" Don't ever tell me lies
'Cos I'll always be your friend
And I'm gonna love you, I'm gonna love you
I'm gonna love you 'til the end.
[...]
Gonna be my Angel in the night"
Od dawna nie wstawało mi się tak dobrze jak dziś. Byłam taka szczęśliwa. Ginny jeszcze słodko spała więc poszłam odbyć poranną toaletę. Spojrzałam w lustro. Nie wyglądałam jak ja. Postanowiłam czymś zakryć wory pod oczami i posmarować czymś obeschłe usta. Wyglądałam jak wrak mnie. Na poszarzałej cerze widoczne były tylko piegi Jedyna rzecz, której chciałam się pozbyć, została nie zmienna. Gdy skończyłam się szykować podeszłam do rudej, wzięłam szklankę z wodą, która stała na jej szafce nocnej. Wylałam całą zawartość na Weasley'ównę. Ta, oburzona szybko się podniosła. - Już pora wstać, wyruszyć znowu. Przyjaciela spotkać znów...- zaśpiewałam. Ona w odpowiedzi mruknęła tylko - Wiesz, chyba wolałam tą Ciebie z przed miesiąca. Wtedy Ci się nie chciało nawet z łóżka wyjść a co dopiero żeby mnie budzić- Ruda za karę za te słowa oberwała poduszką w twarz. Bając się powrotu karmy jak najszybciej wzięłam torbę i wybiegłam z sypialni. Zatrzymałam się dopiero w pokoju wspólnym, a zrobiłam to tylko dlatego by znowu się nie wywalić. Ktoś zaczął klaskać. Spojrzałam na prawo gdzie przy jednym ze stolików siedzieli bliźniacy. Podeszłam do nich- Dla kogo te oklaski ?- spytałam -Dla Ciebie bo... - zaczął Fred -... Wreszcie udało Ci się nie zaliczyć tutaj gleby piegusie - Spiorunowałam go wzrokiem. - A co wy w ogóle tutaj kombinujecie chłopcy? - byłam ciekawa. Chłopcy wskazali na butelkę i słoik w którym było jakieś oko. Fred wyciągnął je i pomachał mi przed twarzą. Wzdrygnęłam się i cofnęłam kilka kroków. I zgadnijcie co się stało. Tak macie rację, przewróciłam się. Fred wyrzucił oko do kosza śmiejąc się na cały głos a George trzymał się za brzuch, który ze śmiechu go zabolał. Znowu musiałam wstać sama i gdy tylko to zrobiłam obydwaj chłopcy oberwali po głowie. - Auuuuaaaaa...- krzyknęli. - To powiecie mi co robicie, czy będziecie się żalić, że uderzyła was młodsza i niższa dziewczyna?- Byłam lekko poirytowana. - Dobrze, więc postanowiliśmy zrobić kawał Snape'owi. Tłustowołosy będzie używał dziś na lekcji preparatu z tego słoiczka.- Tym razem zaczął Georgie.- Zaczarowaliśmy go tak aby wyglądało, że substancja nadal tam jest, mimo to że chwilę temu ją wyrzuciłem. Gdy Severus otworzy pojemnik to... - Tu Freddie wskazał na plastikową butelkę po szamponie-... wybuchnie mu na twarz. - Dokończył młodszy bliźniak. W tym momencie przeczesywałam włosy lewą ręką - Ana co to jest?- Spytał George chwytają mnie za nadgarstek i przyglądając mu się. Widniały tam cztery małe blizny, kurde jak się wymigać od odpowiedzi. -To nic takiego..eeee...gumochłon mnie ugryzł- najwyraźniej nie zabrzmiałam zbyt przekonująco, bo George spojrzał na mnie i uniósł jedną brew pytając - Serio Ana, myślisz, że nas nabierzesz takim czymś jak "nic takiego" i "gumochłon mnie ugryzł"?