciebie. Chciał mnie odprowadzić więc się zgodziłam. - Odparłam bratu. - Jeśli chcesz zacząć mnie " uświadamiać" to daruj sobie - Powiedziałam bo zobaczyłam, że Wood już otwiera usta. Znam go i wiem kiedy i co zamierza powiedzieć. Gdy dotarliśmy do sklepu Ollie postawił mnie bym mogła wybrać to co potrzebuję. Gdy zapłaciliśmy chłopak poprowadził mnie znowu do Trzech Mioteł. Po drodze mijaliśmy sklep z szatami. Przystanęliśmy obok niego. - Wybrałaś już sobie sukienkę sukienkę na bal? - Spytał Oliver. - Nie i nie wybiorę, bo nie idę - Ollie spojrzał na mnie oczami wielkimi jak talerze -Postanowiłaś, że akurat dzisiaj sobie zażartować ze mnie ?- Zaprzeczyłam ruchem głowy. - I myślisz, że jestem na tyle głupi by uwierzyć, że nikt Cię nie zaprosił. Pewnie nie jeden to zrobił i nie jeden jeszcze zrobi. - Miał rację, po Mclaggenie było jeszcze kilku śmiałków. Każde zaproszenie kończyło się jednak tym samym. - Ale ja chcę iść z jedną konkretną osobą i jeśli ta osoba mnie nie zaprosi, to nie skorzystam z balu. - Wood pokiwał głową. Ollie uznał moją decyzję za coś dobrego - A powiesz mi może młoda, z kim Ty byś chciała iść na bal. Kto jest wybrankiem Twego serca co ?- Zaczerwieniłam się jak burak. Zawsze mówiłam mu wszystko ale czy to też powinnam? Raz kozie śmierć. - Z Georgem-  Mruknęłam najciszej jak potrafiłam. Ale on usłyszał. Głupie gumowe ucho. - Z Weasleyem ? Nie no siostra bez żartów z bratem. Serio? Merlinie czy ty to widzisz ? Będę musiał pogadać z tym rudzielcem... -  Chyba go pogięła do reszty - Nie. Sama musi mnie zaprosić jeśli będzie chciał. -przerwałam mu. Nie chciałam żeby to zaproszenie wyszło jakoś sztucznie. Jeżeli nie będzie chciał, to nie będę niszczyła George'owi imprezy.- Mam lepszy pomysł. Jeśli George Cię nie zaprosi to idź sama. Będziesz się świetnie bawić z Hermioną i Ginny. A ja nie będę musiał zmieniać pomysłu na prezent.- No tak po coś jednak tu stoimy. - A teraz młoda jeśli już doszliśmy do tego jakże okropnego momentu to złoże Ci życzenia. Mimo to że wiem iż tego nie lubisz- Zaczął je deklamować po czym włożył i w rękę średniej wielkości paczkę i list - To od ojca. Zostawił takich zestawów jedenaście. Do dwudziestego piątego roku życia. - Mówiąc to otwarł mi drzwi do sklepu.

Może mi się wydawało, ale żadna z tych sukni do mnie nie pasowała. Albo były zbyt eleganckie, albo jakieś takie straszne. Już chciałam wychodzić gdy zobaczyłam w kącie tą jedyną. Byłą idealna. Długość, materiał, krój, wykonanie i kolor, wszystko było idealne. Podeszłam do niej i dotknęłam materiału. - Przymierz - powiedział Ollie. Nie musiał dwa razy powtarzać. Poprosiłam sprzedawczynie o ściągnięcie jej z manekina . Kobieta podała mi ją i zaoferowała się by pomóc mi założyć to cudo. -Jestem Rosalie A Ty jak masz na imię kochaniutka? - Spytała gdy weszłyśmy do przebieralni. - Anastasia Wood, miło mi panią poznać- Odpowiedziałam z uśmiechem - Wood... Jesteś jakąś kuzynką Olivera? Z tego co wiem to Wood'owie poza nim dzieci nie mieli. - Powiedziała gdy poprawiała poły sukni.  - Ma pani rację, nie mieli. Znaleźli mnie gdy miałam roczek i adoptowali. Od tamtego czasu wychowywali jak własną córkę- Kobieta popatrzyła na mnie  - Z tego co widziałam gdy rozmawiałaś z bratem, to naprawdę im się to udało - Uśmiechnęła się i poszła po Olivera. Gdy ten wszedł do pomieszczenia nic nie powiedział tylko się gapił. - Gdybyś nie była moją siostrą, to bym Cię brał- Zaśmiał się palant jeden a ja strzeliłam facepalma. Dobraliśmy do sukni jeszcze buty i dodatki. Nawet ja stwierdziłam, że wyglądam ładnie. Gdy wychodziliśmy Rosalie poprosiła mnie żebym do niej jeszcze wpadła. Po zakupach poszliśmy jeszcze na kremowe piwo. Ogólnie te urodziny w porównaniu do reszty były całkiem fajne. - Przykro mi siostra ale jest już 16;00 i muszę się zbierać. Ty też powinnaś się już zbierać- Spojrzałam na niego jak na głupka. Przecież on doskonale wie, że mamy czas do osiemnastej na przebywanie w Hogesmeade. Pozbierałam swoje rzeczy i poczekałam aż Oliver założy płaszcz. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że w pośpiechu zapomniałam swojego. Kurde. Poppy będzie się ze mnie śmiać, że znowu ją odwiedzam. Wyszliśmy i skierowaliśmy kroki w stronę zamku. Zadziwiające było, że nie spotkałam nikogo z moich znajomych. Harry i Ron z Bliźniakami mieli szlaban ale gdzie są Ginny i Hermiona? Szliśmy w ciszy. Nie była to jednak krępująca cisza, po prostu oboje chcieliśmy pomyśleć.Gdy byliśmy pod bramom Oliver życzył mi powodzenia i przeteleportował się. Ręce mi się trzęsły. Na szczęście nie musiałam nieść toreb ze sklepów bo Ollie przeniósł je magicznie do mojego dormitorium. Szłam błoniami i coraz bardziej marzłam . Zamyśliłam si ę do tego stopnia, że nawet nie zauważyłam gdy podbiegł do mnie Malfoy i podłożył mi nogę. Dość solidnie zaryłam nadgarstkami w glebę. Draco zaśmiał się szyderczo a ja posłałam mu mordercze spojrzenie po czym podniosłam się i ruszyłam do celu. Z ręki która nie była zabandażowana ciekła mi krew. Znowu? Pomyślałam. Opatrzę to sama jak będę w sypialni. Obecnie dziwiły mnie dwie rzeczy, pierwsza to fakt, że prawdopodobnie jestem największą kaleką w szkole. Druga to, że nadal nikogo nie widziałam. -Unikają mnie czy jak?- Mruknęłam sama do siebie i szłam dalej. Weszłam do pokoju wspólnego i od razu w oczy rzucili mi się bliźniacy siedzący na kanapie. Podeszłam do nich - Mogę się dosiąść?-  Spytałam. Chłopcy poklepali miejsce pomiędzy sobą. Usiadłam i przytuliłam się do swoich kolan.  -hahahahahaahahahahah...- Zaśmiał się Fred a po chwili dołączył do niego George.- Jeśli można wiedzieć, z czego tak brechtacie?- Spytałam - Coś ty znowu zrobiła? Ile razy dziennie ktoś musi Cię zbierać z podłogi młoda?- Młodszy rudzielec odpowiedział pytaniem na pytanie. - Dla Twojej wiadomości, to Malfoy utrudnił mi drogę do zamku- Chłopak spojrzał na mnie wstał i powiedział - Dobra, ja się zmywam. A ty Gred idź po apteczkę dla naszej łamagi- Zaśmiał się rudzielec - Jasne Forge- Drugi również się zaśmiał po czym wstał i oboje wyszli z pomieszczenia. Siedziałam chwilę sama po czym wrócił Żorż. Usiadł obok mnie i położył czerwoną skrzynkę za swoimi plecami. -  Pokaż mi te zadrapania- Powiedział starszy bliźniak a ja podałam mu lewą rękę. - Muszę to przemyć...  - Wyciągnął jakąś buteleczkę. Myślałam, że to woda utleniona. Myliłam się. -  Auć, skąd ty do diabła masz spirytus?- Spytałam, ale nie uzyskałam odpowiedzi na pytanie. Chłopak wziął jakiś wielki plaster i zakleił , piekielnie szczypało  -Jesteś delikatny jak tępy topór. -Mruknęłam. -  Nie obrażaj się. Gdybym robił to wolniej to byś się wyrwała. Nie bardzo mogłem być delikatny. -W sumie ma rację gdybym wyczuła, że to spirytus to by mnie nie dogonili  - No dobra, niech Ci będzie. - Powiedziałam a on się do mnie uśmiechnął. Wyjął z kieszeni dwa pudełeczka. Fioletowe i zielone. - Zanim otworzysz te pudełka to coś powiem. Otóż po pierwsze, powinniśmy się wszyscy obrazić za to, że nie powiedziałaś nam kiedy masz urodziny. Po drugie, masz szczęście bo tego nie zrobiliśmy. Po trzecie, zacznij od fioletowego..- Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem- ... No weź, trochę zaufania. Przecież nie wybuchnie.- Wzięłam mały kartonik i uchyliłam wieczko gdy to zrobiłam z jego wnętrza wydostała się mgła koloru wrzosowego i rozniosła się po całym Pokoju Wspólnym. Gdy mgiełka rozniosła się już wszędzie w pokoju zaczęły się pojawiać postacie i stoły. Byli wszyscy. Fred, Ginny, Hermiona, Harry, Ron, Neville i inni. -WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!!- Krzyknęli wszyscy a ja stałam pośrodku czerwona jak burak. Stop. Poprawka. Jak tona buraków. Moi najbliżsi zamknęli mnie w grupowym uścisku. Gdy mnie póścili powiedziałam na głos - Na brodę Merlina... dziękuję wam bardzo... Nie musieliście... - Brakło mi słów. Harry podał mi kremowe i usiedliśmy wszyscy w fotelach i na kanapie obok kominka. Ginny usiadła najbliżej mnie i pacnęła mnie w głowę. - Rozumiem, że nie powiedziałaś tym kretynom. No ale żeby najlepszej przyjaciółce i współlokatorce nie pochwalić się kiedy masz urodziny? - Przytuliłam ją żeby się nie gniewała. Później graliśmy w eksplodującego durnia a Hermiona nauczyła nas grać w prawda, prawda kłamstwo. Bawiliśmy się bardzo długo. Była muzyka, jedzenie i bardzo dużo kremowego.

