"Can you hear my heart beating?
Can you hear that sound ?
Cause I can't help thinking
And i won't stop now
And then I looked up at the sun and I could see
Oh, the way that gravity pulls on you and me,
And then I looked up at the sky and saw the sun"
Następnego dnia obudziłam się bardzo wcześnie. Możliwe, że to dlatego iż byłam strasznie podniecona. Nie. Stop, to na pewno dlatego. Podniosłam się na jednym ramieniu. I spojrzałam za okno, był piękny wschód słońca. Spojrzałam na niego i pomyślałam, że następnym razem będę go oglądać z tak odległego miejsca. Ubrałam się w ciemne jeansy, biały podkoszulek oraz granatowo-bordową koszulę w kratkę i postanowiłam zejść na dół, zrobić śniadanie. Zrobiłam nasze ulubione kanapki z jajkiem oraz zaparzyłam herbatę. Oliver najwyraźniej poczuł zapach jedzenia, bo momentalnie się obudził i zszedł w piżamie na dół, do kuchni. - Witaj siostro! Jak samopoczucie ?- W sumie to nie wiedziałam co odpowiedzieć więc po prostu postawiłam mu kubek z "płynnym złotem" i talerz z jedzeniem pod nos. Sama nie byłam głodna więc usiadłam tylko z kubkiem herbaty i obserwowałam brata. - Co ?- Spytał w końcu. - Nie będziemy się widzieć przez pół roku, chcę się napatrzeć troszkę na brata. Będę tęsknić. - Odpowiedziałam. On wstał i podszedł do mnie. Uściskałam go z całych sił i on mnie również. Staliśmy tak dopóki nie usłyszeliśmy pohukiwania sowy. To Hope przyniosła mi Proroka Codziennego. Wzięłam gazetę po czym zamknęłam sowę w klatce by była gotowa do wyjazdu. W między czasie Ollie gdzieś się ulotnił. Dochodziła godzina 10:00. - OLIVER, TRZEBA JECHAĆ !!!- krzyknęłam na całe płuca. Wood zbiegł szybko po schodach. Wydawało się jakby był z czegoś zadowolony. Znałam go aż nad to dobrze, wiedziałam, że coś kombinował. Szybko zaniósł moje rzeczy do samochodu, którym mieliśmy dojechać na Kings Cross. Szybko wsiedliśmy do auta. Żadne z nas po drodze nie odezwało się ani słowem. Gdy przebiegliśmy przez barierkę między peronem dziesiątym a dziewiątym Ollie objął mnie w swym braterskim uścisku. - Hej, Ana pamiętaj, żebyś nie dała się podpuszczać Ślizgonom. Będę Ci regularnie wysyłał galeony. Pisz do mnie często i nie zapomnij, że Cię kocham oraz, że bezgranicznie możesz ufać bliźniakom. Możesz się do nich zwrócić z każdym problemem, cokolwiek by to nie było Anastasio. Znajdziesz w nich przyjaciół tak jak we mnie. Obiecuję - powiedział i jeszcze mocniej mnie ścisnął - A teraz spadaj bo Ci pociąg odjedzie - dodał, ale nie chciałam go puścić. Dopiero teraz poczułam strach przed tym co będzie. Ostatecznie jednak wypuściłam brata z objęć i ruszyłam ku pociągowi. Biorąc pod uwagę, że byłam dość wcześnie, to udało mi się znaleźć wolny przedział. Nie znałam w pociągu nikogo więc wolałam usiąść na wszelki wypadek sama. Już po chwili nie byłam jedyna w przedziale. Dołączyły do mnie dwa identyczne rudzielce. W wakacje odwiedzili nas jeszcze kilka razy. Zawsze gdy przebywaliśmy w jednym pomieszczeniu kryłam twarz we włosach. Dziś postąpiłam tak samo. Gdy pociąg ruszył wszyscy machali swoim bliskim a ja tylko skinęłam twierdząco głową do Olivera. Niech się nie martwi. Przez pierwszą godzinę nie odezwałam się ani słowem i siedziałam z głową spuszczoną w dół, obserwując swoje trampki. W pewnym momencie Fred wyszedł z przedziału pod pretekstem zakupienia fasolek wszystkich smaków u starej czarownicy. Z za włosów zobaczyłam, że George też wstaje lecz ten nie wyszedł. Starszy bliźniak przykucnął obok mnie, uniósł lekko mą głowę do góry tak, że nasze twarze były teraz na jednej wysokości. Swą dłonią odgarnął mi włosy z twarzy tak by mógł spojrzeć mi w oczy. - Dlaczego się nas boisz ?- spytał Weasley nie przestając przewiercać mnie spojrzeniem. - J-Jaa- nie wiedziałam co powiedzieć, moje policzki pokrywał szkarłat podobny do tego na krawatach Gryfonów. Nagle pociąg gwałtownie zatrzymał się a ja wpadłam na George'a. Oboje leżeliśmy teraz na ziemi. W sumie to nie, ja leżałam na George'u. Szybko podniosłam się i podałam dłoń by pomóc wstać chłopakowi, lecz on delikatnie ją ujął i wstając ucałował jej grzbiet. Poczułam jak w pomieszczeniu robi się zimno. Każdy wasz oddech zmieniał się w parę. Przestraszona nie wiedziałam co się dzieję, ale najwyraźniej George wiedział doskonale. Bo objął mnie delikatnie i mruknął tylko - Nie no... Bez jaj...Znowu ?- Gdy tylko zobaczyłam chudą, pozieleniałą rękę wystającą z rękawa czarnej peleryny wiedziałam co się święci. Czułam,że powoli tracę przytomność, słaba opadałam w niebyt.
