wtorek, 9 sierpnia 2016

Rozdział 5 ...Czułam ten piękny zapach, jego zapach...

"You caused my heart to  bleed and
You still owe me a reason
Cause I can't figure out why...
Oh,you can't hear me cry
See my dreams all die
From where you're standing
On your own.
It's so quiet here
And I feel so cold
This house no longer
Feels lïke home. "

 Od tamtego wydarzenia minęły dwa miesiące podczas, których nic ciekawego się nie działo. Nie rozmawiałam z nikim. Czasem tylko wymieniłam kilka zdań z Ginny, która okazała się być naprawdę dobrą przyjaciółką. Była dla mnie oparciem. Dwa dni temu Harry został wylosowany do Turnieju. Martwię się o niego, szczególnie, że został z tym wszystkim sam bo nikt mu nie wierzy, iż nie wrzucił tego przeklętego pergaminu do Czary Ognia. Współczułam mu ale nie mogłam nic na to poradzić. Moje życie w tym czasie wyglądało następująco - Wstaję. Myję się. Zajęcia. Nauka i Zadania. Myję się. Kładę się do łóżka.Dzięki temu, że z nikim nie rozmawiałam miałam okazję by się im trochę przyjrzeć. Tak odkryłam, że mojej współlokatorce podoba się Harry. Spostrzegłam to podczas uczty z okazji Dnia Duchów, a także to, że Wiktor Krum co chwilę zerkał na Hermionę. Starałam się z całych sił unikać bliźniaków. Nie chciałam by doszło do konfrontacji. Bałam się, że gdyby do niej doszło nie udało by mi się utrzymać długo wypracowywanej maski pokerzysty. Nie chodziłam na posiłki aby do tego nie doszło. I tak nie miałam apetytu, więc jeśli coś jadłam to tylko datego, że Ginny mnie zmuszała w dormitorium. Po tym jak nie przyszłam w umówione miejsce na spotkanie z Georgem, rudzielec chciał do mnie zagadać, ale zanim podszedł odbiegłam jak najdalej.

Tak więc nadszedł czwarty listopada, piątek. Byłam już po zajęciach i siedziałam w moim ulubionym miejscu na błoniach. Przyglądałam się gładkiej tafli jeziora. Bardzo lubiłam ten widok. Ten widok uspokajał mnie i patrząc na niego najłatwiej było mi się skupić. Nagle ktoś podbiegł, chwycił mnie za nadgarstki tak abym nie mogła zadać ciosu. Próbowałam się wyrwać bo mimo to, iż nie widziałam przeciwnika byłam pewna, że to osoba, którą najmniej teraz pragnę widzieć. W tej chwili zostałam obrócona tak bym mogła zobaczyć jego twarz. - Fred, co ty na brodę Merlina wyprawiasz ?!?!? Puść mnie w tej chwili ! - Rudzielec nie posłuchał - Najpierw posłuchasz co mam do powiedzenia. Nie wiem co Ci się stało o wolałbym poszerzyć mój zakres wiedzy o tą drobną informację. Martwię się o Ciebie. Gdy tylko widzisz George'a i mnie uciekasz. Co Ci jest ? -  Spytał a ja odpowiedziałam tylko -  Nie musisz sobie zawracać głowy ani mieć wyrzutów sumienia. Nic mi nie zrobiłeś. A teraz czy możesz mnie łaskawie puścić ? - Chłopak pokręcił głową w geście zaprzeczenia. - Nie muszę mieć wyrzutów sumienia tak ? Więc chodzi o mojego brata, tak ? Pogadaj z nim, on z Tobą by chciał. - Nie no bez jaj. Wolałabym w obecnej chwili zakolegować się z Trelowney. Byłam tak wściekła, że nie wytrzymałam. Z moich oczu popłynęły łzy a ja krzyknęłam - NIE BĘDĘ GADAĆ Z TYM CHOLERNYM IDIOTĄ !!!! DOTARŁO ?!?!?!- Zobaczyłam mroczki przed oczami. Powoli się osuwałam. Poczułam tylko jak Fred bierze mnie na ręce i niesie w kierunku zamku. Dalej była już tylko ciemność.

Obejrzyjmy to samo zdarzenie z perspektywy Freddie'ego.