- Pokręciłam przecząco głową. - Więc jak to było naprawdę z tymi bliznami mała? - Zapytał Starszy bliźniak. Nie miałam wyboru. Zna mnie zbyt dobrze i wie kiedy kłamię. - Bo widzisz.. Ja przez te dwa miesiące miałam... miałam naprawdę nierówno pod sufitem... i... i ja starałam się was unikać. Nie byłam w stanie na was patrzeć... Nie mogłam. Ale gdy już zdarzyło się, że musiałam, to nie wiem czy... czy ze smutku, czy ze złości, wbijałam sobie palce w rękę... Często później leciała mi krew ale miałam to gdzieś. - W tym momencie pokazałam im mój podręcznik do transmutacji, którego co druga strona była ubrudzona zaschniętą krwią. Spojrzałam na Georga. Patrzył mi w oczy, jego natomiast były pełne smutku. Patrzył na mnie jakby próbował coś jeszcze zobaczyć. Powoli unosząc moją dłoń na wysokość swej twarzy po czym każdy ślad musnął delikatnie ustami. Przeszył mnie przyjemny dreszcz. Ta delikatna pieszczota bardzo wiele dla mnie znaczyła. - Ymhym.- Czar prysł dzięki Fredowi, który postanowił nam przerwać. - No młoda, my teraz pójdziemy to odnieść, a Ty jeśli nie chcesz by Cię złapali zostaniesz tutaj i grzecznie poczekasz. Natomiast jeśli pragniesz zażyć troszkę adrenaliny to pójdziesz z nami i będziesz obserwować czy nikt nie idzie. To jak - Zamiast odpowiedzieć zwinnie wzięłam słoiczek i najszybciej jak umiałam pobiegłam do małego schowka, w którym profesor eliksirów trzymał swoje składniki. Chłopcy biegli kawałeczek za mną. W końcu Fred chwycił mnie za ramię i gwałtownie zatrzymał, zabrał substancje i powiedział - Oj nieładnie Wood, nieładnie. Żeby tak próbować zrobić żart najlepszym kawalarzom w szkole?- Zaśmiałam się z tego co powiedział i już powoli ruszyliśmy razem w kierunku naszego celu. Gdy chłopcy wchodzili do małego kantorka ja obserwowałam czy nikt nie idzie. Na szczęście o tej porze nikogo jeszcze nie było na korytarzach. Gdy usłyszałam, ze chłopcy idą już za mną (Przed zajęciami chciałam się przejść ale nie lubię chodzić zbyt wolno ) dosyć szybko ruszyłam ku błoniom. Zbyt szybko. Starszy bliźniak dał młodszemu znak by ten poszedł do wielkiej sali na śniadanie a sam ruszył biegiem, doganiając mnie, chwytając w talii i kładąc sobie na barkach. Nadal biegnąc zaniósł mnnie na błonia gdzie po obiegnięciu dębu zatrzymał się a ja podobnie jak w drodze nie mogłam powstrzymać śmiechu. -A teraz Ana zadam Ci pytanie a ty ,jak na grzeczną dziewczynkę przystało, odpowiesz mi na nie. A więc tak, wtedy gdy w pokoju wspólnym spojrzałem Ci w oczy zrobiłem do bo miałem powód. Gdy dotknąłem Twojego nadgarstka drgnęłaś. Domyślam się dlaczego ale powiedz mi tylko czy mam rację i...
'Cos I'll always be your friend
And I'm gonna love you, I'm gonna love you
I'm gonna love you 'til the end.
[...]