Can you hear that sound ?
Cause I can't help thinking
And i won't stop now
And then I looked up at the sun and I could see
Oh, the way that gravity pulls on you and me,
And then I looked up at the sky and saw the sun"
Następnego dnia obudziłam się bardzo wcześnie. Możliwe, że to dlatego iż byłam strasznie podniecona. Nie. Stop, to na pewno dlatego. Podniosłam się na jednym ramieniu. I spojrzałam za okno, był piękny wschód słońca. Spojrzałam na niego i pomyślałam, że następnym razem będę go oglądać z tak odległego miejsca. Ubrałam się w ciemne jeansy, biały podkoszulek oraz granatowo-bordową koszulę w kratkę i postanowiłam zejść na dół, zrobić śniadanie. Zrobiłam nasze ulubione kanapki z jajkiem oraz zaparzyłam herbatę. Oliver najwyraźniej poczuł zapach jedzenia, bo momentalnie się obudził i zszedł w piżamie na dół, do kuchni. - Witaj siostro! Jak samopoczucie ?- W sumie to nie wiedziałam co odpowiedzieć więc po prostu postawiłam mu kubek z "płynnym złotem" i talerz z jedzeniem pod nos. Sama nie byłam głodna więc usiadłam tylko z kubkiem herbaty i obserwowałam brata. - Co ?- Spytał w końcu. - Nie będziemy się widzieć przez pół roku, chcę się napatrzeć troszkę na brata. Będę tęsknić. - Odpowiedziałam. On wstał i podszedł do mnie. Uściskałam go z całych sił i on mnie również. Staliśmy tak dopóki nie usłyszeliśmy pohukiwania sowy. To Hope przyniosła mi Proroka Codziennego. Wzięłam gazetę po czym zamknęłam sowę w klatce by była gotowa do wyjazdu. W między czasie Ollie gdzieś się ulotnił. Dochodziła godzina 10:00. - OLIVER, TRZEBA JECHAĆ !!!- krzyknęłam na całe płuca. Wood zbiegł szybko po schodach. Wydawało się jakby był z czegoś zadowolony. Znałam go aż nad to dobrze, wiedziałam, że coś kombinował. Szybko zaniósł moje rzeczy do samochodu, którym mieliśmy dojechać na Kings Cross. Szybko wsiedliśmy do auta. Żadne z nas po drodze nie odezwało się ani słowem. Gdy przebiegliśmy przez barierkę między peronem dziesiątym a dziewiątym Ollie objął mnie w swym braterskim uścisku. - Hej, Ana pamiętaj, żebyś nie dała się podpuszczać Ślizgonom. Będę Ci regularnie wysyłał galeony. Pisz do mnie często i nie zapomnij, że Cię kocham oraz, że bezgranicznie możesz ufać bliźniakom. Możesz się do nich zwrócić z każdym problemem, cokolwiek by to nie było Anastasio. Znajdziesz w nich przyjaciół tak jak we mnie. Obiecuję - powiedział i jeszcze mocniej mnie ścisnął - A teraz spadaj bo Ci pociąg odjedzie - dodał, ale nie chciałam go puścić. Dopiero teraz poczułam strach przed tym co będzie. Ostatecznie jednak wypuściłam brata z objęć i ruszyłam ku pociągowi. Biorąc pod uwagę, że byłam dość wcześnie, to udało mi się znaleźć wolny przedział. Nie znałam w pociągu nikogo więc wolałam usiąść na wszelki wypadek sama. Już po chwili nie byłam jedyna w przedziale. Dołączyły do mnie dwa identyczne rudzielce. W wakacje odwiedzili nas jeszcze kilka razy. Zawsze gdy przebywaliśmy w jednym pomieszczeniu kryłam twarz we włosach. Dziś postąpiłam tak samo. Gdy pociąg ruszył wszyscy machali swoim bliskim a ja tylko skinęłam twierdząco głową do Olivera. Niech się nie martwi. Przez pierwszą godzinę nie odezwałam się ani słowem i siedziałam z głową spuszczoną w dół, obserwując swoje trampki. W pewnym momencie Fred wyszedł z przedziału pod pretekstem zakupienia fasolek wszystkich smaków u starej czarownicy. Z za włosów zobaczyłam, że George też wstaje lecz ten nie wyszedł. Starszy bliźniak przykucnął obok mnie, uniósł lekko mą głowę do góry tak, że nasze twarze były teraz na jednej wysokości. Swą dłonią odgarnął mi włosy z twarzy tak by mógł spojrzeć mi w oczy. - Dlaczego się nas boisz ?