Była wychudzona, blada i wiecznie smutna. Siedziała sama niedaleko stawu i gapiła się na niego jak gdyby pierwszy raz w życiu go widziała .Podszedłem najciszej jak tylko potrafiłem i złapałem Anę za nadgarstki. Zaczęła się szarpać ale odwróciłem ją twarzą w moją stronę. Krzyczała, że mam ją puścić ale byłem nieugięty. Wymusiłem, na niej posłuszeństwo mówiąc, że jak mnie nie wysłucha to nie puszczę jej nadgarstków. Dowiedziałem się, że nie jestem przyczyną jej smutku ale nie dało mi to ulgi. To znaczyło,że mój brat okazał się być palantem, który skrzywdził naszą przyjaciółkę. Gdy poradziłem jej aby porozmawiała z Georgem zaczęła krzyczeć, Jednak bardziej zdziwił mnie fakt, że im bardziej ona się wściekała tym większe fale pojawiały się na jeszcze chwilę temu gładkiej tafli jeziora. Gdy skończyła krzyczeć zatoczyła się i upadłaby gdybym jej nie podtrzymał. Zemdlała a w tym samym czasie woda za nią się uspokoiła. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do skrzydła, zastanawiając się tylko, co ten kretyn, mój brat jej zrobił. Przecież myślałem, że ta młoda mu się podoba. Muszę spytać Ginny. Chyba będę musiał ją zaszantażować.
Ginny po godzinie szantażowania pękła i wygadała mi się, że Anastasia widziała jak ten matoł nasz brat się z kimś całował. A wcześniej prosił ją jeszcze o spotkanie co dodatkowo pogłębiło żal młodej. Ginny opowiedziała mi że Ana prawie nic nie jadła, z nikim nie rozmawiała ani nie robiła nic co mogło by jej sprawić jakąś radość. Siostra też się martwiła o Wood'ównę. Po tym jak Anastasia powiedziała Gin, że podoba jej się George a potem ten wypadek się wydarzył, dziewczyny się zaprzyjaźniły. Muszę sobie najwyraźniej porozmawiać z braciszkiem.

Wracajmy jednak do pokrzywdzonej Any.

"Be my mirror, my sword and shield
My missionaries in a foreign field
For some reason I can't explain
Once you'd gone there was never
Never an honest word
And that was when I ruled the world"

Znowu czułam ten okropny ból w sercu, oglądałam wielokrotnie scenę, która doprowadzała mnie do rozpaczy. Łzy leciały mi z oczu ale nie mogłam się wyrwać. Czułam ten znajomy zapach obok siebie jednocześnie widząc go oddalonego ode mnie całującego się z inną. Nie mogłam już wytrzymać. W tym momencie coś mną szarpnęło i poczułam chłód i zapach szkolnego szpitala.Zadrżałam z zimna. Ktoś okrył mnie lepiej kołdrą i przyniósł dodatkowy koc po czym chwycił mnie za rękę. Powoli zaczęłam otwierać otwierać oczy. Gdy zobaczyłam kto trzyma mnie za rękę chciałam ją wyrwać ale byłam zbyt słaba. - George...-  zaczęłam słabym głosem -  Ciiii... Malutka, proszę nie mów nic, to Cię osłabia. Pozwól, że teraz ja coś powiem... i proszę wysłuchaj. Później jeśli zechcesz odejdę. Stracę Cię...-  Postanowiłam go wysłuchać, był taki smutny. Chciałam go mimo wszystko wesprzeć. - Ginny wygadała się Fredowi... o tym co widziałaś. Gdy tylko dowiedziałem się, że to moja wina... ja... ja . Miałem wcześniej ochotę zabić osobę, która Cię skrzywdziła... a to moja wina. - W tym momencie po jego policzku spłynęła pojedyncza łza. Jedyne co mogłam w tym momencie zrobić to wzmocnić uścisk dłoni, by dodać mu otuchy. - Wtedy, we wrześniu... Katy jest moją byłą. My zerwaliśmy w sierpniu, ona się zmieniła, stała się zimna... Bell myślała, że jeśli zmusi mnie do pocałunku znów będziemy razem. I... i... Anastasio, ja Cię tak bardzo przepraszam. Błagam wybacz mi. Chciałem abyś się cały czas śmiała a... a sprawiłem, że wypłakiwałaś sobie oczy, i.. i teraz leżysz tutaj. Jeśli nie chcesz mnie widzieć to zrozumiem... - Mówiąc to wstał. Ja podczas jego przemowy, również zaczęłam płakać. Chłopak zaczął kierować się do wyjścia. Wstałam mimo iż byłam słaba. Podeszłam do niego - Georgie... To ja powinnam przeprosić Ciebie. Nie powinnam się od Ciebie odwracać. Ja...- W tym momencie się zatoczyłam, ale George szybko złapał mnie, i zaniósł do łóżka. Czułam ten piękny zapach, jego zapach. Rudzielec położył mnie w łóżku i okrył dokładnie. Coraz bardziej płakałam. To nieporozumienie było moją winą. Chłopak gładził moją dłoń jedną ręką a drugą ocierał łzy z moich polików. - Ciiiii... Spokojnie, już wszystko dobrze. Nie płacz mała. - Mówił do mnie kojącym głosem. Chcąc by usiadł obok mnie zamiast na krześle, posunęłam się na bok by zrobić mu miejsce. Chciałam by był jak najbliżej mnie. Tak bardzo mi go brakowało. George szybko spełnił moją prośbę i przykrył nas oboje. Oparłam głowę na jego torsie. - Przez ten tydzień, gdy tu leżałaś, wypruwałem sobie żyły. Tak się bałem..- O w mordę, nie wiedziałam, że aż tyle tu leżałam. Nie chcąc by wracał do tematu, który go zasmucał poprosiłam-  Opowiedz proszę co się ostatnio działo w szkolę. Pogadajmy o czymś wesoły. Tyle czasu nie rozmawialiśmy, więc chociaż niech rozmowa będzie wesoła. Dość mam smutku. - Mój towarzysz pokiwał głową  i zaczął opowiadać - Harry wygrał pierwsze zadanie. Był najlepszy. I jak podleciał po to jajo...- Chłopak opowiadał mi o wszystkim. Mnie jednak najbardziej interesowało to, że jest tutaj przy mnie, nic innego. Może mam jeszcze u niego jakąś szansę...