" I can hear your heart beating,
I can hear that sound,
But I can't  help thinking.
And I won't look now.
And then I looked up at the sun and I could see
Oh, the way that gravity pulls on you and me,
And then I looked up at the sky and saw the sun"


 Gdy wszyscy poszli spać pomogłam sprzątać. Fred padł około 1:00 więc Georgie został sam. Gdy skończyliśmy stanęłam i oparłam się rękoma o jeden ze stolików, by odetchnąć. Byłam zmęczona ale nie chciało mi się spać. Przytomny rudzielec stanął za mną i oparł swój podbródek na mojej głowie. - Otworzysz? - Zapomniałam, że ciągle miałam w kieszeni zielone pudełeczko. Otwarłam je a moim oczom ukazał się delikatny srebrny wisiorek z przywieszką w kształcie kwiatu gwiazdy betlejemskiej (również ze srebra). Był piękny. Zdjęłam mój księżyc i schowałam. Podałam pudełeczko Georgowi -  Mógłbyś?-  Odsunęłam włosy z karku a on delikatnie przejeżdżając palcami po mojej szyi , zapiął naszyjnik. - Podoba Ci się?- Nie wiedziałam co powiedzieć więc tylko kiwnęłam głową. Zrobiło się chłodno więc zadrżałam. Rudzielec obrócił mnie w jego stronę i objął mnie ramieniem i przysunął do siebie. George patrzył mi w oczy jakby chciał o coś spytać. Nie byłam pewna o co chodzi ale pokiwałam głową. W tej chwili nasze twarze dzieliły zaledwie dwa centymetry. Chłopak jakby nie był pewny czy mu wolno przybliżył się do mnie i delikatnie, niczym motyl  musnął moje usta swoimi. Od razu zrobiło mi się cieplej. Objęłam jego szyję a on uznał to za pozwolenie. George ponownie mnie pocałował tym razem troszkę mocniej. Przepełniona szczęściem oddałam pocałunek. Nie trwało to jednak długo. -  I co teraz ?- Spytał Georgie - Nie wiem, to zależy od Ciebie -  Odpowiedziałam mu a on ponowił poprzednią czynność. Mimo iż ta słodka pieszczota była delikatna to czułam jakby wszystko we mnie wywróciło się  do góry nogami. Sama dziwiłam się, że można kogoś doprowadzić do takiego stanu, dosłownie drobnostką. Czułam, że w tym momencie jestem najszczęśliwszą dziewczyną pod słońcem.  Bardzo długo staliśmy tak i uśmiechaliśmy się do siebie.  Wtuliłam się w jego tors i poczułam, że spadam. Ostatnie co pamiętam to ja George całuje mnie w czoło i bierze na ręce. Czułam się szczęśliwa i nadzwyczaj bezpieczna.
Sen...

..........................................................
 Witam wszystkich serdecznie . Wbiła nowa notka:)
Ten rozdział postanowiłam podzielić na dwie części a następną dodam w sobotę.
Nie znam się za bardzo na romantyczności ale nie bijcie mnie za to :D

Ten rozdział dedykuję mojemu Mayushowi. Wiedz paździerzu, że w sporej części zmieniłaś  ten rozdział i wiele następnych <3 Bądźmy wielbmy naszego pana albowiem jest on naszym bogiem ( O ile czaisz o kim mówię :D) Tak, że ten no tego loffki i w ogóle :) Znajdź mi więcej fajnych zdjęć ( If you know what I mean)f Pozdrawiam ;)
Coś dzisiaj robimy patafianie :*

wtorek, 16 sierpnia 2016

Rozdział 6 ...Będę twarda...

" Don't ever tell me lies
'Cos I'll always be your friend
And I'm gonna love you, I'm gonna love you
I'm gonna love you 'til the end.
[...]
Gonna be my Angel in the night"

Od dawna nie wstawało mi się tak dobrze jak dziś. Byłam taka szczęśliwa. Ginny jeszcze słodko spała więc poszłam odbyć poranną toaletę. Spojrzałam w lustro. Nie wyglądałam jak ja. Postanowiłam czymś  zakryć wory pod oczami i posmarować czymś obeschłe usta. Wyglądałam jak wrak mnie. Na poszarzałej cerze widoczne były tylko piegi Jedyna rzecz, której chciałam się pozbyć, została nie zmienna. Gdy skończyłam się szykować podeszłam do rudej, wzięłam szklankę z wodą, która stała na jej szafce nocnej. Wylałam całą zawartość na Weasley'ównę. Ta, oburzona szybko się podniosła. - Już pora wstać, wyruszyć znowu. Przyjaciela spotkać znów...- zaśpiewałam. Ona w odpowiedzi mruknęła tylko - Wiesz, chyba wolałam tą Ciebie z przed miesiąca. Wtedy Ci się nie chciało nawet z łóżka wyjść a co dopiero żeby mnie budzić- Ruda za karę za te słowa oberwała poduszką w twarz. Bając się powrotu karmy jak najszybciej wzięłam torbę i wybiegłam z sypialni. Zatrzymałam się dopiero w pokoju wspólnym, a zrobiłam to tylko dlatego by znowu się nie wywalić. Ktoś zaczął klaskać. Spojrzałam na prawo gdzie przy jednym ze stolików siedzieli bliźniacy. Podeszłam do nich- Dla kogo te oklaski ?- spytałam  -Dla Ciebie bo... - zaczął Fred  -... Wreszcie udało Ci się nie zaliczyć tutaj gleby piegusie - Spiorunowałam go wzrokiem. - A co wy w ogóle tutaj kombinujecie chłopcy? - byłam ciekawa. Chłopcy wskazali na butelkę i słoik w którym było jakieś oko. Fred wyciągnął je i pomachał mi przed twarzą. Wzdrygnęłam się i cofnęłam kilka kroków. I zgadnijcie co się stało. Tak macie rację, przewróciłam się. Fred wyrzucił oko do kosza śmiejąc się  na cały głos a George trzymał się za brzuch, który ze śmiechu go zabolał. Znowu musiałam wstać sama i gdy tylko to zrobiłam obydwaj chłopcy oberwali po głowie. - Auuuuaaaaa...- krzyknęli. - To powiecie mi co robicie, czy będziecie się  żalić, że uderzyła was młodsza i niższa dziewczyna?- Byłam lekko poirytowana. - Dobrze, więc postanowiliśmy zrobić kawał Snape'owi. Tłustowołosy będzie używał dziś na lekcji preparatu z tego słoiczka.- Tym razem zaczął Georgie.-  Zaczarowaliśmy go tak aby wyglądało, że substancja nadal tam jest, mimo to że chwilę temu ją wyrzuciłem. Gdy Severus otworzy pojemnik to... - Tu Freddie wskazał na plastikową butelkę po szamponie-... wybuchnie mu na twarz. - Dokończył młodszy bliźniak. W tym momencie przeczesywałam włosy lewą ręką - Ana co to jest?- Spytał George chwytają mnie za nadgarstek i przyglądając mu się. Widniały tam cztery małe blizny, kurde jak się wymigać od odpowiedzi. -To nic takiego..eeee...gumochłon mnie ugryzł- najwyraźniej nie zabrzmiałam zbyt przekonująco, bo George spojrzał na mnie i uniósł jedną brew pytając - Serio Ana, myślisz, że nas nabierzesz takim czymś jak "nic takiego" i "gumochłon mnie ugryzł"?- Pokręciłam przecząco głową. - Więc jak to było naprawdę z tymi bliznami mała? - Zapytał Starszy bliźniak. Nie miałam wyboru. Zna mnie zbyt dobrze i wie kiedy kłamię. - Bo widzisz.. Ja przez te dwa miesiące miałam... miałam naprawdę nierówno pod sufitem... i... i ja starałam się was unikać. Nie byłam w stanie na was patrzeć... Nie mogłam. Ale gdy już zdarzyło się, że musiałam, to nie wiem czy... czy ze smutku, czy ze złości, wbijałam sobie palce w rękę... Często później leciała mi krew ale miałam to gdzieś. -  W tym momencie pokazałam im mój podręcznik do transmutacji, którego co druga strona była ubrudzona zaschniętą krwią. Spojrzałam na Georga. Patrzył mi w oczy, jego natomiast były pełne smutku. Patrzył na mnie jakby próbował coś jeszcze zobaczyć. Powoli unosząc moją dłoń na wysokość swej twarzy po czym każdy ślad musnął delikatnie ustami. Przeszył mnie przyjemny dreszcz. Ta delikatna pieszczota bardzo wiele dla mnie znaczyła. - Ymhym.- Czar prysł dzięki Fredowi, który postanowił nam przerwać. - No młoda, my teraz pójdziemy to odnieść, a Ty jeśli nie chcesz by Cię złapali zostaniesz tutaj i grzecznie poczekasz. Natomiast jeśli pragniesz zażyć troszkę adrenaliny to pójdziesz z nami i będziesz obserwować czy nikt nie idzie. To jak - Zamiast odpowiedzieć zwinnie wzięłam słoiczek i najszybciej jak umiałam pobiegłam do małego schowka, w którym profesor eliksirów trzymał swoje składniki. Chłopcy biegli kawałeczek za mną. W końcu Fred chwycił mnie za ramię i gwałtownie zatrzymał, zabrał substancje i powiedział - Oj nieładnie Wood, nieładnie. Żeby tak próbować zrobić żart najlepszym kawalarzom w szkole?-  Zaśmiałam się z tego co powiedział i już powoli ruszyliśmy razem w kierunku naszego celu. Gdy chłopcy wchodzili do małego kantorka ja obserwowałam czy nikt nie idzie. Na szczęście o tej porze nikogo jeszcze nie było na korytarzach. Gdy usłyszałam, ze chłopcy idą już za mną (Przed zajęciami chciałam się przejść ale nie lubię chodzić zbyt wolno ) dosyć szybko ruszyłam ku błoniom. Zbyt szybko. Starszy bliźniak dał młodszemu znak by ten poszedł do wielkiej sali na śniadanie a sam ruszył biegiem, doganiając mnie, chwytając w talii i kładąc sobie na barkach. Nadal biegnąc zaniósł mnnie na błonia gdzie po obiegnięciu dębu zatrzymał się a ja podobnie jak w drodze nie mogłam powstrzymać śmiechu. -A teraz Ana zadam Ci pytanie a ty ,jak na grzeczną dziewczynkę przystało, odpowiesz mi na nie. A więc tak, wtedy gdy w pokoju wspólnym spojrzałem Ci w oczy zrobiłem do bo miałem powód. Gdy dotknąłem Twojego nadgarstka drgnęłaś. Domyślam się dlaczego ale powiedz mi tylko czy mam rację i... 