- spytał Weasley nie przestając przewiercać mnie spojrzeniem. - J-Jaa- nie wiedziałam co powiedzieć, moje policzki pokrywał szkarłat podobny do tego na krawatach Gryfonów. Nagle pociąg gwałtownie zatrzymał się a ja wpadłam na George'a. Oboje leżeliśmy teraz na ziemi. W sumie to nie, ja leżałam na George'u. Szybko podniosłam się i podałam dłoń by pomóc wstać chłopakowi, lecz on delikatnie ją ujął i wstając ucałował jej grzbiet. Poczułam jak w pomieszczeniu robi się zimno. Każdy wasz oddech zmieniał się w parę. Przestraszona nie wiedziałam co się dzieję, ale najwyraźniej George wiedział doskonale. Bo objął mnie delikatnie i mruknął tylko - Nie no... Bez jaj...Znowu ?- Gdy tylko zobaczyłam chudą, pozieleniałą rękę wystającą z rękawa czarnej peleryny wiedziałam co się święci. Czułam,że powoli tracę przytomność, słaba opadałam w niebyt.
Ciemność...
Gdy się obudziłam leżałam wzdłuż siedzeń, z głową położoną na kolanach starszego bliźniaka, który delikatnie gładził mnie po włosach. Powoli otworzyłam oczy a on momentalnie odsunął od nich dłoń i patrzył na mnie smutno. - Przepraszam mała, nie mogłem się powstrzymać. Są takie błyszczące i miękkie- powiedział. Chciałam się podnieść ale zakręciło mi się w głowie i ponownie się położyłam. - Nie masz za co przepraszać. Natomiast ja mam za co dziękować. Gdyby nie ty ponownie mogło by się dla mnie sytuacja skończyć źle... mój bohaterze- powiedziałam a on się delikatnie zaczerwienił. W sumie to ja też, no ale to wiadomo. - Wysłałem Freda po czekoladę, to Ci pomoże - Wymruczał tylko w odpowiedzi a ja delikatnie podciągnęłam się na rękach i przytuliłam go ze wszystkich sił ( czyli lekko bo byłam wyczerpana). Rudzielec chyba nie spodziewał się takiej reakcji więc dopiero po sekundzie oddał uścisk. Powoli usiadłam ale głowę położyłam na jego ramieniu. W tym czasie do przedziału wparował Fred. Podał czekoladę bratu a ten połamał ją i dał mi duży kawałek. Zjadłam go i podziękowałam. Teraz gdy oprzytomniałam poczułam okropny ból na boku. Syknęłam a chłopcy to zauważyli i spojrzeli na mnie pytająco. Opowiedziałam im historię o tym jak gdy byłam młodsza zaatakował mnie jeden ze strażników z Azkabanu. Gdy skończyłam mówić uniosłam bluzkę w miejscu gdzie znajdowała się blizna. -Na Merlina- powiedział George i przysunął się bliżej by spojrzeć na nią lepiej. - To ona tak zabolała , prawda ?- spytał a ja pokiwałam głową. Chłopak wstał i wyszukał w kufrze jakiś słoiczek. Spojrzał mi w oczy i spytał - Mogę ?- Pokiwałam głową a on odkręcił pudełeczko. Patrzył mi w oczy abym była pewniejsza. Nabrał trochę maści na palec prawej ręki a lewą położył na mojej dłoni. Nadal nie odrywał swych oczu od moich i delikatnie dotknął maścią blizny. Poczułam przerażający ból lecz nie chciałam dać tego po sobie znać. Starszy bliźniak najwyraźniej jednak dostrzegł ból w moich oczach, bo ścisnął mocniej mą dłoń. George starał się delikatnie wmasowywać substancje w mój bok. Gdy skończył wsmarowywać we mnie maść i opuścił moją bluzkę nadal nie puścił mojej dłoni . - Spokojnie mała. Za chwilę poczujesz ulgę.- Rzeczywiście zaczynałam czuć ulgę ale nie fizyczną tylko jakby w sercu. Jego czuły głos, ciepłe oczy i delikatny dotyk sprawiały, że moje małe serduszko biło szybciej. Mimo wszystko z oczu popłynęły mi łzy bólu. George usadził mnie sobie na kolanach i objął jakbym była niemowlęciem. Dłonią otarł łzy z moich policzków. - Jeszcze chwila , wytrzymasz.- Tak jak wtedy gdy zemdlałam zaczął głaskać mnie po włosach...
