"Every day we must fight with the wind
We have to live
All these things are just empty desire
'Cause there's no smoke without fire "
We have to live
All these things are just empty desire
'Cause there's no smoke without fire "
Draco opowiedział mojemu bratu wszystko co wydarzyło się podczas mojego pobytu w ich dworze. Zastanawia mnie tylko skąd on wiedział, o czym rozmawiałam z wujkiem. Gdy skończył Ollie zaproponował mu nocleg, ale chłopak powiedział, że musi wracać i pomóc rodzicom w ogarnięciu zamieszani, które zapewne powstało w dworze. Na koniec podszedł do mnie i podał mi przedmioty, które dostałam do Lucjusza. Nie wiem kiedy zdążył po nie iść, ale byłam mu niezwykle wdzięczna. Wstałam z kolan brata, przytuliłam kuzyna i powiedziałam - Dziękuję - Tylko tyle byłam w stanie z siebie wydusić. Blondyn zrozumiał to. Z Oliverem pożegnali się po męsku, podając sobie dłonie. Draco deportował się z powrotem do Malfoy Manor. Gdy zniknął wstałam i poszłam się umyć oraz przebrać (bo wciąż miałam na sobie suknię od Cioci). Weszłam do swojej sypialni. Była tak samo miła i przytulna jak kilka miesięcy temu, gdy byłam w niej ostatni raz. Podeszłam do szafy, wyciągnęłam z niej wygodne spodnie oraz koszulkę i poszłam do łazienki przyległej do mojej sypialni. Gdy weszłam pod prysznic czułam jak gorąca woda mnie oczyszcza. Nie tylko z brudu, ale i mentalnie. Byłam wyczerpana, może w związku z emocjami, a może z użycie mocy. Myślę, że chodzi o moc. Ale Merlin jeden tylko wie, o co może chodzić. Gdy wyszłam z łazienki na moim łóżku siedział Oliver. Trzymał w rękach dwa kubki pełne gorącej herbaty. Wiedział jak mnie uspokoić. Usiadłam obok niego a on podał mi jedno z naczyń. Piliśmy napój w milczeniu. Nie było ono krępujące. Zrobiłam się senna więc szybko dopiłam herbatę i wskoczyłam pod kołdrę. Zamknęłam oczy i prawie zasypiałam gdy Oliver wstał, pocałował mnie w czoło i zabierając kubki wyszedł z pokoju. Nie chciałam być sama przez co zaśnięcie też nie wchodziło w rachubę. Po jakiejś godzinie przewracania się z boku na bok, wstałam i poszłam do pokoju Olivera. Ten leżał na łóżku i czytał "Quiditch przez wieki", swoją ulubioną książkę. Nic nie mówiąc, wpełzłam mu pod kołdrę i już po chwili zapadłam się w krainie Morfeusza...
"Don't make me sad, don't make me cry
Sometimes love is not enough
And the road gets tough I don’t know why
Keep making me laugh, let’s go get high
The road is long we carry on
Try to have fun in the meantime
[...]
We were born to die"
Gdy się obudziłam, poszłam do swojego pokoju. Wzięłam potrzebne rzeczy i udałam się do łazienki. Jedną z moich ulubionych pór dnia, jest ta podczas, której biorę prysznic. Uwielbiam to uczucie gdy gorąca woda spływa po moim ciele i dodatkowo masuje kark. Stojąc pod tryskającą wodą, rozluźniłam się całkowicie, przymknęłam oczy. Poczułam, jakbym się unosiła. Wiedziałam jednak, że tak nie jest. Poczułam mrowienie w palcach dłoni. Otworzyłam oczy i ujrzałam jeden z piękniejszych widoków, jakie do tej pory miałam okazję zobaczyć. Na wysokości moich dłoni, kropelki wody zaczynały się unosić. Poruszyłam delikatnie prawą dłonią. Krople jak na rozkaz zmieniły swoje położenie. Zaczęłam nimi okręcać i wirować. Bawiłam się tak przez dobre pół godziny. Po tym czasie wyszłam, wysuszyłam się i ubrałam. Postanowiłam nałożyć lekki makijaż, bo pewnie przypominałam inferiusa. Podeszłam do lustra, gdy malowałam rzęsy dostrzegłam światełko pod bluzką. Po chwili światełko zaczęło się zwiększać. Gdy zgasło pojawił się wisiorek, który dostałam od Georga na urodziny. Zostawiłam go w Malfoy Manor razem z pozostałymi rzeczami. Jak to możliwe? Postanowiłam, że pod wieczór napiszę do Rudzielca. Nie chcę go za bardzo martwić, więc muszę dokładnie przemyśleć co chcę napisać. Stwierdziła również, że muszę napisać do wujka Lucjusza, cioci Cyzi lub Dracona. Wzięłam się za czytanie zapisków mojej mamy:
Pokłóciliśmy się dziś z Matthew, nie ukrywam, bardzo mnie zdenerwował. Z każdym dniem coraz gorzej się wobec mnie zachowuje. Wygadywał kompletne bzdury,przez dwa dni. Jednak to co stało się później... Nie wiem co stałoby się gdyby Lucjusz się w porę nie pojawił. W największych nerwach poczułam gorąco w dłoniach. Zacisnęłam je i starałam się opanować. Nie udało mi się. Chłopak powiedział jedno zdanie za dużo. Rozwarłam dłonie, z których wydobył się podmuch rozwiewający mi włosy. Cała moc ruszyła na Matta. Usłyszałam chrupnięcie w tym samym momencie, w którym ujrzałam, że mój ukochany upada. Chciałam to przerwać. Sama nie dałabym rady. Matthew zginąłby gdyby nie mój Brat. Współczuję dziecku, które ma się urodzić...
Z moich oczu popłynęła jedna, samotna łza. W tym momencie do mojego pokoju wszedł Oliver. Szybko otarłam kropelkę z policzka, żeby nic nie zauważył. -Cześć Anuś, najmocniej Cię przepraszam, ale dziś nie mogę z Tobą siedzieć w domu. Dostałem wiadomość od ministerstwa. Potrzebują mnie - W jego tonie wyczułam smutek-Wybaczysz?- Spytał. Nie chciałam, żeby miał zły humor więc odpowiedziałam-No jasne, że tak!! A ty co myślałeś?- Chłopak uśmiechnął się i przytulił mnie. Powiedział dokładnie co mam uszykowane na jutrzejszy obiad, tak że wystarczy to tylko podgrzać. Już po chwili go nie było. Usiadłam na parapecie i czytałam dalej:
Za miesiąc się urodzi. Dziewczynka. Biedactwo. Postanowiłam, że jej ojcem chrzestnym zostanie Lucjusz. Pozwoliłam, mu również wybrać imię dla małej. Powiedział, że będzie się nazywać Anastasia Eleonora. Pierwsze dlatego, że ja miałam tak na drugie a Eleonora dlatego, że jest to jedne z tradycyjnych imion naszego rodu. Anastasia Eleonora Malfoy. Brzmi pięknie! Z początku chciałam, by zachowała nazwisko ojca - Volver. Dopiero po kłótni z Matthew, zmieniłam zdanie. Od tamtego incydentu się nie widzieliśmy. Gdy raz do niego napisałam odpisał, że jestem nienormalna i, że dzieci pewnie nie są jego. Dodał też, że takich jak ja powinno się zamykać. Mam nadzieję, że nie taki los czeka moją małą Anastasię...