(W tym momencie chciałam zakończyć, tak dla beki. Nie zrobiłam wam tego jednak misiaczki bo to trochę po chamsku xd~ Vica :*­ )

...i czy Ty naprawdę myślałaś na Merlina o samobójstwie.- Uśmiech zgasł jak zapałka na wietrze. Puściłam się i pewnie bym spadła gdyby George mnie nie podtrzymał. Nie wiedziałam co powiedzieć. Biorąc pod uwagę iż ostatnio stałam się okropnie miękka, momentalnie do mych oczu napłynęły łzy. -  Anastasio Eleonoro Wood teraz mówię całkowicie poważnie, co mi się rzadko zdarza. Jeżeli kiedykolwiek przyjdzie Ci ten idiotyczny pomysł ponownie do głowy i byś to zrobiła to wiedz, że ja zrobię to samo a znając porywczość Olivera to on również. Pamiętaj o tym następnym razem. A teraz jeśli mogę Cię prosić, nie płacz. - Dokończył swą przemowę. - No tak pewnie kapie Ci na głowę - Georgie zaśmiał powodując drganie - Nie brechtaj tak bo spadnę i wtedy ty będziesz odpowiedzialny za moją śmierć i za swoją też bo Oliver by Cię zamordował. - Chłopak zaśmiał się jeszcze bardziej. - Ty naprawdę myślisz, że pozwoliłbym Ci spaść ? Sprawdźmy to  - I zaczął biegać po błoniach, za każdym razem gdy wydawało by się, że spadnę on szybko mnie łapał. Najwyraźniej długo trwało to bieganie ponieważ gdy Weasley wbiegł do wielkiej sali była ona pełna uczniów jedzących śniadanie. Jak na komendę wszyscy spojrzeli na nas. Niektórzy uśmiechali się przyjaźnie ( jak na przykład Gryfoni, dyrektor, Hagrid i profesor McGonnagall) inni mieli zdezorientowane miny ( puchoni i krukoni) a trzecia grupa to oczywiście nasi ukochani ślizgoni, którzy śmiali się szyderczo i pukali po czole. Chłopak pode mną nawet nie zwrócił na to uwagi tylko podbiegł do stołu Gryffindoru, zręcznie zdjął mnie ze swoich ramion i usadził na moim miejscu a sam usiadł obok. - Zrobiłem to po to abyś wreszcie po dwóch miesiącach zjadła śniadanie. I nie próbuj mi wmawiać, że podczas twojej hmm... "nieobecności" je jadłaś bo głupi nie jesteśmy. - Już miałam zaprzeczyć ale wtrąciła się Ginny, która siedziała niedaleko i się przysłuchiwała naszej rozmowie. - Przecież wiemy, że tego nie robiłaś, Martwiliśmy się o Ciebie. Postanowiliśmy, że od teraz będziesz jadła czy tego chcesz czy nie a jeśli będzie trzeba to siłą Cię do tego zmusimy - Tu ruda wskazała podbrudkiem na Freda, który akurat nakładał jajecznicę na mój talerz. Ale się wkopałam zajmując we wrześniu miejsce miedzy nimi.  Gdy tylko to pomyślałam chłopcy przysunęli się do mnie bliżej aby uniemożliwić mi ucieczkę. Chcąc nie chcąc i musiałam zjeść. W sumie i tak byłam głodna więc bym zjadła. Nie wiadomo tylko co będzie później. Posiłek popiłam pyszną herbatą. Gdy skończyłam i wstałam podszedł do mnie jakiś starszy gryfon. Chyba McLagenn. - Cześć Anastasio - Mówiąc to uśmiechnął się tak, że każda dziewczyna w okolicy by na to poleciała. Ja jednak szukałam drogi ucieczki. - Mam taką propozycję,nie do odrzucenia. Poszłabyś ze mną na ten bal - Pryhnęłam - Ja ją chyba odrzucę, pewny siebie padalcu. Idź szukaj jakiejś naprawdę tępej laski, bo tylko taka z Tobą pójdzie. - Po odmówieniu Cormacowi podeszłam do Hermiony, która razem z Ronem i Harrym śmiała się z tego co powiedziałam temu cwaniakowi. -Idziemy na OPCM Mionka?-  Ta tylko pokiwała głową - Jesteś boska Ana, żeby tak dojechać na ego jednego z największych przystojaniaków w szkole. Jestem z Ciebie dumna!- Mówiąc to przyłożyła dłoń do serca i uniosła wysoko głowę - Aj  Mionka, Mionka, a Ciebie ktoś  już zaprosił ?-  Dziewczyna zarómieniła się więc zrozumiałam, że nie chce mówić kto. 

Na lekcjach w sumie nic ciekawego się nie działo poza tym, że Anę na ostatniej lekcji, którą była opieka nad magicznymi stworzeniami, dość mocno poparzyła sklątka tylnowybuchowa.
Harry'emu Hagrid powierzył zaprowadzenie mnie do skrzydła. Gdy byliśmy niedaleko zobaczyłam Freda i George'a przemycających do pokoju wspólnego kilka zgrzewek piwa kremowego. Nie zatrzymaliśmy się jednak bo na mojej ręce zaczęły w miejscu parzenia ( całe prawe przedramię i pół dłoni) zaczęły się pojawiać bąble. Gdy tylko weszliśmy do szpitala podbiegła do mnie Poppy. - A ty co znowu wykombinowałaś kochaneczko?- Spytała pielęgniarka- Dzień dobry Pani Pomfrey. Widzę, że pani już wyrobiła sobie zdanie o mnie. Może pani wierzyć lub nie ale moje rany to nie zawsze moja wina - powiedziałam uśmiechając się do niej. Może i byłam u niej kilka razy, no ale to nie powód żeby od razu brać mnie za kompletną kalekę. Podniosłam powoli rękę do góry. Bolała strasznie. Harry widząc ból w moich oczach ściskał mnie za ramię. - Anastasio, co Ci się stało? - Biorąc pod uwagę, że ja już teraz, z bólu zaciskałam zęby, Harry odpowiedział za mnie- Sklątka ją poparzyła Proszę pani- Poppy po usłyszeniu odpowiedzi od razu wzięła się do pracy przyniosła bandaże i słoik z maścią - Nie no bez jaj.- Mruknęłam - Coś się stało kochaneczko ? - Spytała kobieta a ja pokręciłam głową. Posmarowała poparzenie maścią i owinęła bandażami. Biorąc pod uwagę, iż powierzchnia była o wiele większa niż ostatnio, to bolało też wiele  razy bardziej. Chciałam krzyczeć ale nie zrobiłam tego bo Poppy zamknęła by mnie wtedy na kilka dni w skrzydle. A tego nie chciałam. Nawet nie pamiętam jak dotarłam do pokoju wspólnego. Za bardzo bolało bym mogła skupić się na drodze. Na szczęście był ze mną Potter bo inaczej napewno bym się zgubiła. Gdy tylko weszłam do przytulnego pomieszczenia padłam na fotel uważając by nie dotknąć niczego zranioną ręką. Oczywiście nie wyszło i syknęłam z bólu. Kiwnęłam Harry'emu głową na znak, że nie musi ze mną siedzieć. Korzystając  z tego Gryfon szybko pomknął do swojego dormitorium. Nie siedziałam jednak długo gdy ktoś dosiadł się do mnie. - Co Ci się znowu stało ciamajdo ?- spytał Fred - Nic takiego Freddie, ale jeśli mogę Cię prosić to zostaw mnie samą okej ? - Byłam lekko podirytowana tym, że każdy ma mnie za ciamajdę.- Nie martw się ja tu tylko na chwilę piegusie. Zaraz przyjdzie Żorż. Już na pierwszy rzut oka widać, że wolisz spędzać czas w jego towarzystwie. -Zaśmiał się rudzielec a ja się zarumieniłam.To naprawdę aż tak widać? Nie myślałam jednak długo bo Weasley wstał i pstryknął mnie w czoło a miejsce na fotelu obok mnie zajęła jego kopia. -Hej Mała- Powoli przyzwyczajałam się, że Starszy bliźniak tak na mnie mówi, jednak każdy inny dostał by za to ode mnie liścia. - Pokaż tą rękę - Podałam mu ranną kończynę - Auć. Widzę, że krabik się postarał . Przez jakieś dwa tygodnie nią nie ruszysz a bolało będzie do rana.- Krabik? Serio krabik ? Nie zastanawiając się po cichu spytałam- Zostaniesz ze mną? Tak jak we wrześniu -On tylko pokiwał głową uśmiechając się do mnie. - Siedzieliśmy tak może z godzinę a gdy wszyscy wyszli ja przeniosłam się na kanapę a Georgie wstał i powiedział - Za chwilę wrócę Anuś - Po czym wbiegł na schody prowadzące do dormitoriów. Nie musiałam patrzeć, aby wiedzieć, że wraca. Usiadł po mojej lewej stronie, by nie dotknąć rany i delikatnie okrył nas oboje kocem, który przyniósł.- I co powiesz mała, z kim idziesz na bal? Bo z tego co widziałem to nie z McLagennem. - Przeszły mnie ciarki - Jeśli nie zaprosi mnie osoba, z którą chcę iść, nie pójdę wcale. A póki co, chłopak ten tego nie zrobił - Taka była prawda. Obiecałam sobie, że jeśli George mnie nie zaprosi to nie pójdę na potańcówkę. Chłopak delikatnie się poruszył co spowodowało, że ruszył się też koc na mojej prawej ręce. Syknęłam. - Przepraszam. Nie chciałem sprawić Ci bólu mała. - Mówiąc to wyglądał na naprawdę bardzo przejętego. Wziął mą dłoń i zaczął kreślić kółka na jej wewnętrznej części. Delikatnie ją łaskocząc. - Hej, Ana wypłacz się to przyniesię Ci ulgę a wiesz, że przy mnie możesz - Powiedział jednak ja go nie posłuchałam. Postanowiłam więcej nie beczeć. Będę twarda. Dzięki uspokajającemu ruchowi jego kciuka wewnątrz mojej dłoni i dzięki temu ciepłu płynącemu od niego zasnęłam

"I'll always be your angel"

Gdy się obudziłam było coś koło 6:00 wszyscy jeszcze spali. Georgie również przebywał w krainie Morfeusza. Głowę miał opartą na mojej a ja swoją na jego ramieniu. Nie chcąc go budzić zbyt wcześnie siedziałam tak z godzinę wdychając jego zapach. O 7:00 ruszyłam delikatnie głową ale to wystarczyło by Gryfon się obudził. Rudzielec ziewnął i przeciągnął się.-O widzę że słonko już wstało.- powiedział zaspanym głosem. - Skąd wiesz przecież okna są zasłonięte ?- Spytałam a on odparł -  Nie o tym słonku mówię.

Moja torba ważyła dzisiaj zaledwie połowę tego co zwykle. Nie było tam pergaminów ani piór, ponieważ nie mogłam pisać. W sumie to nie mogłam też czarować a wszystkie czynności, które normalnie wykonywałam prawą ręką teraz wykonywałam ręką lewą co sprawiało mi nielada trudność. Był piątek więc jak zwykle miałam w ten dzień mało zajęć. Na większości z nich się nudziłam  bo, biorąc pod uwagę iż ręką, która u mnie ma moc jest prawa, to z czarowania też nici. W środę przy śniadaniu byłam już maksymalnie poirytowana kontuzją. Było tak dlatego, że Hermiona spytała się mnie czy może ma mi posmarować kanapkę dżemem. Aż tak niesprawna nie jestem, żeby ktoś musiał mi śniadanie szykować. Już miałam jej to wygarnąć  gdy prosto na mój talerz spadł zwitek pergaminu. Od razu rozpoznałam pismo Olivera
Spotkajmy się w sobotę o 10:00 w Hogesmeade
                                                   O.

..................................................
Jest nowy rozdział :) Co prawda nie tak długi jak bym chciała, ale zawsze. Jest tak ponieważ mam kilka problemów na głowie i jakoś brakło mi weny do pisania. Przepraszam :(
.................................................
Wiem, że nie powinnam tego robić ale no... Cytaty znajdujące się w tej części pochodzą z piosenki Ozziego Osbourna - Aimee. Podałam źródło ponieważ osobiście kocham tę piosenkę i wiążą się z nią wspaniałe wspomnienia ale i dlatego, że po prostu fajnie się jej słucha i polecam :D
.................................................
Pierwsza dedykacja wiąże się właśnie z Aimee. A mianowicie ten rozdział dedykuję mojej najlepszej przyjaciółce Mai,(jak będziesz zaprzeczać to Cię zginę) z którą będąc na rolkach lub w domu śpiewałyśmy właśnie tę piosenkę.  Chociaż nie możemy się widzieć to wiedz, że jesteś dla mnie MMMEEEGGGAA ważna. Dzięki, że piszesz i, że o mnie pamiętasz. Mam nadzieję, że się w tym roku jeszcze zobaczymy pałko :*
 <3
Druga dedykacja wędruje do naszej najdroższej i najcenniejszej Eleonory Malfoy. Za miłe, motywujące do działania słowa. Za świetne notki na Twoim blogu.( Wreszcie Freddie!!! Dziękuję!!!) Za to, że czytasz przygody Anastasii :D. Mam nadzieję, że wiesz, iż bez Ciebie tego bloga by nie było. Pozdrawiam i życzę weny 
:D

wtorek, 9 sierpnia 2016

Rozdział 5 ...Czułam ten piękny zapach, jego zapach...

"You caused my heart to  bleed and
You still owe me a reason
Cause I can't figure out why...
Oh,you can't hear me cry
See my dreams all die
From where you're standing
On your own.
It's so quiet here
And I feel so cold
This house no longer
Feels lïke home. "

 Od tamtego wydarzenia minęły dwa miesiące podczas, których nic ciekawego się nie działo. Nie rozmawiałam z nikim. Czasem tylko wymieniłam kilka zdań z Ginny, która okazała się być naprawdę dobrą przyjaciółką. Była dla mnie oparciem. Dwa dni temu Harry został wylosowany do Turnieju. Martwię się o niego, szczególnie, że został z tym wszystkim sam bo nikt mu nie wierzy, iż nie wrzucił tego przeklętego pergaminu do Czary Ognia. Współczułam mu ale nie mogłam nic na to poradzić. Moje życie w tym czasie wyglądało następująco - Wstaję. Myję się. Zajęcia. Nauka i Zadania. Myję się. Kładę się do łóżka.Dzięki temu, że z nikim nie rozmawiałam miałam okazję by się im trochę przyjrzeć. Tak odkryłam, że mojej współlokatorce podoba się Harry. Spostrzegłam to podczas uczty z okazji Dnia Duchów, a także to, że Wiktor Krum co chwilę zerkał na Hermionę. Starałam się z całych sił unikać bliźniaków. Nie chciałam by doszło do konfrontacji. Bałam się, że gdyby do niej doszło nie udało by mi się utrzymać długo wypracowywanej maski pokerzysty. Nie chodziłam na posiłki aby do tego nie doszło. I tak nie miałam apetytu, więc jeśli coś jadłam to tylko datego, że Ginny mnie zmuszała w dormitorium. Po tym jak nie przyszłam w umówione miejsce na spotkanie z Georgem, rudzielec chciał do mnie zagadać, ale zanim podszedł odbiegłam jak najdalej.

Tak więc nadszedł czwarty listopada, piątek. Byłam już po zajęciach i siedziałam w moim ulubionym miejscu na błoniach. Przyglądałam się gładkiej tafli jeziora. Bardzo lubiłam ten widok. Ten widok uspokajał mnie i patrząc na niego najłatwiej było mi się skupić. Nagle ktoś podbiegł, chwycił mnie za nadgarstki tak abym nie mogła zadać ciosu. Próbowałam się wyrwać bo mimo to, iż nie widziałam przeciwnika byłam pewna, że to osoba, którą najmniej teraz pragnę widzieć. W tej chwili zostałam obrócona tak bym mogła zobaczyć jego twarz. - Fred, co ty na brodę Merlina wyprawiasz ?!?!? Puść mnie w tej chwili ! - Rudzielec nie posłuchał - Najpierw posłuchasz co mam do powiedzenia. Nie wiem co Ci się stało o wolałbym poszerzyć mój zakres wiedzy o tą drobną informację. Martwię się o Ciebie. Gdy tylko widzisz George'a i mnie uciekasz. Co Ci jest ? -  Spytał a ja odpowiedziałam tylko -  Nie musisz sobie zawracać głowy ani mieć wyrzutów sumienia. Nic mi nie zrobiłeś. A teraz czy możesz mnie łaskawie puścić ? - Chłopak pokręcił głową w geście zaprzeczenia. - Nie muszę mieć wyrzutów sumienia tak ? Więc chodzi o mojego brata, tak ? Pogadaj z nim, on z Tobą by chciał. - Nie no bez jaj. Wolałabym w obecnej chwili zakolegować się z Trelowney. Byłam tak wściekła, że nie wytrzymałam. Z moich oczu popłynęły łzy a ja krzyknęłam - NIE BĘDĘ GADAĆ Z TYM CHOLERNYM IDIOTĄ !!!! DOTARŁO ?!?!?!- Zobaczyłam mroczki przed oczami. Powoli się osuwałam. Poczułam tylko jak Fred bierze mnie na ręce i niesie w kierunku zamku. Dalej była już tylko ciemność.

Obejrzyjmy to samo zdarzenie z perspektywy Freddie'ego.

Była wychudzona, blada i wiecznie smutna. Siedziała sama niedaleko stawu i gapiła się na niego jak gdyby pierwszy raz w życiu go widziała .Podszedłem najciszej jak tylko potrafiłem i złapałem Anę za nadgarstki. Zaczęła się szarpać ale odwróciłem ją twarzą w moją stronę. Krzyczała, że mam ją puścić ale byłem nieugięty. Wymusiłem, na niej posłuszeństwo mówiąc, że jak mnie nie wysłucha to nie puszczę jej nadgarstków. Dowiedziałem się, że nie jestem przyczyną jej smutku ale nie dało mi to ulgi. To znaczyło,że mój brat okazał się być palantem, który skrzywdził naszą przyjaciółkę. Gdy poradziłem jej aby porozmawiała z Georgem zaczęła krzyczeć, Jednak bardziej zdziwił mnie fakt, że im bardziej ona się wściekała tym większe fale pojawiały się na jeszcze chwilę temu gładkiej tafli jeziora. Gdy skończyła krzyczeć zatoczyła się i upadłaby gdybym jej nie podtrzymał. Zemdlała a w tym samym czasie woda za nią się uspokoiła. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do skrzydła, zastanawiając się tylko, co ten kretyn, mój brat jej zrobił. Przecież myślałem, że ta młoda mu się podoba. Muszę spytać Ginny. Chyba będę musiał ją zaszantażować.
Ginny po godzinie szantażowania pękła i wygadała mi się, że Anastasia widziała jak ten matoł nasz brat się z kimś całował. A wcześniej prosił ją jeszcze o spotkanie co dodatkowo pogłębiło żal młodej. Ginny opowiedziała mi że Ana prawie nic nie jadła, z nikim nie rozmawiała ani nie robiła nic co mogło by jej sprawić jakąś radość. Siostra też się martwiła o Wood'ównę. Po tym jak Anastasia powiedziała Gin, że podoba jej się George a potem ten wypadek się wydarzył, dziewczyny się zaprzyjaźniły. Muszę sobie najwyraźniej porozmawiać z braciszkiem.

Wracajmy jednak do pokrzywdzonej Any.

"Be my mirror, my sword and shield
My missionaries in a foreign field
For some reason I can't explain
Once you'd gone there was never
Never an honest word
And that was when I ruled the world"

Znowu czułam ten okropny ból w sercu, oglądałam wielokrotnie scenę, która doprowadzała mnie do rozpaczy. Łzy leciały mi z oczu ale nie mogłam się wyrwać. Czułam ten znajomy zapach obok siebie jednocześnie widząc go oddalonego ode mnie całującego się z inną. Nie mogłam już wytrzymać. W tym momencie coś mną szarpnęło i poczułam chłód i zapach szkolnego szpitala.Zadrżałam z zimna. Ktoś okrył mnie lepiej kołdrą i przyniósł dodatkowy koc po czym chwycił mnie za rękę. Powoli zaczęłam otwierać otwierać oczy. Gdy zobaczyłam kto trzyma mnie za rękę chciałam ją wyrwać ale byłam zbyt słaba. - George...-  zaczęłam słabym głosem -  Ciiii... Malutka, proszę nie mów nic, to Cię osłabia. Pozwól, że teraz ja coś powiem... i proszę wysłuchaj. Później jeśli zechcesz odejdę. Stracę Cię...-  Postanowiłam go wysłuchać, był taki smutny. Chciałam go mimo wszystko wesprzeć. - Ginny wygadała się Fredowi... o tym co widziałaś. Gdy tylko dowiedziałem się, że to moja wina... ja... ja . Miałem wcześniej ochotę zabić osobę, która Cię skrzywdziła... a to moja wina. - W tym momencie po jego policzku spłynęła pojedyncza łza. Jedyne co mogłam w tym momencie zrobić to wzmocnić uścisk dłoni, by dodać mu otuchy. - Wtedy, we wrześniu... Katy jest moją byłą. My zerwaliśmy w sierpniu, ona się zmieniła, stała się zimna... Bell myślała, że jeśli zmusi mnie do pocałunku znów będziemy razem. I... i... Anastasio, ja Cię tak bardzo przepraszam. Błagam wybacz mi. Chciałem abyś się cały czas śmiała a... a sprawiłem, że wypłakiwałaś sobie oczy, i.. i teraz leżysz tutaj. Jeśli nie chcesz mnie widzieć to zrozumiem... - Mówiąc to wstał. Ja podczas jego przemowy, również zaczęłam płakać. Chłopak zaczął kierować się do wyjścia. Wstałam mimo iż byłam słaba. Podeszłam do niego - Georgie... To ja powinnam przeprosić Ciebie. Nie powinnam się od Ciebie odwracać. Ja...- W tym momencie się zatoczyłam, ale George szybko złapał mnie, i zaniósł do łóżka. Czułam ten piękny zapach, jego zapach. Rudzielec położył mnie w łóżku i okrył dokładnie. Coraz bardziej płakałam. To nieporozumienie było moją winą. Chłopak gładził moją dłoń jedną ręką a drugą ocierał łzy z moich polików. - Ciiiii... Spokojnie, już wszystko dobrze. Nie płacz mała. - Mówił do mnie kojącym głosem. Chcąc by usiadł obok mnie zamiast na krześle, posunęłam się na bok by zrobić mu miejsce. Chciałam by był jak najbliżej mnie. Tak bardzo mi go brakowało. George szybko spełnił moją prośbę i przykrył nas oboje. Oparłam głowę na jego torsie. - Przez ten tydzień, gdy tu leżałaś, wypruwałem sobie żyły. Tak się bałem..- O w mordę, nie wiedziałam, że aż tyle tu leżałam. Nie chcąc by wracał do tematu, który go zasmucał poprosiłam-  Opowiedz proszę co się ostatnio działo w szkolę. Pogadajmy o czymś wesoły. Tyle czasu nie rozmawialiśmy, więc chociaż niech rozmowa będzie wesoła. Dość mam smutku. - Mój towarzysz pokiwał głową  i zaczął opowiadać - Harry wygrał pierwsze zadanie. Był najlepszy. I jak podleciał po to jajo...- Chłopak opowiadał mi o wszystkim. Mnie jednak najbardziej interesowało to, że jest tutaj przy mnie, nic innego. Może mam jeszcze u niego jakąś szansę...

Ze szpitala wypisano mnie trzy dni później. Codziennie odwiedzali mnie znajomi. Ginny przesiadywała tu bardzo długo i opowiadała o wszystkim i o niczym. Harry przyszedł z Hermioną. Powiedzieli mi, że Hermiona przepisała dla mnie wszystkie notatki, więc będę miała mniej nadrabiania. Raz nawet przyszedł Ron. Codziennie Przychodzili bliźniacy by mnie rozśmieszać. Podziękowałam młodszemu z nich za pomoc i przeprosiłam, że tak na niego nakrzyczałam. Opowiadali kawały i pokazywali różne śmieszne miny. Fred zawsze wychodził wcześniej niż jego brat, który siedział ze mną tak długo aż nie wywaliła go pani Pomfrey. Gdy Poppy mnie wypisywała George czekał na mnie bym nie szła sama do pokoju wspólnego.

"I used to roll the dice
Feel the fear in my enemy's eyes
Listened as the crowd would sing
Now the old king is dead long live the king"


Popatrzmy na to oczami naszego ukochanego Georgie'ego

Podzczas gdy ja robiłem kawały, żartowałem i bawiłem się ona się głodziła w samotności. Nigdy sobie tego nie wybaczę. Muszę coś zrobić by pokazać Anie jak mi na niej zależy. Potrzebuję tylko dobrej okazji. Zaraz. Mogę sobie sam taką stworzyć. Który dzisiaj mamy? Hmmm... Chyba czternasty.O w mordę, mam dziewięć dni na stworzenie sytuacji idealnej. Uda mi się? Komu jak komu ale bliźniakom Weasley nie takie rzeczy się udawały. W tym momencie przypomniałem sobie nasze niepowodzenie gdy chcieliśmy zanieść Harry'emu muszlę klozetową. Mimowolnie parsknąłem śmiechem. Anastasia, która szła obok mnie spytała - Z czego tak brechtasz rudzielcu?- Patrzyła na mnie z zaciekawieniem tymi swoimi brązowymi oczętami. Tak mi ich brakowało... - Przypomniałem sobie coś co kiedyś zrobiliśmy z Fredem - Opowiedziałem więc jej tą i kilka innych historii z naszego trzeciego roku w Hogwarcie. Na koniec gdy ona już nie powstrzymywała śmiechu byliśmy pod obrazem. Staliśmy tam chwilę po czym spytałem - No mała, powiesz wreszcie to hasło - Ona spojrzała na mnie jak na głupiego -George tylko mi nie mów, że go nie znasz. Domyśl się, że przecież ja nie mogę, nie było mnie półtorej tygodnia tępaku -  wyglądała na zdenerwowaną ale tak słodko. Pstryknąłem Wood'ównę w nos, co dodatkowo ją zirytowało. - Tylko nie tępaku, mała - zaśmiał się - Tylko nie mała, tępaku- odpowiedziała. - To czekamy - dodała. Dla rozluźnienia atmosfery zacząłem sobie nucić coś pod nosem. Ona tylko trzepnęła mnie swoją drobną dłonią w ramie. Spojrzałem na nią uważnie. Była strasznie wychudzona. Muszę dopilnować by zaczęła jeść. Choćbym miał ją siłą zmuszać. Inaczej Oliver mnie zabije. Ale czy chodzi tylko o to Georgie? Tak się zapatrzyłem w tego malucha, że nawet nie zauważyłem gdy przyszedł Seamus Finnigan i podał hasło. Pewnie stałbym tak dalej gdyby Ana nie ciągnęła mnie za rękę. Gdy weszliśmy do pokoju wspólnego Anastasia zaciągnęła mnie do foteli gdzie już siedzieli Fred, Ginny, Ron, Hermiona i Harry. Mój bliźniak opowiadał różne kawały, jak np. ten : Snape wchodzi do klasy i mówi: Kto uważa, że jest nienormalny niech wstanie - Pewien uczeń wstaje-Dlaczego wstałeś?-  A uczeń na to - Bo mi głupio, że pan tak sam stoi. Ron ze śmiechu tarzał się po podłodze. Usiedliśmy z Aną na tej samej sofie, co pierwszego września.

No to jeszcze na sekundkę wróćmy do Wood'ówny

Tak bardzo mi brakowało tego klimatu. To szczęście płynące ze wszystkich stron. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Bliźniacy żartowali. Harry opowiedział mi dokładnie o pierwszym zadaniu. Pokazał też złote jajo i otworzył je. Nigdy nie słyszałam niczego tak okropnego. Bardzo współczuję Potterowi. W sobotę Weasley'owie z Harrym i Hermioną planują wypad do Hogsmead. Może pójdę z nimi. Dowiedziałam się, że 25 grudnia odbędzie się bal Bożonarodzeniowy. Nie lubię takich imprez, zresztą i tak chyba nie będę miała z kim iść. Siedzielibyśmy tak jeszcze długo ale jutro zajęcia. Wszyscy się rozeszli. Zostaliśmy w trójkę: George, Ginny i ja. Dziewczyna patrzyła na nas  znacząco. Na moje policzki wkradł się rumieniec. Wstałam chcąc iść do dormitorium. Nie zaszłam jednak daleko bo po kilku krokach przytuliłam podłogę. Weasley'owie zamiast mi pomóc śmiali się jak głupi do sera. Chyba mam deja vu.


............................................................................
Powitać :D Wbiła nowa notka. Mam info. Postaram się dodawać dłuższe rozdziały zawsze we wtorki. Jeśli nie mogłabym tego zrobić to was poinformuję o tym w osobnym poście. Oprócz dłuższych notek czasami będę dodawać krótsze w inny dzień. Czasami tak po prostu mam ochotę coś dodać :D
 
Tę notkę dedykuję dwóm osobom. Jedną z nich jest nasza ukochana i wszystkim znana ( mam nadzieję bo jak nie to się zemszczę :P) Eleonora Malfoy. Mam nadzieję, że ponownie sprawiłam iż uśmiech pojawił się na twojej twarzy <3 . Bardzo Ci dziękuję i wiedz, że gdyby nie ty, ten rozdział by nie powstał. Jesteś najlepsza :*
 
Drugą osobą jest moja starsza siostra Karolina. Za to, że jest i, że pamięta iż ma młodszą siostrę <3
Chcę żebyś pamiętała, że jesteś dla mnie bardzo ważna :D Nie będę walić tu poematami ale zawsze pamiętaj : dwa słowa, dziewięć liter :*
 A... No tak... i powodzenia w piątek na egzaminie :)

Pozdrawiam obie te osoby. Jesteście wspaniałe :*

Blog Eleonory<3 <3 <3
Polecam !!! 



niedziela, 7 sierpnia 2016

Rozdział 4 ... Pozwoliłam sobie na tą chwilę słabości...


" What would my head be like
If not for my shoulders ?
Or without your smile?
May it follow you forever.
May it never leave you to sleep in the stone
May we stay lost on our way home."


Około godziny siódmej usłyszeliśmy jak ktoś schodzi po schodach. Oderwaliśmy się szybko od siebie. Byłam cała czerwona. Tym ktosiem okazała się być siostra mojego towarzysza. Ginny spojrzała na nas i uśmiechnęła się znacząco. Myślałam, że to niemożliwe ale jeszcze bardziej się zarumieniłam. - Co tam Gin ?- spytał ją George. -  U mnie nic ciekawego ... ale widzę, że u was wręcz przeciwnie - i spojrzała na nas jakbyśmy byli małymi dziećmi a ona nakryła nas podkradaniu ciastek. - Ginny, Ginny nie wyobrażaj sobie za dużo - powiedział chłopak i wstał. No w końcu była już siódma więc trzeba było się zacząć szykować do zajęć. Wstałam z kanapy i zebrałam swoje rzeczy. Szłam, szłam ąz nagle poczułam dywan na mojej twarzy, albo nie w sumie to poczułam swoją twarz na dywanie. Rudzielce zamiast pomóc mi wstać zaśmiewali  się w najlepsze. Wstałam i poszłam do dormitorium a oni tak się śmiali, że nawet tego nie zauważyli. Wzięłam szybki poranny prysznic podczas, którego obejrzałam długą bliznę na boku. Gdy została polana wodą zapiekła. Syknęłam tylko i myłam się dalej. Gdy wyszłam z pod prysznica umyłam zęby, ubrałam się, spakowałam i poszłam na śniadanie. Podeszła do mnie jedna z nauczycielek. - Witaj Anastasio. Jestem Minerwa McGonagall, opiekunka Gryffindoru. Jako, że z tego co wiem uczyłaś się już i coś umiesz ale nie na tyle by dołączyć do piątoroczniaków, dołączam Cię do czwartej klasy. Mam nadzieję, iż będzie Ci u nas dobrze. Widzimy się za godzinę na lekcji - powiedziała, uśmiechnęła się do mnie  i odeszła zostawiając na stole kartkę z planem lekcji. Wyglądała na miłą, ale i na wymagającą nauczycielkę. W tej chwili stwierdziłam, że nie jestem głodna. Zbyt bardzo się denerwowałam pierwszym dniem nauki by coś zjeść. W tej chwili dosiedli się do mnie dwaj chłopcy, w wieku podobnym do mnie. - Cześć jestem Harry Potter a to Ron Weasley, jesteśmy na tym samym roku - Słyszałam o nim ale nie chciałam mu zawracać głowy głupimi pytaniami, pewnie biedak ma tego dość. - Hej, jestem Anastasia Wood...- zaczęłam ale przerwał mi Ron. - Czekaj... Ty jesteś siostrą Olivera prawda. Bliźniacy mi o Tobie opowiadali. Miło Cię poznać- powiedział Ron i podał mi dłoń -  Mi Ciebie również - odpowiedziałam. Dosiadła się do nas jakaś brunetka wyciągnęła do mnie dłoń mówiąc - Hej Anastasia, Jestem Hermiona Granger. Ginny mi o Tobie opowiedziała - potrząsnęłaś jej dłonią a ta się spytała - Mam taki pomysł, że mogłybyśmy na lekcjach siedzieć razem. Co Ty na to ? - zaskoczyła mnie tym pytaniem. Ona tak po prostu zaproponowała mi abyśmy się zakolegowały - Jasne. Na pewno będzie świetnie -  odpowiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko. Mam kolegów Rona, Harry'ego, Hermionę i Ginny. Mam też przyjaciół Freda i George'a ... z tym, że w przypadku tego drugiego chciałabym by to było coś więcej.  W tym momencie podeszła do  mnie Ginny i spytała mnie jaką mam teraz lekcję bo ona chce mnie odprowadzić. Gdy jej odpowiedziałam pociągnęła mnie za rękę do wyjścia z sali. - Ana.., Słuchaj , czy Ty czujesz coś do mojego brata ?- nie musiała nawet mówić, o którego jej chodzi. Zarumieniłam się a ona patrzyła na mnie wyczekując odpowiedzi -Tak Ginny ale obiecaj, że nikomu nie powiesz. - Ruda twierdząco skinęła głową - Bo ja się chyba zakochałam. Wiem, że to głupie i że miłość od pierwszego też jest głupotą i nie istnieje i... - nie mogłam mówić bo moja towarzyszka mi przerwała. -  To wcale nie jest głupie ale takie słoooodkie. Chciałabym Cię mieć w rodzinie Ana, z resztą pasujecie do siebie więc nie widzę problemu i to jak mój braciszek Cię obejmował ... - teraz to ja jej weszłam w słowo.  -  Nie podniecaj się tak Gin. Ja u niego nie mam szans - Powiedziałam i pomachałam jej na pożegnanie wskazując klasę. Dziewczyna mi odmachała a ja weszłam do klasy gdzie siedziało już kilka osób w tym moi nowo poznani znajomi. Szybko podeszłam do Hermiony i usiadłam obok niej. Ta od razu zaczęła mnie wypytywać - Jak poznałaś bliźniaków ? Skąd pochodzisz ? Naprawdę jesteś spokrewniona z  Woodem ? -  Miałyśmy jeszcze trochę czasu do dzwonka, więc postanowiłam powiedzieć jej to i owo. - No to zacznę od tego, że teoretycznie nie jesteśmy z Olliem rodziną. Zostałam adoptowana gdy miałam rok. Moi rodzice ponoć zginęli. Mimo to jesteśmy z bratem bardzo zżyci.  Weasley'ów poznałam w połowie lata. George znalazł mnie leżącą od kilku dni między ciałami moich rodziców. Zostali zamordowani -  W tym momencie zaczęła mi się trząść dłoń. Szatynka ją chwyciła, dając mi tym samym do zrozumienia, że jeśli nie chcę nie muszę dalej mówić. Ten gest sprawił jednak, że bardziej się na nią otworzyłam i postanowiłam kontynuować.-  I on mi pomógł. Został u nas na noc a następnego dnia, przed pogrzebem przybył Fred. Później podczas wakacji byli u nas jeszcze kilkakrotnie. Ollie poprosił ich aby  w szkole rzucili czasem na mnie okiem bo on wtedy byłby spokojniejszy...-  Hermiona zaczęła się niekontrolowanie śmiać. Posłałam jej pytające spojrzenie -  Myśl o tym, że ktoś byłby spokojniejszy bo jego siostrą opiekują się bliźniacy Weasley, jest dość zabawna. -  Przechodzący obok klasy bliźniacy usłyszeli to i weszli do klasy profesor McGonnagall. - Oj no nie przesadzaj Mionka. Aż tacy źli nie jesteśmy... - mówił Fred - Masz rację jesteście gorsi. Na miejscu Olivera to Anastasii kazałabym was pilnować -  usłyszeliśmy parsknięcie śmiechem. To nauczycielka weszła do klasy - Weasley i Weasley na eliksiry i to migiem, a tobie panno Granger gratuluję dokładnego ujęcia moich myśli -  Zarówno ja, Harry, Ron, Hermiona i reszta klasy parsknęliśmy śmiechem. Profesorka zaczęła lekcję a gdy poprosiła was o wyjęcie podręczników i otwarcie na stronie czwartej zauważyłam, iż w moim egzemplarzu we wskazanym miejscu jest kartka a na niej napisane koślawym pismem było :

Spotkajmy się o 18 na błoniach madame
George

Po skończonych zajęciach wracałam do pokoju wspólnego i mijałam akurat wyjście na dziedziniec gdy zobaczyłam coś co całkowicie złamało mi serce. Starszy bliźniak całował się z jakąś brunetką z Gryffindoru.

" Cause these words are knifes and often leave scars
The fear of falling apart
And truth be told I never was yours
The fear, the fear of falling apart

Nie chciałam aby ktoś zobaczył, że płaczę albo żeby co gorsza ON mnie zauważył więc pędem z opuszczoną głową ruszyłam we wcześniej wyznaczonym kierunku. Gdy dotarłam do dormitorium i znalazłam się na łóżku łzy same popłynęły po moich policzkach. Pozwoliłam sobie na tą chwilę słabości ale w tym momencie weszła moja ruda współlokatorka. Gdy tylko na mnie spojrzała szybko podeszła do mnie i przytuliła mnie o nic nie pytając. Chciałam z kimś o tym porozmawiać i w tym momencie to ona była najlepszą osobą do tego. Olivera nie chciałam martwić a Fred był bliźniakiem George'a więc ten drugi też by się odrazu dowiedział. - Ginny , pamiętasz co Ci rano mówiłam ? -  Ruda skinęła głową - Bo widzisz ja chwilę temu widziałam go i... i o-on całował się z jakąś dziewczyną - Gdy to powiedziałam zaniosłam się szlochem. Dziewczyna jeszcze mocniej mnie objęła. Postanowiłam, że na spotkanie nie pójdę. Nie mogę, nie po tym co zobaczyłam. Cały czas z Ginny przy sobie zasnęłam, a ostatnią moją myślą było, że z Gin będzie świetna przyjaciółka.

.....................................................................................................
 Witam serdecznie :D Dzisiaj taka krótka notka, a to dlatego, że stwierdziłam, iż powinna ona być osobno od tego co będzie w następnej części, którą postaram się dodać jak najszybciej. Postanowiłam troszeczkę zepsuć życie naszej Anastasii już teraz ponieważ ktoś powiedział mi, że na razie ma ona zbyt kolorowo. Między innymi tej osobie dedykuję rozdział czwarty  :* . Drugą osobą jest jak zwykle moja wierna czytelniczka Eleonora Malfoy. Ponownie jestem wdzięczna za słowa uznania pod ostatnią częścią. Twój komentarz wywołał u mnie taki zaciesz, że przez jakąś godzinę chodziłam po całym domu w podskokach <3 Serio !!!
Pozdrawiam obie te osoby a drugiej życzę jak najwięcej weny :)
Pozdrawiam wszystkich czytających :))

piątek, 5 sierpnia 2016

Rozdział 3 ...Był piękny zachód słońca...

"Can you hear my heart beating?
Can you hear that sound ?
Cause I can't help thinking
And i won't stop now
And then I looked up at the sun and I could see
Oh, the way that gravity pulls on you and me,
And then I looked up at the sky and saw the sun"

Następnego dnia obudziłam się bardzo wcześnie. Możliwe, że to dlatego iż byłam strasznie podniecona. Nie. Stop, to na pewno dlatego. Podniosłam się na jednym ramieniu. I spojrzałam za okno, był piękny wschód słońca. Spojrzałam na niego i pomyślałam, że następnym razem będę go oglądać z tak odległego miejsca. Ubrałam się w ciemne jeansy, biały podkoszulek oraz granatowo-bordową koszulę w kratkę i postanowiłam zejść na dół,  zrobić śniadanie. Zrobiłam nasze ulubione kanapki z jajkiem oraz zaparzyłam herbatę. Oliver najwyraźniej poczuł zapach jedzenia, bo momentalnie się obudził i zszedł w piżamie na dół, do kuchni. - Witaj siostro! Jak samopoczucie ?- W sumie to nie wiedziałam co odpowiedzieć więc po prostu postawiłam mu kubek z "płynnym złotem" i talerz z jedzeniem pod nos. Sama nie byłam głodna więc usiadłam tylko z kubkiem herbaty i obserwowałam brata. - Co ?- Spytał w końcu. - Nie będziemy się widzieć przez pół roku, chcę się napatrzeć troszkę na brata. Będę tęsknić. - Odpowiedziałam. On wstał i podszedł do mnie. Uściskałam go z całych sił i on mnie również. Staliśmy tak dopóki nie usłyszeliśmy pohukiwania sowy. To Hope przyniosła mi Proroka Codziennego. Wzięłam gazetę po czym zamknęłam sowę w klatce by była gotowa do wyjazdu. W między czasie Ollie gdzieś się ulotnił. Dochodziła godzina 10:00. - OLIVER, TRZEBA JECHAĆ !!!-  krzyknęłam na całe płuca. Wood zbiegł szybko po schodach. Wydawało się jakby był z czegoś zadowolony. Znałam go aż nad to dobrze, wiedziałam, że coś kombinował. Szybko zaniósł moje rzeczy do samochodu, którym mieliśmy dojechać na Kings Cross. Szybko wsiedliśmy do auta. Żadne z nas po drodze nie odezwało się ani słowem. Gdy przebiegliśmy przez barierkę między peronem dziesiątym a dziewiątym Ollie objął mnie w swym braterskim uścisku. - Hej, Ana pamiętaj, żebyś nie dała się podpuszczać Ślizgonom. Będę Ci regularnie wysyłał galeony. Pisz do mnie często i nie zapomnij, że Cię kocham oraz, że bezgranicznie możesz ufać bliźniakom. Możesz się do nich zwrócić z każdym problemem, cokolwiek by to nie było Anastasio. Znajdziesz w nich przyjaciół tak jak we mnie. Obiecuję - powiedział i jeszcze mocniej mnie ścisnął - A teraz spadaj bo Ci pociąg odjedzie - dodał, ale  nie chciałam go puścić. Dopiero teraz poczułam strach przed tym co będzie. Ostatecznie jednak wypuściłam brata z objęć i ruszyłam ku pociągowi. Biorąc pod uwagę, że byłam dość wcześnie, to udało mi się znaleźć wolny przedział. Nie znałam w pociągu nikogo więc wolałam usiąść na wszelki wypadek sama. Już po chwili nie byłam jedyna w przedziale. Dołączyły do mnie dwa identyczne rudzielce. W wakacje odwiedzili nas jeszcze kilka razy. Zawsze gdy przebywaliśmy w jednym pomieszczeniu kryłam twarz we włosach. Dziś postąpiłam tak samo. Gdy pociąg ruszył wszyscy machali swoim bliskim a ja tylko skinęłam twierdząco głową do Olivera. Niech się nie martwi. Przez pierwszą godzinę nie odezwałam się ani słowem i siedziałam z głową spuszczoną w dół, obserwując swoje trampki. W pewnym momencie Fred wyszedł z przedziału pod pretekstem zakupienia fasolek wszystkich smaków u starej czarownicy. Z za włosów zobaczyłam, że George też wstaje lecz ten nie wyszedł. Starszy bliźniak przykucnął obok mnie, uniósł lekko mą głowę do góry tak, że nasze twarze były teraz na jednej wysokości. Swą dłonią odgarnął mi włosy z twarzy tak by mógł spojrzeć mi w oczy. - Dlaczego się nas boisz ?- spytał Weasley nie przestając przewiercać mnie spojrzeniem. - J-Jaa- nie wiedziałam co powiedzieć, moje policzki pokrywał szkarłat podobny do tego na krawatach Gryfonów. Nagle pociąg gwałtownie zatrzymał się a ja wpadłam na George'a. Oboje leżeliśmy teraz na ziemi. W sumie to nie, ja leżałam na George'u. Szybko podniosłam się i podałam dłoń by pomóc wstać chłopakowi, lecz on delikatnie ją ujął i wstając ucałował jej grzbiet. Poczułam jak w pomieszczeniu robi się zimno. Każdy wasz oddech zmieniał się w parę. Przestraszona nie wiedziałam co się dzieję, ale najwyraźniej George wiedział doskonale. Bo objął mnie delikatnie i mruknął tylko - Nie no... Bez jaj...Znowu ?- Gdy tylko zobaczyłam chudą, pozieleniałą rękę wystającą z rękawa czarnej peleryny wiedziałam co się święci. Czułam,że powoli tracę przytomność, słaba opadałam w niebyt. 

Ciemność...
 
Gdy się obudziłam leżałam wzdłuż siedzeń, z głową położoną na kolanach starszego bliźniaka, który delikatnie gładził mnie po włosach. Powoli otworzyłam oczy a on momentalnie odsunął od nich dłoń i patrzył na mnie smutno. - Przepraszam mała, nie mogłem się powstrzymać. Są takie błyszczące i miękkie- powiedział. Chciałam się podnieść ale zakręciło mi się w głowie i ponownie się położyłam. - Nie masz za co przepraszać. Natomiast ja mam za co dziękować. Gdyby nie ty ponownie mogło by się dla mnie sytuacja skończyć źle... mój bohaterze- powiedziałam a on się delikatnie zaczerwienił. W sumie to ja też, no ale to wiadomo. -  Wysłałem Freda po czekoladę, to Ci pomoże - Wymruczał tylko w odpowiedzi a ja delikatnie podciągnęłam się na rękach i przytuliłam go ze wszystkich sił ( czyli lekko bo byłam wyczerpana). Rudzielec chyba nie spodziewał się takiej reakcji więc dopiero po sekundzie oddał uścisk. Powoli usiadłam ale głowę położyłam na jego ramieniu. W tym czasie do przedziału wparował Fred. Podał czekoladę bratu a ten połamał ją i dał mi duży kawałek. Zjadłam go i podziękowałam. Teraz gdy oprzytomniałam poczułam okropny ból na boku. Syknęłam a chłopcy to zauważyli i spojrzeli na mnie pytająco. Opowiedziałam im historię o tym jak gdy byłam młodsza zaatakował mnie jeden ze strażników z Azkabanu. Gdy skończyłam mówić uniosłam bluzkę w miejscu gdzie znajdowała się blizna. -Na Merlina- powiedział George i przysunął się bliżej by spojrzeć na nią lepiej. -  To ona tak zabolała , prawda ?- spytał a ja pokiwałam głową. Chłopak wstał i wyszukał w kufrze jakiś słoiczek. Spojrzał mi w oczy i spytał - Mogę ?- Pokiwałam głową a on odkręcił pudełeczko. Patrzył mi w oczy abym była pewniejsza. Nabrał trochę maści na palec prawej ręki a lewą położył na mojej dłoni. Nadal nie odrywał swych oczu od moich i delikatnie dotknął maścią blizny. Poczułam przerażający ból lecz nie chciałam dać tego po sobie znać. Starszy bliźniak najwyraźniej jednak dostrzegł ból w moich oczach, bo ścisnął mocniej mą dłoń. George starał się delikatnie wmasowywać substancje w mój bok. Gdy skończył wsmarowywać we mnie maść i opuścił moją bluzkę nadal nie puścił mojej dłoni . - Spokojnie mała. Za chwilę poczujesz ulgę.- Rzeczywiście zaczynałam czuć ulgę ale nie fizyczną tylko jakby w sercu. Jego czuły głos, ciepłe oczy i delikatny dotyk sprawiały, że moje małe serduszko biło szybciej. Mimo wszystko z oczu popłynęły mi łzy bólu. George usadził mnie sobie na kolanach i objął jakbym była niemowlęciem. Dłonią otarł łzy z moich policzków. - Jeszcze chwila , wytrzymasz.- Tak jak wtedy gdy zemdlałam zaczął głaskać mnie po włosach...

Przenieśmy się na chwilę do głowy młodszego bliźniaka:
 
Pierwszy raz widzę żaby mój brat tak się zachowywał wobec jakiejś dziewczyny. Już dawno podejrzewałem, że mój brat się zakochał. Domyślałem się nawet, że była to miłość od pierwszego wejrzenia i że obiektem westchnień Georga był ten uroczy maluch. Miło się na to patrzy. Po cichu tak, że nawet nie zauważyli wstałem, wyszedłem i ruszyłem w kierunku przedziału Lee Jordana...

A teraz chwileczka w głowie Georga...
 
Na brodę Merlina. Sprawiłem jej ból. Z pięknych brązowych oczu Anastasii popłynęły łzy miał nadzieję, że szybko jej ulży bo nie był w stanie patrzeć na jej ból. Obejmowałem ją delikatnie jakbym bał się, że jest z kruchej porcelany i zaraz się potłucze. Sam nie mógł w to uwierzyć ale najwyraźniej on, George Weasley, jeden z największych kawalarzy Hogwartu. Ale ona była taka piękna. Najwyraźniej o tym nie wiedziała. Jej miękkie włosy i oczy zapewniające o tym, że nikogo tak bardzo nie pragnęła widzieć. Była idealnego wzrostu. Gdy stała przy nim jej głowa była idealnie na wysokości jego serca. Tak uroczo się rumieni. Boże, wpadłem po uszy. Ale powoli. Zdobędę ją , ale wszystko małymi kroczkami.

Wracając do naszej kochanej Anastasii...
 
Mimo bólu czułam się dobrze. Mimo to, że obejmował mnie znany zaledwie od miesiąca człowiek czułam się na miejscu. To ciepło, które od niego płynęło i to, że jej pomógł. I jak mnie dotykał, tak delikatnie. Robił to niepewnie jakby się bał, że ją skrzywdzi. Był wspaniały. Tymczasem ból w boku mijał a ja powoli opadałam w ciemność. W jego ramionach. Słyszałam bicie jego serca i czułam, że ten dźwięk zapadnie w mojej pamięci jako ten jeden, jedyny, kojący, utęskniony i potrzebny do życia dźwięk.....
Poczułam jak ktoś delikatnie potrząsa mną. Otwarłam oczy i ujrzałam nad sobą uśmiechniętą twarz Georga.- Wstawaj malutka. Za chwilę Hogwart, więc musisz założyć szkolne szaty - Powiedział i pomógł mi się podnieść. Lekko zakręciło mi się w głowie, lecz George trzymał mnie za ramię, więc utrzymałam równowagę. Fred podał mi moją szatę a jego brat kazał mi unieść ręce to góry i zamknąć oczy. Posłuchałam po czym Starszy Weasley puścił mnie lecz po chwili znów poczułam ręce na moich ramionach. W tej chwili George zaczął mnie łaskotać a Fred trzymał mnie tak za ręce tak bym nie mogła się bronić. Gdy wreszcie przestali George powiedział - No wreszcie usłyszałem twój śmiech mała. Bałem się, że z tymi łaskotkami to nie wyjdzie - Chłopcy śmiali się do rozpuku a ja patrzyłam na nich i pomyślałam  " Ollie miał co do nich rację" .

Podczas uczty powitalnej bliźniacy zrobili mi miejsce między sobą. Ten gest bardzo mnie wzruszył. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha i zaczęłam rozmowę z nimi. Ludzie patrzyli się na mnie dziwnie, ale miałam to gdzieś. Moje zainteresowanie kierowałam na Freda, George'a i ich młodszą siostrę, siedzącą naprzeciw mnie. Dobrze mi się z nią rozmawia. Czuję, że się zaprzyjaźnimy. Dyrektor ogłosił, że w tym roku odbędzie się turniej trójmagiczny lecz można się zgłosić jedynie jeśli ukończyło się siedemnaście lat. To ostatnie bardzo oburzyło moich kompanów. Po uczcie nie bardzo wiedziałam gdzie mam iść, gdy nagle poczułam jak ktoś łapie mnie w pasie i przerzuca sobie przez ramie.- George! Umiem iść sama- krzyknęłam między kolejnymi atakami śmiechu. Gdy wreszcie postawił mnie na nogach staliśmy przed portretem otyłej kobiety w różowej sukni. George podał hasło po czym razem weszliśmy do środka. Dowiedziałam się, że będę spać w sypialni razem z Ginny.
Gdy siedziałam na swoim łóżku i rozpakowywałam się ujrzałam w kufrze dość sporą paczkę. To Ollie musiał ją podrzucić wtedy gdy wrócił taki zadowolony z siebie. Powoli otwarłam ją a w środku były najróżniejsze przedmioty. Na samej górze znalazłam dwie ramki z naszymi ulubionymi wspólnymi zdjęciami. Pod spodem była jego bluza, którą lubiłam nosić w domu gdy było mi smutno (on bardzo nie lubił gdy to robiłam) . Pod spodem była książka, którą czytał mi gdy byłam mała i mięciutki miś, którego wtedy tuliłam. Na samym dnie spoczywała bransoletka pleciona niegdyś przez Olivera. Pled ten był bardzo trudny i Ollie długo się go uczył a na koniec i tak udało się mu zrobić tylko tą jedną sztukę. To dzieło sztuki od razu włożyłam na rękę, tuż obok tej bransoletki od taty Wiedziałam, że tej nocy nie będę mogła spać więc zeszłam do pokoju wspólnego , usiadłam na wysłużonej sofie i myślałam tuląc do siebie misia i patrząc na jedno ze zdjęć. Usłyszałam kroki. Ktoś schodził po schodach ale nie zwróciłam na to większej uwagi, to mógł być każdy. Dopiero gdy poczułam jego dłoń na ramieniu odwróciłam się. - Dlaczego nie śpisz mała ? - zapytał George i usiadł obok mnie a ja oparłam się o jego tors. Chłopak otoczył mnie ramionami i spojrzał na zdjęcie potem na misia, po czym pocałował mnie w czoło. Tak mały gest a tak wiele może znaczyć. I słyszałam ten kojący dźwięk, mocne, miarowe bicie jego serca Siedzieliśmy tak całą noc. Czułam się  przy nim bezpiecznie. Po raz pierwszy od śmierci rodziców poczułam się jak w domu
<3

.....................................................................
Kolejny rozdział :)  Wydaję mi się, że jest dłuższy od poprzednich i taki, jakiś bardziej ogarnięty. Mi się całkiem podoba, a wam ? Poproszę opinie w komentarzach :D Notkę dedykuję ponownie Eleonorze Malfoy :* Robię tak dlatego, że to jej komentarz zmotywował mnie do napisania tej notki szybciej i dłuższej. Dziękuję kochana :D . Pozdrawiam Cię serdecznie <3

czwartek, 4 sierpnia 2016

O Anastasii

Wygląd
 
 Bohaterka ma długie brązowe włosy. Są gęste i lekko się falują.

Jej oczy są barwy czekoladowej.

 Jest szczupłą nastolatką lecz bardzo niską , tylko 158 centymetrów. (Gdy Oliver chciał dokuczyć Anie mówił - Metr pięćdziesiąt skopanego tyłka - gdy ta się denerwowała dodawał - i osiem centymetrów czystej śmierci)

Na prawym ramieniu ma długą bliznę ciągnącą się od barku do łokcia. Powstała ona gdy Anastasia po kryjomu, sama opuściła dom. Spotkała wtedy dementora, który nie chciał jej dać spokoju. Nie wiadomo jak to by się skończyło gdyby nie ojciec, który zauważył zniknięcie swojej pociechy.

Ana ma piegi. (Których szczerze nienawidzi. Jej brat je uwielbia)

Jest z natury blada. Nie ważne jak długo siedziała by na słońcu, i tak się nie opali.

Co lubi nosić (ubiór i dodatki)

Ana nienawidzi balerinek. Kocha trampki wszelkiego rodzaju, szczególnie te za kostkę. Toleruje też adidasy, lecz nie otacza ich taką czcią jak dobrych poczciwych tenisówek.

Zazwyczaj nosi Czarne spodnie (czasem innego koloru) , jakąś nieobcisłą koszulkę i rozpiętą koszulę z podwiniętymi rękawami. W zimniejsze dni można ją ujrzeć w bluzie, rzadziej w swetrze.

Już od dzieciństwa dziewczyna nie lubi sukienek. Zbyt długich ani zbyt krótkich spódniczek Anuś po prostu nie toleruje.

Anastasia ma lekkiego świra na punkcie skarpetek. Bardzo je lubi nosić i to jest między innymi powód dlaczego nienawidzi balerinek.

Jeśli chodzi o dodatki to są to tylko dwa elementy biżuterii ( do czasu :P). Bohaterka nosi uplecioną przez jej ojca bransoletkę. (Mężczyzna kiedyś próbował ją nauczyć jak się zaplata mulinę lecz nie wyszło. Na trzynaste urodziny podarował córce więc ten element garderoby zawierający wszystkie trzy plety, których oporna uczennica nie rozumiała). Od tamtego czasu Ana ani razu jej nie zdjęła. Warto dodać że bransoletka jest koloru błękitnego podobnego do drugiego dodatku.

 Mowa tu srebrnym wisiorku z chalcedonowym księżycem. ( Z tym dodatkiem nie wiążą się żadne ważne wspomnienia. Bohaterka dostała go od matki na boże narodzenie w wieku dziesięciu lat.)

Te dwie rzeczy towarzyszą jej przez cały czas.

Co jej gra pod kopułą ? (czyli jednym słowem - charakter)

Ana jest osobą nieśmiałą

Bohaterka ma problemy z podejmowaniem decyzji, szczególnie tych trudnych.

Trudno zdobyć jej zaufanie. Ufa komuś od razu tylko wtedy gdy jej brat powie, że jest to osoba godna zaufania.

Anastasia jest osobą wyjątkową inteligentną. Wystarczy raz jej coś wytłumaczyć a ona nie musi tego powtarzać.

Jest bardzo tolerancyjna. Nie odtrąca mugolaków ani mieszańców. Kocha też zwierzęta.

Ana jest dziewczyną współczującą i wrażliwą na krzywdy innych istot, zarówno ludzi jak i zwierząt.

Jest bardzo, bardzo uczuciowa. Należy do tych ludzi, których naprawdę nie wolno krzywdzić.

Jest wyjątkowa odważna, o czym świadczy fakt przyjęcia jej do Gryffindoru

Ciekawostki :P

Ulubionym napojem Any jest herbata.

Nienawidzi kawy.

Najbardziej na świecie kocha swojego brata Olivera.

Bohaterka uwielbia czytać.

Mimo iż Wood kochała obojga rodziców, bardziej była przywiązana do ojca.

Jej ulubioną dziedziną magii jest transmutacja a ulubioną nauczycielką profesor McGonagall.

Kocha wiatr.

Ulubiona pora  roku to jesień.

  Uwielbia kolory granatowy, szary, fioletowy i czarny.

Jest rok starsza od Pottera.

...................................................................................................................
Witam ! To taka dodatkowa notka informacyjna. Większość tych informacji pojawi się w rozdziałach ale chciałam by były też wszystkie skupione w jednym miejscu, na wypadek gdyby było to potrzebne. Dzięki temu też będę mogła się skupić na opowiadaniu a nie na podawaniu masy szczegółów o bohaterce. Które nic (prawie, no dobrze niektóre dużo) nie wnoszą do historii.

Pozdrawiam serdecznie czytelników :D

wtorek, 2 sierpnia 2016

Rozdział 2 "...Ze zdenerwowania trzęsły mi się ręce..."

Gdy się obudziłam Olivera nie było. Powoli przeciągnęłam się i wstałam. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam czarną koszulę i spodnie . Dziś miał się odbyć pogrzeb. Zeszłam na dół by poszukać brata , ale nigdzie go nie było. Poszłam do jego pokoju i zapukałam. Drzwi otworzył mi George. Przypomniałam sobie ,że miał u nas zostać. -  Cześć - powiedziałam i nie wiedząc co robić dalej postanowiłam, że wyjdę, lecz coś mnie zatrzymało. Nigdy nie rozmawiałam z nikim innym niż rodzice i Oliver . Mało osób w ogóle wiedziało o moim istnieniu. Stwierdziłam , że wypada porozmawiać - Chciałabym Ci podziękować za pomoc. Naprawdę gdyby nie Ty , to mogłoby się to skończyć o wiele gorzej dla mnie - powiedziałam na jednym wydechu. Rudy spojrzał na mnie i odpowiedział - Nie ma za co dziękować . Każdy by to zrobił na moim miejscu. Cieszę się , że mogłem Ci pomóc mała - i uśmiechnął się od ucha do ucha . Zauważyłam ,że od tego człowieka płynie istny optymizm. Mimo wszystko jego odpowiedź mnie zdenerwowała. Jeden powód . Jedno słowo a takie denerwujące. - Nie mów do mnie "mała" -mruknęłaś . On pokiwał tylko głową. Nagle do drzwi  ktoś zadzwonił. Szybko pobiegłam do drzwi i otworzyłam je a tam stał George (?) - Co tu się odwala ?- spytałam . Ten rudzielec robi sobie ze mnie żarty, czy jak . -Cześć, jestem Fred - kopia Georga podała mi dłoń. Ujęłam ją lekko i powiedziałam - Miło mi poznać , jestem Anastasia - już chciałam się odwrócić gdy ten złapał mnie za ramię i dodał - Jesteś kuzynką ?- nie wiedziałam co odpowiedzieć. Moje istnienie było utrzymywane w tajemnicy od piętnastu lat. Na szczęście w tej chwili pojawił się Oliver - Nie Freddie .To moja siostra- powiedział z dumą (?) i objął mnie jednym ramieniem a drugą rękę  podał rudemu - Nigdy nie wspominałeś o tym ,że masz siostrę.- Mój brat się nie zastanawiał . Postanowił powiedzieć im prawdę . Całą .- ... dlatego  rodzice nie posłali jej do Hogwartu . Nie mogli pozwolić aby coś Anie zagrażało.Choć gdy tak nad tym myślę to dla niej byłoby obecnie najbezpieczniejsze miejsce. Ale musiałbym mieć kogoś zaufanego. Kto by na nią czasem zerknął, czy wszystko w porządku ... Na brodę Merlina, już ta godzina ?!?!? -  krzyknął . Za pół godziny miał się odbyć pogrzeb. Ze względu na mnie miała tam być tylko nasza czwórka. Podczas samego chowania nie odezwałam się ani słowem. Zawsze myślałam, że jestem silna ale gdy zabrakło rodziców poczułam jak bardzo się myliłam. Łzy leciały mi po policzkach a ja nie byłam w stanie nic z tym zrobić. Po ceremonii pochówku chłopcy szli przede mną i o czymś rozmawiali. Ja szłam sama z tyłu i myślałam . O tym co teraz będzie . Co z domem ? Co z nauką ? Co  się stanie ze mną ? Rozmyślanie przerwał mi fakt ,że dotarliśmy do domu . Już chciałam iść do siebie na górę , ale Ollie mnie zatrzymał. - Musimy o czymś porozmawiać -powiedział po czym wziął mnie za rękę i poprowadził do kuchni , gdzie już siedzieli bliźniacy. Oparłam się o blat i czekałam. W końcu brat się odezwał- Ana , chodzi o to , że jak pewnie się domyśliłaś sam nie dałbym rady się Tobą opiekować. Postanowiłem więc , że na najbliższe trzy lata zapiszę Cię do Hogwartu- zaniemówiłam. To było moje marzenie od momentu gdy Oliver dostał swój list. Kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć. Uprzedził mnie George - Postaramy się Tobą opiekować...-zaczął -... gdy będziesz w szkole. Gdybyś miała problemy z czymś...- dodał Fred-...Lub kimś ,przyjdź do nas. My temu zaradzimy. Jesteśmy o rok starsi -więc zajęć razem mieć nie będziemy, ale po nich jest jeszcze sporo czasu wolnego ,w którym wątpię żebyś chciała siedzieć sama- Zakończył starszy rudzielec. Po chwili milczenia Ollie powiedział -Mam nadzieję, że pamiętasz Anuś jak się robi kawały. Jeśli nie to radzę Ci sobie przypomnieć- rzuciłam mu pytające spojrzenie - Właśnie rozmawiasz z największymi kawalarzami w historii Hogwartu-  Odpowiedzieli  równocześnie Weasley'owie

Wakacje powoli mijały , dostałam list z Hogwartu, z którego dowiedziałam się, że dzień przed rozpoczęciem roku odwiedzi mnie dyrektor szkoły, by bez szumu przydzielić mnie do domu. Tak też się stało...
 
Ze zdenerwowania trzęsły mi się ręce. Gdy wkładałam na głowę tiarę przydziału byłam pewna, że zarówno Oliver jak profesor Dumbledore słyszą bicie mojego serca . Gdy wreszcie tiara leżała na mojej głowie odezwała się. - Bardzo dużo wiedzy. O, tak . Wyjątkowo inteligentna ale i lojalna. Do tej pory w Twojej głowie gościły tylko drobnostki . Nie poznałaś jeszcze dobrze co to życie, ale poznasz. I z tego co widzę w twym sercu odważnie stawisz mu czoła. Najbardziej nadajesz sie do  GRYFFINDOR- zdjęłam kapelusz i położyłam go na stole. Profesor podszedł do mnie uściskał mą dłoń i pogratulował po czym powiedział , że musi już wracać do Hogwartu by dopiąć wszystko na ostatni guzik. Pożegnaliśmy się ze Staruszkiem i odprowadziliśmy go do drzwi . Po czym Ollie wziął mnie na ręce i okręcił się dookoła - Jestem z Ciebie taki dumny Anastasia- powiedział z uśmiechem na całą twarz. - Teraz musisz się spakować. Widzę, że przybory i książki już są w kufrze więc musisz dołożyć tylko szaty, ubrania i potrzebne kosmetyki. Będę Ci wysyłać galeony regularnie. Pamiętaj, że jeśli będziesz miała jakiś problem, z którym uważasz że ja Ci nie będę mógł pomóc, proś Freda i Georga. Możesz im zaufać. Pamiętaj, że Cię kocham Anuś  - Po tych słowach przytulił mnie mocno i wyszedł z pokoju. Czułam, że boi się podobnie jak ja. Dopakowałam resztę rzeczy, uszykowałam sobie ubrania na jutro, wzięłam prysznic, umyłam zęby i poszłam spać.
........................................................................................................................................................
I jest nowa notka ! Wiem, że akcja niewiele się rozwinęła, ale obiecuję, że to się zmieni :) Proszę o opinie w komentarzach :D
Ten rozdział dedykuję Eleonorze Malfoy,  dziękuję za życzliwe słowa i życzę Ci kochana weny :*

Polecam z całego serca :D