Przenieśmy się na chwilę do głowy młodszego bliźniaka:
Pierwszy raz widzę żaby mój brat tak się zachowywał wobec jakiejś dziewczyny. Już dawno podejrzewałem, że mój brat się zakochał. Domyślałem się nawet, że była to miłość od pierwszego wejrzenia i że obiektem westchnień Georga był ten uroczy maluch. Miło się na to patrzy. Po cichu tak, że nawet nie zauważyli wstałem, wyszedłem i ruszyłem w kierunku przedziału Lee Jordana...
A teraz chwileczka w głowie Georga...
Na brodę Merlina. Sprawiłem jej ból. Z pięknych brązowych oczu Anastasii popłynęły łzy miał nadzieję, że szybko jej ulży bo nie był w stanie patrzeć na jej ból. Obejmowałem ją delikatnie jakbym bał się, że jest z kruchej porcelany i zaraz się potłucze. Sam nie mógł w to uwierzyć ale najwyraźniej on, George Weasley, jeden z największych kawalarzy Hogwartu. Ale ona była taka piękna. Najwyraźniej o tym nie wiedziała. Jej miękkie włosy i oczy zapewniające o tym, że nikogo tak bardzo nie pragnęła widzieć. Była idealnego wzrostu. Gdy stała przy nim jej głowa była idealnie na wysokości jego serca. Tak uroczo się rumieni. Boże, wpadłem po uszy. Ale powoli. Zdobędę ją , ale wszystko małymi kroczkami.
Wracając do naszej kochanej Anastasii...
Mimo bólu czułam się dobrze. Mimo to, że obejmował mnie znany zaledwie od miesiąca człowiek czułam się na miejscu. To ciepło, które od niego płynęło i to, że jej pomógł. I jak mnie dotykał, tak delikatnie. Robił to niepewnie jakby się bał, że ją skrzywdzi. Był wspaniały. Tymczasem ból w boku mijał a ja powoli opadałam w ciemność. W jego ramionach. Słyszałam bicie jego serca i czułam, że ten dźwięk zapadnie w mojej pamięci jako ten jeden, jedyny, kojący, utęskniony i potrzebny do życia dźwięk.....
Poczułam jak ktoś delikatnie potrząsa mną. Otwarłam oczy i ujrzałam nad sobą uśmiechniętą twarz Georga.- Wstawaj malutka. Za chwilę Hogwart, więc musisz założyć szkolne szaty - Powiedział i pomógł mi się podnieść. Lekko zakręciło mi się w głowie, lecz George trzymał mnie za ramię, więc utrzymałam równowagę. Fred podał mi moją szatę a jego brat kazał mi unieść ręce to góry i zamknąć oczy. Posłuchałam po czym Starszy Weasley puścił mnie lecz po chwili znów poczułam ręce na moich ramionach. W tej chwili George zaczął mnie łaskotać a Fred trzymał mnie tak za ręce tak bym nie mogła się bronić. Gdy wreszcie przestali George powiedział - No wreszcie usłyszałem twój śmiech mała. Bałem się, że z tymi łaskotkami to nie wyjdzie - Chłopcy śmiali się do rozpuku a ja patrzyłam na nich i pomyślałam " Ollie miał co do nich rację" .
Podczas uczty powitalnej bliźniacy zrobili mi miejsce między sobą. Ten gest bardzo mnie wzruszył. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha i zaczęłam rozmowę z nimi. Ludzie patrzyli się na mnie dziwnie, ale miałam to gdzieś. Moje zainteresowanie kierowałam na Freda, George'a i ich młodszą siostrę, siedzącą naprzeciw mnie. Dobrze mi się z nią rozmawia. Czuję, że się zaprzyjaźnimy. Dyrektor ogłosił, że w tym roku odbędzie się turniej trójmagiczny lecz można się zgłosić jedynie jeśli ukończyło się siedemnaście lat. To ostatnie bardzo oburzyło moich kompanów. Po uczcie nie bardzo wiedziałam gdzie mam iść, gdy nagle poczułam jak ktoś łapie mnie w pasie i przerzuca sobie przez ramie.- George! Umiem iść sama- krzyknęłam między kolejnymi atakami śmiechu. Gdy wreszcie postawił mnie na nogach staliśmy przed portretem otyłej kobiety w różowej sukni. George podał hasło po czym razem weszliśmy do środka. Dowiedziałam się, że będę spać w sypialni razem z Ginny.
Gdy siedziałam na swoim łóżku i rozpakowywałam się ujrzałam w kufrze dość sporą paczkę. To Ollie musiał ją podrzucić wtedy gdy wrócił taki zadowolony z siebie. Powoli otwarłam ją a w środku były najróżniejsze przedmioty. Na samej górze znalazłam dwie ramki z naszymi ulubionymi wspólnymi zdjęciami. Pod spodem była jego bluza, którą lubiłam nosić w domu gdy było mi smutno (on bardzo nie lubił gdy to robiłam) . Pod spodem była książka, którą czytał mi gdy byłam mała i mięciutki miś, którego wtedy tuliłam. Na samym dnie spoczywała bransoletka pleciona niegdyś przez Olivera. Pled ten był bardzo trudny i Ollie długo się go uczył a na koniec i tak udało się mu zrobić tylko tą jedną sztukę. To dzieło sztuki od razu włożyłam na rękę, tuż obok tej bransoletki od taty Wiedziałam, że tej nocy nie będę mogła spać więc zeszłam do pokoju wspólnego , usiadłam na wysłużonej sofie i myślałam tuląc do siebie misia i patrząc na jedno ze zdjęć. Usłyszałam kroki. Ktoś schodził po schodach ale nie zwróciłam na to większej uwagi, to mógł być każdy. Dopiero gdy poczułam jego dłoń na ramieniu odwróciłam się. - Dlaczego nie śpisz mała ? - zapytał George i usiadł obok mnie a ja oparłam się o jego tors. Chłopak otoczył mnie ramionami i spojrzał na zdjęcie potem na misia, po czym pocałował mnie w czoło. Tak mały gest a tak wiele może znaczyć. I słyszałam ten kojący dźwięk, mocne, miarowe bicie jego serca Siedzieliśmy tak całą noc. Czułam się przy nim bezpiecznie. Po raz pierwszy od śmierci rodziców poczułam się jak w domu
<3
.....................................................................
Kolejny rozdział :) Wydaję mi się, że jest dłuższy od poprzednich i taki, jakiś bardziej ogarnięty. Mi się całkiem podoba, a wam ? Poproszę opinie w komentarzach :D Notkę dedykuję ponownie Eleonorze Malfoy :* Robię tak dlatego, że to jej komentarz zmotywował mnie do napisania tej notki szybciej i dłuższej. Dziękuję kochana :D . Pozdrawiam Cię serdecznie <3
Jestem już po lekturze i... nie mogę się szczerzyć do ekranu :*
OdpowiedzUsuńRozdział boski, pełen romantyzmu, momentami śmieszny ale również z odrobiną grozy :D To kocham :*
Mam nadzieje, że George zaprosi Ane na bal ;)
Jeszcze raz dziękuję i czekam na kolejny rozdział :*
Cieszę się, że Ci się podoba moja droga :D
UsuńMiło mi się czyta Twoje komentarze :)
Wiedz, że twoje słowa sprawiają mi wielką radość <3
Dziękuję Ci z całego serca :*
Pozdrawiam :))
O DZIZAS PALIPATACJE SERCA PALPITACJE Z TEJ SŁDKOSĆI OMG JAKIE TO CUDNE<33333
OdpowiedzUsuńVICA LEĆ PO DEFIBLYRATOR ZARAZ CI CZYTELNICZKA NA ZAWAŁ ZEJDZIE
~KATE
http://fremioneczytowogolemozliwe.blogspot.com/