Ze szpitala wypisano mnie trzy dni później. Codziennie odwiedzali mnie znajomi. Ginny przesiadywała tu bardzo długo i opowiadała o wszystkim i o niczym. Harry przyszedł z Hermioną. Powiedzieli mi, że Hermiona przepisała dla mnie wszystkie notatki, więc będę miała mniej nadrabiania. Raz nawet przyszedł Ron. Codziennie Przychodzili bliźniacy by mnie rozśmieszać. Podziękowałam młodszemu z nich za pomoc i przeprosiłam, że tak na niego nakrzyczałam. Opowiadali kawały i pokazywali różne śmieszne miny. Fred zawsze wychodził wcześniej niż jego brat, który siedział ze mną tak długo aż nie wywaliła go pani Pomfrey. Gdy Poppy mnie wypisywała George czekał na mnie bym nie szła sama do pokoju wspólnego.

"I used to roll the dice
Feel the fear in my enemy's eyes
Listened as the crowd would sing
Now the old king is dead long live the king"


Popatrzmy na to oczami naszego ukochanego Georgie'ego

Podzczas gdy ja robiłem kawały, żartowałem i bawiłem się ona się głodziła w samotności. Nigdy sobie tego nie wybaczę. Muszę coś zrobić by pokazać Anie jak mi na niej zależy. Potrzebuję tylko dobrej okazji. Zaraz. Mogę sobie sam taką stworzyć. Który dzisiaj mamy? Hmmm... Chyba czternasty.O w mordę, mam dziewięć dni na stworzenie sytuacji idealnej. Uda mi się? Komu jak komu ale bliźniakom Weasley nie takie rzeczy się udawały. W tym momencie przypomniałem sobie nasze niepowodzenie gdy chcieliśmy zanieść Harry'emu muszlę klozetową. Mimowolnie parsknąłem śmiechem. Anastasia, która szła obok mnie spytała - Z czego tak brechtasz rudzielcu?- Patrzyła na mnie z zaciekawieniem tymi swoimi brązowymi oczętami. Tak mi ich brakowało... - Przypomniałem sobie coś co kiedyś zrobiliśmy z Fredem - Opowiedziałem więc jej tą i kilka innych historii z naszego trzeciego roku w Hogwarcie. Na koniec gdy ona już nie powstrzymywała śmiechu byliśmy pod obrazem. Staliśmy tam chwilę po czym spytałem - No mała, powiesz wreszcie to hasło - Ona spojrzała na mnie jak na głupiego -George tylko mi nie mów, że go nie znasz. Domyśl się, że przecież ja nie mogę, nie było mnie półtorej tygodnia tępaku -  wyglądała na zdenerwowaną ale tak słodko. Pstryknąłem Wood'ównę w nos, co dodatkowo ją zirytowało. - Tylko nie tępaku, mała - zaśmiał się - Tylko nie mała, tępaku- odpowiedziała. - To czekamy - dodała. Dla rozluźnienia atmosfery zacząłem sobie nucić coś pod nosem. Ona tylko trzepnęła mnie swoją drobną dłonią w ramie. Spojrzałem na nią uważnie. Była strasznie wychudzona. Muszę dopilnować by zaczęła jeść. Choćbym miał ją siłą zmuszać. Inaczej Oliver mnie zabije. Ale czy chodzi tylko o to Georgie? Tak się zapatrzyłem w tego malucha, że nawet nie zauważyłem gdy przyszedł Seamus Finnigan i podał hasło. Pewnie stałbym tak dalej gdyby Ana nie ciągnęła mnie za rękę. Gdy weszliśmy do pokoju wspólnego Anastasia zaciągnęła mnie do foteli gdzie już siedzieli Fred, Ginny, Ron, Hermiona i Harry. Mój bliźniak opowiadał różne kawały, jak np. ten : Snape wchodzi do klasy i mówi: Kto uważa, że jest nienormalny niech wstanie - Pewien uczeń wstaje-Dlaczego wstałeś?-  A uczeń na to - Bo mi głupio, że pan tak sam stoi. Ron ze śmiechu tarzał się po podłodze. Usiedliśmy z Aną na tej samej sofie, co pierwszego września.