Uniosłam głowę. Nie wiedziałam co miałam myśleć. Roxanne... Moja mama. Ona mi współczuła a sama miała, delikatnie mówiąc, przerąbane. Była niewiele starsza ode mnie. A Matthew (Nie zamierzam o nim mówić "tata", nie zasłużył na to) potraktował ją jak ostatnią szma**. Nawet nie zauważyłam, kiedy po moich policzkach ponownie zaczęły płynąć łzy. Szybko je starłam. A co jeśli ja też znowu wybuchnę? Nie mogę narażać bliskich. Muszę zerwać z Georgem. Nigdy bym sobie nie wybaczyła, gdyby coś mu się stało. W dodatku z mojej winy. To by mnie zabiło. Teraz już wiedziałam co mam napisać w liście. Postanowiłam jednak, że zrobię to jutro. Człowiek ma w zwyczaju odkładać przykre czynności na później. Zeszłam na dół, do kuchni zrobić sobie herbatę. Gdy napój był gotowy wróciłam na swoje miejsce. Siedząc w pobliżu okna, w pewnej chwili zobaczyłam rudą głowę usiłującą zajrzeć do mojego pokoju. Moje oczy zrobiły się wielkie niczym złote galeony. Chłopak, podszedł do drzwi i zadzwonił. Przez to, że wcześniej upewnił się, że jestem, nie mogłam udawać, że mnie nie ma. Zeszłam więc ponownie na dół. Otwarłam drzwi a w nich stał nikt inny jak George Weasley. Chłopak nie wiedział jak ma się zachować, więc uśmiechnęłam się do niego pokrzepiającą, na znak, że nie mam zamiaru go zamordować. Gdy chłopak to zobaczył, szybko zbliżył się i przytulił mnie z całej siły. Odwzajemniłam gest ciut delikatniej dlatego, że po wczorajszej "akcji" troszeczkę opuściły mnie siły. - Hej maluchu, jak się czujesz. Oliver mi o wszystkim opowiedział- Rudzielec był okropnie przejęty. Kocham mojego brata i ma szczęście bo inaczej by zginął. Ja nie chcę martwić swojego chłopaka, to on mu napiszę dokładnie to co ja miałam ochotę przemilczeć. Świetnie! Pociągnęłam Georgie'go za Sobą do salonu. Chłopak usiadł na kanapie a ja powiedziałam - Poczekaj chwilkę, przyniosę coś ciepłego do picia.- Gdy na niego spojrzałam, zorientowałam się, że nie potrafiłabym z nim zerwać, on by mi na to nie pozwolił. Za bardzo nam na sobie zależało. Ucieszyłam się więc całym sercem, że się tu pojawił.
"Just close your eyes
The sun is going down
You'll be alright
No one can hurt you now
Come morning light
You and I'll be safe and sound"
Siedzieliśmy jeszcze jakiś czas w salonie. Georgie powiedział mi, że Oliver stwierdził, iż dziś bardziej potrzebuję chłopaka niż brata. Ollie nie miał nic do załatwienia tylko tej nocy śpi u państwa Weasley a George ma spać u nas. Nie powiem braciszek czasem ma dobre pomysły. Dowiedziałam się iż, postąpił tak dlatego, że po tak wielkim wydarzeniu siedziałam przez cały czas w pokoju nad dziennikiem. Po tej opowieści przyrządziłam kolację. Zjedliśmy ją w miłej atmosferze. Następnie postanowiliśmy iść spać. Georgie pierwszy poszedł pod prysznic. Gdy wszedł do mojego pokoju, ja szybko się zmyłam do łazienki. Umyłam się, wyszczotkowałam włosy i wyczyściłam zęby. Ubrana w piżamę, wróciłam do mojej sypialni, gdzie na kołdrze oparty o wezgłowie leżał George. Zapaliłam lampkę nocną, zgasiłam duże światło i ułożyłam się obok niego w takiej samej pozycji. Patrzyliśmy przez chwilę w sufit. W końcu chłopak spojrzał na mnie. W jego oczach błąkały się iskierki. - Wiesz, ślicznie Ci w tej piżamie- Powiedział a ja zarumieniłam się lekko. Moje ubranie było jasno różowe w ciemniejsze kwiatki- Tobie również jest całkiem do twarzy, w tej piżamce- Odpowiedziałam. Piżama Georga składała się z granatowego podkoszulka i bordowych długich spodni. -Wiesz to taki pierwszy krok- Powiedział - Często wyobrażam sobie nas jako małżeństwo. Z dwojgiem rudych dzieciaczków. Dwóch małych nicponi. I my szczęśliwi razem. Rano gdy się budzimy, zawsze kłócimy się o kołdrę -Chłopak zaśmiał się i wsunął się pod cieplutką powłokę, odkrywając ją jednocześnie abym i ja mogła się pod nią skryć. Zrobiłam tak jak chciał. Przyznam, że rudzielec miał ciekawą wizję. Anastasia Weasley- brzmi pięknie! Przysunęłam się do niego i on do mnie. George pocałował mnie delikatnie w usta. Zrobił to tak jakby bał się, że się rozsypię. Przysunęłam się do niego bliżej. On jednak odsunął delikatnie swą twarz od mojej. - Oj nie malutka, teraz pójdziesz grzecznie spać.- Powiedział po czym zgasił światło. Pstryknął mnie jeszcze delikatnie w nos i objął ramieniem przyciągając do siebie. Oparłam głowę o jego tors. Chłopak głaskał mnie po włosach. Przyznam, że było mi niezwykle wygodnie. - Kolorowych snów Kochany- Mruknęłam do niego. On odpowiedział - Kolorowych snów Maleństwo- Zapadłam w głęboki sen...
Byłam sama w ciemnej piwnicy. Ktoś zbliżył się do mnie. Mężczyzna. Krzyknął "Crucio". Poczułam ogromny ból w całym ciele. Nigdy wcześniej nawet nie potrafiłam sobie wyobrazić takiego cierpienia. Obcy powtarzał czynność kilkukrotnie. Krzyczałam z całych sił, lecz nikt poza nim mnie nie słyszał. Oprócz bólu czułam ogromny strach i samotność. Wiedziałam, że nikt mi nie pomoże. To właśnie było najgorsze. Ta świadomość. To czego bałam się najbardziej. Oprawca czasami zbliżał się do mnie, wyciągał sztylet i zostawiał szramę na moim policzku, mrucząc "I co, już nie jesteś taka piękna jak matka?Ale skończysz tak samo jak ona. Próbując ocalić coś czego nie warto chronić. Ona chciała ocalić Ciebie, a ty chcesz tego zdrajcę krwi" Mężczyzna miał już wychodzić, lecz u wyjścia mruknął jeszcze "Sectumsempra". Na całym moim ciele zaczęły się pojawiać się głębokie rany cięte. Leżałam w kałuży utworzonej z mojej własnej krwi. Czuła jak z każdą chwilą ciepło ulatuje z mego ciała. Nie mogłam nic z tym zrobić. Krzyczałam, błagając o pomoc, tak długo, aż nie opadłam z sił...
Obudziłam się, cała się trzęsąc. Trochę trwało, zanim uświadomiłam sobie, że nie jestem w tej piwnicy, tylko we własnym łóżku. Obok mnie siedział przerażony George potrząsając moje ramie. - Anastasia...Ty krzyczałaś, wiłaś się. Nie wiedziałem co się dzieję...- Chłopak przytulił mnie. -Co Ci się śniło???- Powoli się uspokajałam, więc wolałam mu teraz tego nie opowiadać. -Spokojnie Georgie, nic takiego. Opowiem Ci rano. Nie chcę teraz o tym myśleć ani mówić- Rudzielec spojrzał na mnie badawczo, jednak nie naciskał. Popatrzył jeszcze chwilę, po czym położyliśmy się. Chłopak cały czas mnie obejmował, jakbym zaraz miała mu gdzieś uciec, chcąc nie chcąc wtuliłam się ponownie w jego klatkę piersiową. Georgie głaskał mnie po plecach. Byłam całkowicie spokojna. Pocałował mnie w czoło i ani nie myślał teraz wypuścić z objęć. Poczułam wielki przypływ miłości. Powieki zaczęły mi powoli opadać. Usypiało mnie bicie jego serca. Czując zapach mojej największej miłości zapadłam się w krainę Morfeusza. Czułam się bezpiecznie, tym razem nic mi się nie śniło...
.............................................................................
Witam !!!
Nowa notka wpadła!!!
W sumie nie mam nic ważnego do powiedzenia. Proszę tylko abyście pod postem "TEMATY DO MINIATUREK" zostawiali po sobie ślad w postaci głosu. Apeluję z tym do wszystkich czytających!!!
Ten rozdział dedykuję...
Mojej koleżance z klasy Agacie <3
Dzięki temu, że poprosiła mnie o pomoc w zadaniu na polski, powstał ten rozdział. Podała mi tylko jedno zdanie, bym je przekształciła. Zdanie gotowe, specjalnie dałam do tytułu :D
Ciesz się i nie zabij mnie :D
Pozdrawiam <3
A no ,i oczywiście moim kochanym trzem stałym czytelniczką:
Kate Potter <3
Eleonorze Malfoy <3
Eleonorze Malfoy <3
Majos Basenos <3
Do następnego :*