Gonna be my Angel in the night"
Od dawna nie wstawało mi się tak dobrze jak dziś. Byłam taka szczęśliwa. Ginny jeszcze słodko spała więc poszłam odbyć poranną toaletę. Spojrzałam w lustro. Nie wyglądałam jak ja. Postanowiłam czymś zakryć wory pod oczami i posmarować czymś obeschłe usta. Wyglądałam jak wrak mnie. Na poszarzałej cerze widoczne były tylko piegi Jedyna rzecz, której chciałam się pozbyć, została nie zmienna. Gdy skończyłam się szykować podeszłam do rudej, wzięłam szklankę z wodą, która stała na jej szafce nocnej. Wylałam całą zawartość na Weasley'ównę. Ta, oburzona szybko się podniosła. - Już pora wstać, wyruszyć znowu. Przyjaciela spotkać znów...- zaśpiewałam. Ona w odpowiedzi mruknęła tylko - Wiesz, chyba wolałam tą Ciebie z przed miesiąca. Wtedy Ci się nie chciało nawet z łóżka wyjść a co dopiero żeby mnie budzić- Ruda za karę za te słowa oberwała poduszką w twarz. Bając się powrotu karmy jak najszybciej wzięłam torbę i wybiegłam z sypialni. Zatrzymałam się dopiero w pokoju wspólnym, a zrobiłam to tylko dlatego by znowu się nie wywalić. Ktoś zaczął klaskać. Spojrzałam na prawo gdzie przy jednym ze stolików siedzieli bliźniacy. Podeszłam do nich- Dla kogo te oklaski ?- spytałam -Dla Ciebie bo... - zaczął Fred -... Wreszcie udało Ci się nie zaliczyć tutaj gleby piegusie - Spiorunowałam go wzrokiem. - A co wy w ogóle tutaj kombinujecie chłopcy? - byłam ciekawa. Chłopcy wskazali na butelkę i słoik w którym było jakieś oko. Fred wyciągnął je i pomachał mi przed twarzą. Wzdrygnęłam się i cofnęłam kilka kroków. I zgadnijcie co się stało. Tak macie rację, przewróciłam się. Fred wyrzucił oko do kosza śmiejąc się na cały głos a George trzymał się za brzuch, który ze śmiechu go zabolał. Znowu musiałam wstać sama i gdy tylko to zrobiłam obydwaj chłopcy oberwali po głowie. - Auuuuaaaaa...- krzyknęli. - To powiecie mi co robicie, czy będziecie się żalić, że uderzyła was młodsza i niższa dziewczyna?- Byłam lekko poirytowana. - Dobrze, więc postanowiliśmy zrobić kawał Snape'owi. Tłustowołosy będzie używał dziś na lekcji preparatu z tego słoiczka.- Tym razem zaczął Georgie.- Zaczarowaliśmy go tak aby wyglądało, że substancja nadal tam jest, mimo to że chwilę temu ją wyrzuciłem. Gdy Severus otworzy pojemnik to... - Tu Freddie wskazał na plastikową butelkę po szamponie-... wybuchnie mu na twarz. - Dokończył młodszy bliźniak. W tym momencie przeczesywałam włosy lewą ręką - Ana co to jest?- Spytał George chwytają mnie za nadgarstek i przyglądając mu się. Widniały tam cztery małe blizny, kurde jak się wymigać od odpowiedzi. -To nic takiego..eeee...gumochłon mnie ugryzł- najwyraźniej nie zabrzmiałam zbyt przekonująco, bo George spojrzał na mnie i uniósł jedną brew pytając - Serio Ana, myślisz, że nas nabierzesz takim czymś jak "nic takiego" i "gumochłon mnie ugryzł"?- Pokręciłam przecząco głową. - Więc jak to było naprawdę z tymi bliznami mała? - Zapytał Starszy bliźniak. Nie miałam wyboru. Zna mnie zbyt dobrze i wie kiedy kłamię. - Bo widzisz.. Ja przez te dwa miesiące miałam... miałam naprawdę nierówno pod sufitem... i... i ja starałam się was unikać. Nie byłam w stanie na was patrzeć... Nie mogłam. Ale gdy już zdarzyło się, że musiałam, to nie wiem czy... czy ze smutku, czy ze złości, wbijałam sobie palce w rękę... Często później leciała mi krew ale miałam to gdzieś. - W tym momencie pokazałam im mój podręcznik do transmutacji, którego co druga strona była ubrudzona zaschniętą krwią. Spojrzałam na Georga. Patrzył mi w oczy, jego natomiast były pełne smutku. Patrzył na mnie jakby próbował coś jeszcze zobaczyć. Powoli unosząc moją dłoń na wysokość swej twarzy po czym każdy ślad musnął delikatnie ustami. Przeszył mnie przyjemny dreszcz. Ta delikatna pieszczota bardzo wiele dla mnie znaczyła. - Ymhym.- Czar prysł dzięki Fredowi, który postanowił nam przerwać. - No młoda, my teraz pójdziemy to odnieść, a Ty jeśli nie chcesz by Cię złapali zostaniesz tutaj i grzecznie poczekasz. Natomiast jeśli pragniesz zażyć troszkę adrenaliny to pójdziesz z nami i będziesz obserwować czy nikt nie idzie. To jak - Zamiast odpowiedzieć zwinnie wzięłam słoiczek i najszybciej jak umiałam pobiegłam do małego schowka, w którym profesor eliksirów trzymał swoje składniki. Chłopcy biegli kawałeczek za mną. W końcu Fred chwycił mnie za ramię i gwałtownie zatrzymał, zabrał substancje i powiedział - Oj nieładnie Wood, nieładnie. Żeby tak próbować zrobić żart najlepszym kawalarzom w szkole?- Zaśmiałam się z tego co powiedział i już powoli ruszyliśmy razem w kierunku naszego celu. Gdy chłopcy wchodzili do małego kantorka ja obserwowałam czy nikt nie idzie. Na szczęście o tej porze nikogo jeszcze nie było na korytarzach. Gdy usłyszałam, ze chłopcy idą już za mną (Przed zajęciami chciałam się przejść ale nie lubię chodzić zbyt wolno ) dosyć szybko ruszyłam ku błoniom. Zbyt szybko. Starszy bliźniak dał młodszemu znak by ten poszedł do wielkiej sali na śniadanie a sam ruszył biegiem, doganiając mnie, chwytając w talii i kładąc sobie na barkach. Nadal biegnąc zaniósł mnnie na błonia gdzie po obiegnięciu dębu zatrzymał się a ja podobnie jak w drodze nie mogłam powstrzymać śmiechu. -A teraz Ana zadam Ci pytanie a ty ,jak na grzeczną dziewczynkę przystało, odpowiesz mi na nie. A więc tak, wtedy gdy w pokoju wspólnym spojrzałem Ci w oczy zrobiłem do bo miałem powód. Gdy dotknąłem Twojego nadgarstka drgnęłaś. Domyślam się dlaczego ale powiedz mi tylko czy mam rację i...
(W tym momencie chciałam zakończyć, tak dla beki. Nie zrobiłam wam tego jednak misiaczki bo to trochę po chamsku xd~ Vica :* )
...i czy Ty naprawdę myślałaś na Merlina o samobójstwie.- Uśmiech zgasł jak zapałka na wietrze. Puściłam się i pewnie bym spadła gdyby George mnie nie podtrzymał. Nie wiedziałam co powiedzieć. Biorąc pod uwagę iż ostatnio stałam się okropnie miękka, momentalnie do mych oczu napłynęły łzy. - Anastasio Eleonoro Wood teraz mówię całkowicie poważnie, co mi się rzadko zdarza. Jeżeli kiedykolwiek przyjdzie Ci ten idiotyczny pomysł ponownie do głowy i byś to zrobiła to wiedz, że ja zrobię to samo a znając porywczość Olivera to on również. Pamiętaj o tym następnym razem. A teraz jeśli mogę Cię prosić, nie płacz. - Dokończył swą przemowę. - No tak pewnie kapie Ci na głowę - Georgie zaśmiał powodując drganie - Nie brechtaj tak bo spadnę i wtedy ty będziesz odpowiedzialny za moją śmierć i za swoją też bo Oliver by Cię zamordował. - Chłopak zaśmiał się jeszcze bardziej. - Ty naprawdę myślisz, że pozwoliłbym Ci spaść ? Sprawdźmy to - I zaczął biegać po błoniach, za każdym razem gdy wydawało by się, że spadnę on szybko mnie łapał. Najwyraźniej długo trwało to bieganie ponieważ gdy Weasley wbiegł do wielkiej sali była ona pełna uczniów jedzących śniadanie. Jak na komendę wszyscy spojrzeli na nas. Niektórzy uśmiechali się przyjaźnie ( jak na przykład Gryfoni, dyrektor, Hagrid i profesor McGonnagall) inni mieli zdezorientowane miny ( puchoni i krukoni) a trzecia grupa to oczywiście nasi ukochani ślizgoni, którzy śmiali się szyderczo i pukali po czole. Chłopak pode mną nawet nie zwrócił na to uwagi tylko podbiegł do stołu Gryffindoru, zręcznie zdjął mnie ze swoich ramion i usadził na moim miejscu a sam usiadł obok. - Zrobiłem to po to abyś wreszcie po dwóch miesiącach zjadła śniadanie. I nie próbuj mi wmawiać, że podczas twojej hmm... "nieobecności" je jadłaś bo głupi nie jesteśmy. - Już miałam zaprzeczyć ale wtrąciła się Ginny, która siedziała niedaleko i się przysłuchiwała naszej rozmowie. - Przecież wiemy, że tego nie robiłaś, Martwiliśmy się o Ciebie. Postanowiliśmy, że od teraz będziesz jadła czy tego chcesz czy nie a jeśli będzie trzeba to siłą Cię do tego zmusimy - Tu ruda wskazała podbrudkiem na Freda, który akurat nakładał jajecznicę na mój talerz. Ale się wkopałam zajmując we wrześniu miejsce miedzy nimi. Gdy tylko to pomyślałam chłopcy przysunęli się do mnie bliżej aby uniemożliwić mi ucieczkę. Chcąc nie chcąc i musiałam zjeść. W sumie i tak byłam głodna więc bym zjadła. Nie wiadomo tylko co będzie później. Posiłek popiłam pyszną herbatą. Gdy skończyłam i wstałam podszedł do mnie jakiś starszy gryfon. Chyba McLagenn. - Cześć Anastasio - Mówiąc to uśmiechnął się tak, że każda dziewczyna w okolicy by na to poleciała. Ja jednak szukałam drogi ucieczki. - Mam taką propozycję,nie do odrzucenia. Poszłabyś ze mną na ten bal - Pryhnęłam - Ja ją chyba odrzucę, pewny siebie padalcu. Idź szukaj jakiejś naprawdę tępej laski, bo tylko taka z Tobą pójdzie. - Po odmówieniu Cormacowi podeszłam do Hermiony, która razem z Ronem i Harrym śmiała się z tego co powiedziałam temu cwaniakowi. -Idziemy na OPCM Mionka?- Ta tylko pokiwała głową - Jesteś boska Ana, żeby tak dojechać na ego jednego z największych przystojaniaków w szkole. Jestem z Ciebie dumna!- Mówiąc to przyłożyła dłoń do serca i uniosła wysoko głowę - Aj Mionka, Mionka, a Ciebie ktoś już zaprosił ?- Dziewczyna zarómieniła się więc zrozumiałam, że nie chce mówić kto.
Na lekcjach w sumie nic ciekawego się nie działo poza tym, że Anę na ostatniej lekcji, którą była opieka nad magicznymi stworzeniami, dość mocno poparzyła sklątka tylnowybuchowa.
Harry'emu Hagrid powierzył zaprowadzenie mnie do skrzydła. Gdy byliśmy niedaleko zobaczyłam Freda i George'a przemycających do pokoju wspólnego kilka zgrzewek piwa kremowego. Nie zatrzymaliśmy się jednak bo na mojej ręce zaczęły w miejscu parzenia ( całe prawe przedramię i pół dłoni) zaczęły się pojawiać bąble. Gdy tylko weszliśmy do szpitala podbiegła do mnie Poppy. - A ty co znowu wykombinowałaś kochaneczko?- Spytała pielęgniarka- Dzień dobry Pani Pomfrey. Widzę, że pani już wyrobiła sobie zdanie o mnie. Może pani wierzyć lub nie ale moje rany to nie zawsze moja wina - powiedziałam uśmiechając się do niej. Może i byłam u niej kilka razy, no ale to nie powód żeby od razu brać mnie za kompletną kalekę. Podniosłam powoli rękę do góry. Bolała strasznie. Harry widząc ból w moich oczach ściskał mnie za ramię. - Anastasio, co Ci się stało? - Biorąc pod uwagę, że ja już teraz, z bólu zaciskałam zęby, Harry odpowiedział za mnie- Sklątka ją poparzyła Proszę pani- Poppy po usłyszeniu odpowiedzi od razu wzięła się do pracy przyniosła bandaże i słoik z maścią - Nie no bez jaj.- Mruknęłam - Coś się stało kochaneczko ? - Spytała kobieta a ja pokręciłam głową. Posmarowała poparzenie maścią i owinęła bandażami. Biorąc pod uwagę, iż powierzchnia była o wiele większa niż ostatnio, to bolało też wiele razy bardziej. Chciałam krzyczeć ale nie zrobiłam tego bo Poppy zamknęła by mnie wtedy na kilka dni w skrzydle. A tego nie chciałam. Nawet nie pamiętam jak dotarłam do pokoju wspólnego. Za bardzo bolało bym mogła skupić się na drodze. Na szczęście był ze mną Potter bo inaczej napewno bym się zgubiła. Gdy tylko weszłam do przytulnego pomieszczenia padłam na fotel uważając by nie dotknąć niczego zranioną ręką. Oczywiście nie wyszło i syknęłam z bólu. Kiwnęłam Harry'emu głową na znak, że nie musi ze mną siedzieć. Korzystając z tego Gryfon szybko pomknął do swojego dormitorium. Nie siedziałam jednak długo gdy ktoś dosiadł się do mnie. - Co Ci się znowu stało ciamajdo ?- spytał Fred - Nic takiego Freddie, ale jeśli mogę Cię prosić to zostaw mnie samą okej ? - Byłam lekko podirytowana tym, że każdy ma mnie za ciamajdę.- Nie martw się ja tu tylko na chwilę piegusie. Zaraz przyjdzie Żorż. Już na pierwszy rzut oka widać, że wolisz spędzać czas w jego towarzystwie. -Zaśmiał się rudzielec a ja się zarumieniłam.To naprawdę aż tak widać? Nie myślałam jednak długo bo Weasley wstał i pstryknął mnie w czoło a miejsce na fotelu obok mnie zajęła jego kopia. -Hej Mała- Powoli przyzwyczajałam się, że Starszy bliźniak tak na mnie mówi, jednak każdy inny dostał by za to ode mnie liścia. - Pokaż tą rękę - Podałam mu ranną kończynę - Auć. Widzę, że krabik się postarał . Przez jakieś dwa tygodnie nią nie ruszysz a bolało będzie do rana.- Krabik? Serio krabik ? Nie zastanawiając się po cichu spytałam- Zostaniesz ze mną? Tak jak we wrześniu -On tylko pokiwał głową uśmiechając się do mnie. - Siedzieliśmy tak może z godzinę a gdy wszyscy wyszli ja przeniosłam się na kanapę a Georgie wstał i powiedział - Za chwilę wrócę Anuś - Po czym wbiegł na schody prowadzące do dormitoriów. Nie musiałam patrzeć, aby wiedzieć, że wraca. Usiadł po mojej lewej stronie, by nie dotknąć rany i delikatnie okrył nas oboje kocem, który przyniósł.- I co powiesz mała, z kim idziesz na bal? Bo z tego co widziałem to nie z McLagennem. - Przeszły mnie ciarki - Jeśli nie zaprosi mnie osoba, z którą chcę iść, nie pójdę wcale. A póki co, chłopak ten tego nie zrobił - Taka była prawda. Obiecałam sobie, że jeśli George mnie nie zaprosi to nie pójdę na potańcówkę. Chłopak delikatnie się poruszył co spowodowało, że ruszył się też koc na mojej prawej ręce. Syknęłam. - Przepraszam. Nie chciałem sprawić Ci bólu mała. - Mówiąc to wyglądał na naprawdę bardzo przejętego. Wziął mą dłoń i zaczął kreślić kółka na jej wewnętrznej części. Delikatnie ją łaskocząc. - Hej, Ana wypłacz się to przyniesię Ci ulgę a wiesz, że przy mnie możesz - Powiedział jednak ja go nie posłuchałam. Postanowiłam więcej nie beczeć. Będę twarda. Dzięki uspokajającemu ruchowi jego kciuka wewnątrz mojej dłoni i dzięki temu ciepłu płynącemu od niego zasnęłam
"I'll always be your angel"
Gdy się obudziłam było coś koło 6:00 wszyscy jeszcze spali. Georgie również przebywał w krainie Morfeusza. Głowę miał opartą na mojej a ja swoją na jego ramieniu. Nie chcąc go budzić zbyt wcześnie siedziałam tak z godzinę wdychając jego zapach. O 7:00 ruszyłam delikatnie głową ale to wystarczyło by Gryfon się obudził. Rudzielec ziewnął i przeciągnął się.-O widzę że słonko już wstało.- powiedział zaspanym głosem. - Skąd wiesz przecież okna są zasłonięte ?- Spytałam a on odparł - Nie o tym słonku mówię.
Moja torba ważyła dzisiaj zaledwie połowę tego co zwykle. Nie było tam pergaminów ani piór, ponieważ nie mogłam pisać. W sumie to nie mogłam też czarować a wszystkie czynności, które normalnie wykonywałam prawą ręką teraz wykonywałam ręką lewą co sprawiało mi nielada trudność. Był piątek więc jak zwykle miałam w ten dzień mało zajęć. Na większości z nich się nudziłam bo, biorąc pod uwagę iż ręką, która u mnie ma moc jest prawa, to z czarowania też nici. W środę przy śniadaniu byłam już maksymalnie poirytowana kontuzją. Było tak dlatego, że Hermiona spytała się mnie czy może ma mi posmarować kanapkę dżemem. Aż tak niesprawna nie jestem, żeby ktoś musiał mi śniadanie szykować. Już miałam jej to wygarnąć gdy prosto na mój talerz spadł zwitek pergaminu. Od razu rozpoznałam pismo Olivera
Spotkajmy się w sobotę o 10:00 w Hogesmeade
O.
..................................................
Jest nowy rozdział :) Co prawda nie tak długi jak bym chciała, ale zawsze. Jest tak ponieważ mam kilka problemów na głowie i jakoś brakło mi weny do pisania. Przepraszam :(
.................................................
Wiem, że nie powinnam tego robić ale no... Cytaty znajdujące się w tej części pochodzą z piosenki Ozziego Osbourna - Aimee. Podałam źródło ponieważ osobiście kocham tę piosenkę i wiążą się z nią wspaniałe wspomnienia ale i dlatego, że po prostu fajnie się jej słucha i polecam :D
.................................................
Pierwsza dedykacja wiąże się właśnie z Aimee. A mianowicie ten rozdział dedykuję mojej najlepszej przyjaciółce Mai,(jak będziesz zaprzeczać to Cię zginę) z którą będąc na rolkach lub w domu śpiewałyśmy właśnie tę piosenkę. Chociaż nie możemy się widzieć to wiedz, że jesteś dla mnie MMMEEEGGGAA ważna. Dzięki, że piszesz i, że o mnie pamiętasz. Mam nadzieję, że się w tym roku jeszcze zobaczymy pałko :*
<3
Druga dedykacja wędruje do naszej najdroższej i najcenniejszej Eleonory Malfoy. Za miłe, motywujące do działania słowa. Za świetne notki na Twoim blogu.( Wreszcie Freddie!!! Dziękuję!!!) Za to, że czytasz przygody Anastasii :D. Mam nadzieję, że wiesz, iż bez Ciebie tego bloga by nie było. Pozdrawiam i życzę weny
Druga dedykacja wędruje do naszej najdroższej i najcenniejszej Eleonory Malfoy. Za miłe, motywujące do działania słowa. Za świetne notki na Twoim blogu.( Wreszcie Freddie!!! Dziękuję!!!) Za to, że czytasz przygody Anastasii :D. Mam nadzieję, że wiesz, iż bez Ciebie tego bloga by nie było. Pozdrawiam i życzę weny
<3
Blog Nory
Blog Nory
:D
No niestety będziemy się musiały zobaczyć (bul, rzal, smóteg) nie złamiesz mnie, jeszcze nie teraz. Czekam na dalsze części, o czym wiesz chyba za dobrze. Uwaga ciesz się DOBRA ROBOTA! :p
OdpowiedzUsuńŁoooooooooo!!!!
UsuńCzekaj cały czas jestem w szoku :D
Nadal mi nie przeszło:)
Okaa, już w miarę :))
Jezuuu! Dziękuję Ci mój beduszniku <3
Wiem,że czekasz z zapartym tchem na to co napiszę :*
Nie masz pojęcia jak się cieszę, że przeczytałaś to i skomentowałaś i wgl
WOW
No, wow. Jestem prawie tak podekscytowana jak ty. O nie zaczekaj. Moja bezduszność mi na to nie pozwala. :p
UsuńA i cieszę się, że się cieszysz ;)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńPodsumowując (bo pisałam kom pod każdym rozdziałem) bardzo fajnie piszesz, a fabuła mega wciąga. miło się czyta, mimo że ja dostaje oczopląsu od tego układu yekstu, więc może spróbuj to zmienić.
OdpowiedzUsuńA tak poza tym to super genilanie czekam na więcej<3
~Kate
http://fremioneczytowogolemozliwe.blogspot.com/
Przepraszam, że odpisuję Ci dopiero pod tym komentarzem ale jest troszeczkę bardzo późno gdy to piszę ( W sumie to już wcześnie xd [nawet jeśli blogger poda inną godzinę to jest prawie czwarta]):D
UsuńDziękuję Ci z całego serca za Twoje słowa :)
Cieszę się, że Ci się podoba :))
Słysząc taką pochwałę ze strony takiej blogerki jak Ty, to dopiero coś :D
Mam nadzieję, że zostaniesz u mnie :*
Pozdrawiam <3
No hejka :D Już jestem :D
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że piszę dopiero teraz, ale przez prawie cały tydzień byłam poza domem.
Nie mogłam się doczekać ,gdy przeczytam i oczywiście się nie zawiodłam <3
Świetnie napisane: dużo humoru i romantyzmu <3 Kocham to <3
Kiedy George WRESZCIE zaprosi Ane na bal???????? Błagam! Nie katuj mnie już!!! Ja tu CZEKAM <3
Dziękuję za dedykację i życzę dużooooooo weny i CZEKAM <3
Buziaczki :*