No to jeszcze na sekundkę wróćmy do Wood'ówny

Tak bardzo mi brakowało tego klimatu. To szczęście płynące ze wszystkich stron. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Bliźniacy żartowali. Harry opowiedział mi dokładnie o pierwszym zadaniu. Pokazał też złote jajo i otworzył je. Nigdy nie słyszałam niczego tak okropnego. Bardzo współczuję Potterowi. W sobotę Weasley'owie z Harrym i Hermioną planują wypad do Hogsmead. Może pójdę z nimi. Dowiedziałam się, że 25 grudnia odbędzie się bal Bożonarodzeniowy. Nie lubię takich imprez, zresztą i tak chyba nie będę miała z kim iść. Siedzielibyśmy tak jeszcze długo ale jutro zajęcia. Wszyscy się rozeszli. Zostaliśmy w trójkę: George, Ginny i ja. Dziewczyna patrzyła na nas  znacząco. Na moje policzki wkradł się rumieniec. Wstałam chcąc iść do dormitorium. Nie zaszłam jednak daleko bo po kilku krokach przytuliłam podłogę. Weasley'owie zamiast mi pomóc śmiali się jak głupi do sera. Chyba mam deja vu.


............................................................................
Powitać :D Wbiła nowa notka. Mam info. Postaram się dodawać dłuższe rozdziały zawsze we wtorki. Jeśli nie mogłabym tego zrobić to was poinformuję o tym w osobnym poście. Oprócz dłuższych notek czasami będę dodawać krótsze w inny dzień. Czasami tak po prostu mam ochotę coś dodać :D
 
Tę notkę dedykuję dwóm osobom. Jedną z nich jest nasza ukochana i wszystkim znana ( mam nadzieję bo jak nie to się zemszczę :P) Eleonora Malfoy. Mam nadzieję, że ponownie sprawiłam iż uśmiech pojawił się na twojej twarzy <3 . Bardzo Ci dziękuję i wiedz, że gdyby nie ty, ten rozdział by nie powstał. Jesteś najlepsza :*
 
Drugą osobą jest moja starsza siostra Karolina. Za to, że jest i, że pamięta iż ma młodszą siostrę <3
Chcę żebyś pamiętała, że jesteś dla mnie bardzo ważna :D Nie będę walić tu poematami ale zawsze pamiętaj : dwa słowa, dziewięć liter :*
 A... No tak... i powodzenia w piątek na egzaminie :)

Pozdrawiam obie te osoby. Jesteście wspaniałe :*

Blog Eleonory<3 <3 <3
Polecam !!! 



3 komentarze:

  1. No no, szacuneczek :D Nie przypominam sobie, abym czytała kiedykolwiek tak długi rozdział :D
    Chyba nie muszę pisać co teraz robię ;) - Tak, szczerzę się <3
    Bardzo podobała mi się scena przy jeziorze i (tajemnicza) siła Any :D Pogratulować pomysłu.
    Dobrze opisałaś wszystkie perspektywy bohaterów. Tak trzymaj <3
    Co do Kate - zły charakter musi być ;)
    Pozdrawiam i życzę bardzo dużo weny i czekam na kolejną notkę.
    Buziaki :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa Nora (mogę tak na Ciebie mówić?)
      Cieszę się, że czytając moje notki się uśmiechasz :D
      Również pozdrawiam i życzę duuuuużo weny :*

      Usuń
  2. No i cudnie<3
    ~Kate
    http://fremioneczytowogolemozliwe.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń