"Give me all your love now
'Cause for all we know
We might be dead by tomorrow
I can't go on wasting my time
Adding scars to my heart
'Cause all I hear is
"I'm not ready now"
Przez cały czas nie mogłam się doczekać soboty. Tak dawno nie widziałam Olivera a tak bardzo za nim tęskniłam, w końcu nie widzieliśmy się prawie trzy miesiące. Wstałam bardzo wcześnie i wzięłam długą kąpiel. Gdy ciemne jeansy i mięciutki, kremowy oraz dość luźny sweter. Do tego na stopy wciągnęłam trampki w kolorze mojego górnego okrycia. Zrobiłam delikatny makijaż i wyszłam z łazienki. Ginny już nie spała- WOW!!!-Ruda spojrzała na mnie wielkimi oczyma.- Wyglądasz... Jak dziewczyna, powinnaś częściej się tak ubierać.- powiedziała - O co Ci chodzi młoda, normalnie się ubrałam. - Powiedziałam ale i tak na moje pliczka wpłynęła czerwień - No weź nie zaprzeczaj starsza, w tym sweterku wyglądasz uuuuroooczoo -Zaśmiała się Gin specjalnie przeciągając sylaby. - No i w odróżnieniu od tych koszul ten sweterek idealnie pasuję zarówno do twojego wyglądu jak i do osobowości łagodnego baranka - Teraz to już byłam mega czerwona. Spuściłam głowę i w tym momencie mój wzrok padł na stojący przy łóżku budzik. - Na gacie Merlina, już ta godzina. - Szybko wzięłam torebkę z łóżka i wybiegłam z dormitorium ile sił w nogach, krzycząc - Muszę spadać Gin. -
Biegłam nie zważając na to kogo mijam. Na Merlina, Oliver mnie zabije. Mimo zmęczenia biegłam dalej, byłam już w Hogesmeade. Patrzyłam pod nogi żeby się nie wywrócić lecz po pewnym czasie przekonałam się, że to zły pomysł. Z impetem wpadłam na jakiegoś nastolatka zmierzającego w tym samym kierunku co ja. Pewnie ucałowałabym ziemię gdyby nie to, że obcy mnie powstrzymał. - Przepraszam Cię, powinnam bardziej uważać- Podniosłam głowę i aż zamarłam. Stałam twarzą w twarz z przystojnym blondynem, możliwe, że w moim wieku. Był naturalnie blady a jego oczy, no cóż miały nieokreśloną barwę. W jednym świetle były zielone, w drugim szare a w jeszcze innym brązowe. Był wysoki i nosił okulary. Wyglądał troszeczkę na kujona. Wszystkie razem cechy po zmieszaniu wyglądały świetnie. Mimo iż wiem, że nigdy wcześniej go nie spotkałam to wydawał mi się znajomy. Szczególnie te oczy...-Hej. Nic się nie stało. Jestem Mayush Rookwood, a Ty ? - Zaczął rozmowę -Anastasia Wood. Miło poznać, jeszcze raz przepraszam, że na Ciebie wpadłam. A teraz muszę lecieć. Inaczej zostanę zabita za spóźnienie. - Już chciałam biec gdy nowopoznany powiedział, że mnie odprowadzi. Zgodziłam się. Szliśmy dość szybko ale po drodze gadaliśmy. Mayush okazał się być całkiem fajnym materiałem na kumpla. Dowiedziałam się, że jest s Durmstrangu i przyjechał na Turniej. Miał siedemnaście lat więc już mógł brać w nim udział, ale jako iż się nie dostał to tego nie robił. - No jesteśmy na miejscu. Dzięki Mayuschu za to, że mnie odprowadziłeś.- Powiedziałam a on odparł - Nie ma za co dziękować młoda...- Po drodze zaczął tak na mnie mówić (jak wszyscy) - ... Mam nadzieję że jeszcze się zobaczymy. - Dokończył, pomachał mi i odszedł. Odmachałam mu i weszłam do pubu.
Przy ladzie stał Ollie i patrzył na mnie. Podbiegłam do niego i rzuciłam mu się na szyję. Brat szybko odwzajemnił mój gest chwycił mnie pod kolana zarzucił sobie na plecy i wyszedł z lokalu.- Dokąd siostrzyczka sobie życzy? - Spytał a ja wskazałam mu palcem na miodowe królestwo. - No siostra, kto to był? - Na początku nie ogarnęłam o ogo chodzi. -A no tak. Mayush Rookwood. Wpadłam na niego biegnąc do Ciebie. Chciał mnie odprowadzić więc się zgodziłam. - Odparłam bratu. - Jeśli chcesz zacząć mnie " uświadamiać" to daruj sobie - Powiedziałam bo zobaczyłam, że Wood już otwiera usta. Znam go i wiem kiedy i co zamierza powiedzieć. Gdy dotarliśmy do sklepu Ollie postawił mnie bym mogła wybrać to co potrzebuję. Gdy zapłaciliśmy chłopak poprowadził mnie znowu do Trzech Mioteł. Po drodze mijaliśmy sklep z szatami. Przystanęliśmy obok niego. - Wybrałaś już sobie sukienkę sukienkę na bal? - Spytał Oliver. - Nie i nie wybiorę, bo nie idę - Ollie spojrzał na mnie oczami wielkimi jak talerze -Postanowiłaś, że akurat dzisiaj sobie zażartować ze mnie ?- Zaprzeczyłam ruchem głowy. - I myślisz, że jestem na tyle głupi by uwierzyć, że nikt Cię nie zaprosił. Pewnie nie jeden to zrobił i nie jeden jeszcze zrobi. - Miał rację, po Mclaggenie było jeszcze kilku śmiałków. Każde zaproszenie kończyło się jednak tym samym. - Ale ja chcę iść z jedną konkretną osobą i jeśli ta osoba mnie nie zaprosi, to nie skorzystam z balu. - Wood pokiwał głową. Ollie uznał moją decyzję za coś dobrego - A powiesz mi może młoda, z kim Ty byś chciała iść na bal. Kto jest wybrankiem Twego serca co ?- Zaczerwieniłam się jak burak. Zawsze mówiłam mu wszystko ale czy to też powinnam? Raz kozie śmierć. - Z Georgem- Mruknęłam najciszej jak potrafiłam. Ale on usłyszał. Głupie gumowe ucho. - Z Weasleyem ? Nie no siostra bez żartów z bratem. Serio? Merlinie czy ty to widzisz ? Będę musiał pogadać z tym rudzielcem... - Chyba go pogięła do reszty - Nie. Sama musi mnie zaprosić jeśli będzie chciał. -przerwałam mu. Nie chciałam żeby to zaproszenie wyszło jakoś sztucznie. Jeżeli nie będzie chciał, to nie będę niszczyła George'owi imprezy.- Mam lepszy pomysł. Jeśli George Cię nie zaprosi to idź sama. Będziesz się świetnie bawić z Hermioną i Ginny. A ja nie będę musiał zmieniać pomysłu na prezent.- No tak po coś jednak tu stoimy. - A teraz młoda jeśli już doszliśmy do tego jakże okropnego momentu to złoże Ci życzenia. Mimo to że wiem iż tego nie lubisz- Zaczął je deklamować po czym włożył i w rękę średniej wielkości paczkę i list - To od ojca. Zostawił takich zestawów jedenaście. Do dwudziestego piątego roku życia. - Mówiąc to otwarł mi drzwi do sklepu.
Może mi się wydawało, ale żadna z tych sukni do mnie nie pasowała. Albo były zbyt eleganckie, albo jakieś takie straszne. Już chciałam wychodzić gdy zobaczyłam w kącie tą jedyną. Byłą idealna. Długość, materiał, krój, wykonanie i kolor, wszystko było idealne. Podeszłam do niej i dotknęłam materiału. - Przymierz - powiedział Ollie. Nie musiał dwa razy powtarzać. Poprosiłam sprzedawczynie o ściągnięcie jej z manekina . Kobieta podała mi ją i zaoferowała się by pomóc mi założyć to cudo. -Jestem Rosalie A Ty jak masz na imię kochaniutka? - Spytała gdy weszłyśmy do przebieralni. - Anastasia Wood, miło mi panią poznać- Odpowiedziałam z uśmiechem - Wood... Jesteś jakąś kuzynką Olivera? Z tego co wiem to Wood'owie poza nim dzieci nie mieli. - Powiedziała gdy poprawiała poły sukni. - Ma pani rację, nie mieli. Znaleźli mnie gdy miałam roczek i adoptowali. Od tamtego czasu wychowywali jak własną córkę- Kobieta popatrzyła na mnie - Z tego co widziałam gdy rozmawiałaś z bratem, to naprawdę im się to udało - Uśmiechnęła się i poszła po Olivera. Gdy ten wszedł do pomieszczenia nic nie powiedział tylko się gapił. - Gdybyś nie była moją siostrą, to bym Cię brał- Zaśmiał się palant jeden a ja strzeliłam facepalma. Dobraliśmy do sukni jeszcze buty i dodatki. Nawet ja stwierdziłam, że wyglądam ładnie. Gdy wychodziliśmy Rosalie poprosiła mnie żebym do niej jeszcze wpadła. Po zakupach poszliśmy jeszcze na kremowe piwo. Ogólnie te urodziny w porównaniu do reszty były całkiem fajne. - Przykro mi siostra ale jest już 16;00 i muszę się zbierać. Ty też powinnaś się już zbierać- Spojrzałam na niego jak na głupka. Przecież on doskonale wie, że mamy czas do osiemnastej na przebywanie w Hogesmeade. Pozbierałam swoje rzeczy i poczekałam aż Oliver założy płaszcz. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że w pośpiechu zapomniałam swojego. Kurde. Poppy będzie się ze mnie śmiać, że znowu ją odwiedzam. Wyszliśmy i skierowaliśmy kroki w stronę zamku. Zadziwiające było, że nie spotkałam nikogo z moich znajomych. Harry i Ron z Bliźniakami mieli szlaban ale gdzie są Ginny i Hermiona? Szliśmy w ciszy. Nie była to jednak krępująca cisza, po prostu oboje chcieliśmy pomyśleć.Gdy byliśmy pod bramom Oliver życzył mi powodzenia i przeteleportował się. Ręce mi się trzęsły. Na szczęście nie musiałam nieść toreb ze sklepów bo Ollie przeniósł je magicznie do mojego dormitorium. Szłam błoniami i coraz bardziej marzłam . Zamyśliłam si ę do tego stopnia, że nawet nie zauważyłam gdy podbiegł do mnie Malfoy i podłożył mi nogę. Dość solidnie zaryłam nadgarstkami w glebę. Draco zaśmiał się szyderczo a ja posłałam mu mordercze spojrzenie po czym podniosłam się i ruszyłam do celu. Z ręki która nie była zabandażowana ciekła mi krew. Znowu? Pomyślałam. Opatrzę to sama jak będę w sypialni. Obecnie dziwiły mnie dwie rzeczy, pierwsza to fakt, że prawdopodobnie jestem największą kaleką w szkole. Druga to, że nadal nikogo nie widziałam. -Unikają mnie czy jak?- Mruknęłam sama do siebie i szłam dalej. Weszłam do pokoju wspólnego i od razu w oczy rzucili mi się bliźniacy siedzący na kanapie. Podeszłam do nich - Mogę się dosiąść?- Spytałam. Chłopcy poklepali miejsce pomiędzy sobą. Usiadłam i przytuliłam się do swoich kolan. -hahahahahaahahahahah...- Zaśmiał się Fred a po chwili dołączył do niego George.- Jeśli można wiedzieć, z czego tak brechtacie?- Spytałam - Coś ty znowu zrobiła? Ile razy dziennie ktoś musi Cię zbierać z podłogi młoda?- Młodszy rudzielec odpowiedział pytaniem na pytanie. - Dla Twojej wiadomości, to Malfoy utrudnił mi drogę do zamku- Chłopak spojrzał na mnie wstał i powiedział - Dobra, ja się zmywam. A ty Gred idź po apteczkę dla naszej łamagi- Zaśmiał się rudzielec - Jasne Forge- Drugi również się zaśmiał po czym wstał i oboje wyszli z pomieszczenia. Siedziałam chwilę sama po czym wrócił Żorż. Usiadł obok mnie i położył czerwoną skrzynkę za swoimi plecami. - Pokaż mi te zadrapania- Powiedział starszy bliźniak a ja podałam mu lewą rękę. - Muszę to przemyć... - Wyciągnął jakąś buteleczkę. Myślałam, że to woda utleniona. Myliłam się. - Auć, skąd ty do diabła masz spirytus?- Spytałam, ale nie uzyskałam odpowiedzi na pytanie. Chłopak wziął jakiś wielki plaster i zakleił , piekielnie szczypało -Jesteś delikatny jak tępy topór. -Mruknęłam. - Nie obrażaj się. Gdybym robił to wolniej to byś się wyrwała. Nie bardzo mogłem być delikatny. -W sumie ma rację gdybym wyczuła, że to spirytus to by mnie nie dogonili - No dobra, niech Ci będzie. - Powiedziałam a on się do mnie uśmiechnął. Wyjął z kieszeni dwa pudełeczka. Fioletowe i zielone. - Zanim otworzysz te pudełka to coś powiem. Otóż po pierwsze, powinniśmy się wszyscy obrazić za to, że nie powiedziałaś nam kiedy masz urodziny. Po drugie, masz szczęście bo tego nie zrobiliśmy. Po trzecie, zacznij od fioletowego..- Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem- ... No weź, trochę zaufania. Przecież nie wybuchnie.- Wzięłam mały kartonik i uchyliłam wieczko gdy to zrobiłam z jego wnętrza wydostała się mgła koloru wrzosowego i rozniosła się po całym Pokoju Wspólnym. Gdy mgiełka rozniosła się już wszędzie w pokoju zaczęły się pojawiać postacie i stoły. Byli wszyscy. Fred, Ginny, Hermiona, Harry, Ron, Neville i inni. -WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!!- Krzyknęli wszyscy a ja stałam pośrodku czerwona jak burak. Stop. Poprawka. Jak tona buraków. Moi najbliżsi zamknęli mnie w grupowym uścisku. Gdy mnie póścili powiedziałam na głos - Na brodę Merlina... dziękuję wam bardzo... Nie musieliście... - Brakło mi słów. Harry podał mi kremowe i usiedliśmy wszyscy w fotelach i na kanapie obok kominka. Ginny usiadła najbliżej mnie i pacnęła mnie w głowę. - Rozumiem, że nie powiedziałaś tym kretynom. No ale żeby najlepszej przyjaciółce i współlokatorce nie pochwalić się kiedy masz urodziny? - Przytuliłam ją żeby się nie gniewała. Później graliśmy w eksplodującego durnia a Hermiona nauczyła nas grać w prawda, prawda kłamstwo. Bawiliśmy się bardzo długo. Była muzyka, jedzenie i bardzo dużo kremowego.
" I can hear your heart beating,
I can hear that sound,
But I can't help thinking.
And I won't look now.
And then I looked up at the sun and I could see
Oh, the way that gravity pulls on you and me,
And then I looked up at the sky and saw the sun"
Gdy wszyscy poszli spać pomogłam sprzątać. Fred padł około 1:00 więc Georgie został sam. Gdy skończyliśmy stanęłam i oparłam się rękoma o jeden ze stolików, by odetchnąć. Byłam zmęczona ale nie chciało mi się spać. Przytomny rudzielec stanął za mną i oparł swój podbródek na mojej głowie. - Otworzysz? - Zapomniałam, że ciągle miałam w kieszeni zielone pudełeczko. Otwarłam je a moim oczom ukazał się delikatny srebrny wisiorek z przywieszką w kształcie kwiatu gwiazdy betlejemskiej (również ze srebra). Był piękny. Zdjęłam mój księżyc i schowałam. Podałam pudełeczko Georgowi - Mógłbyś?- Odsunęłam włosy z karku a on delikatnie przejeżdżając palcami po mojej szyi , zapiął naszyjnik. - Podoba Ci się?- Nie wiedziałam co powiedzieć więc tylko kiwnęłam głową. Zrobiło się chłodno więc zadrżałam. Rudzielec obrócił mnie w jego stronę i objął mnie ramieniem i przysunął do siebie. George patrzył mi w oczy jakby chciał o coś spytać. Nie byłam pewna o co chodzi ale pokiwałam głową. W tej chwili nasze twarze dzieliły zaledwie dwa centymetry. Chłopak jakby nie był pewny czy mu wolno przybliżył się do mnie i delikatnie, niczym motyl musnął moje usta swoimi. Od razu zrobiło mi się cieplej. Objęłam jego szyję a on uznał to za pozwolenie. George ponownie mnie pocałował tym razem troszkę mocniej. Przepełniona szczęściem oddałam pocałunek. Nie trwało to jednak długo. - I co teraz ?- Spytał Georgie - Nie wiem, to zależy od Ciebie - Odpowiedziałam mu a on ponowił poprzednią czynność. Mimo iż ta słodka pieszczota była delikatna to czułam jakby wszystko we mnie wywróciło się do góry nogami. Sama dziwiłam się, że można kogoś doprowadzić do takiego stanu, dosłownie drobnostką. Czułam, że w tym momencie jestem najszczęśliwszą dziewczyną pod słońcem. Bardzo długo staliśmy tak i uśmiechaliśmy się do siebie. Wtuliłam się w jego tors i poczułam, że spadam. Ostatnie co pamiętam to ja George całuje mnie w czoło i bierze na ręce. Czułam się szczęśliwa i nadzwyczaj bezpieczna.
Sen...
'Cause for all we know
We might be dead by tomorrow
I can't go on wasting my time
Adding scars to my heart
'Cause all I hear is
"I'm not ready now"
Przez cały czas nie mogłam się doczekać soboty. Tak dawno nie widziałam Olivera a tak bardzo za nim tęskniłam, w końcu nie widzieliśmy się prawie trzy miesiące. Wstałam bardzo wcześnie i wzięłam długą kąpiel. Gdy ciemne jeansy i mięciutki, kremowy oraz dość luźny sweter. Do tego na stopy wciągnęłam trampki w kolorze mojego górnego okrycia. Zrobiłam delikatny makijaż i wyszłam z łazienki. Ginny już nie spała- WOW!!!-Ruda spojrzała na mnie wielkimi oczyma.- Wyglądasz... Jak dziewczyna, powinnaś częściej się tak ubierać.- powiedziała - O co Ci chodzi młoda, normalnie się ubrałam. - Powiedziałam ale i tak na moje pliczka wpłynęła czerwień - No weź nie zaprzeczaj starsza, w tym sweterku wyglądasz uuuuroooczoo -Zaśmiała się Gin specjalnie przeciągając sylaby. - No i w odróżnieniu od tych koszul ten sweterek idealnie pasuję zarówno do twojego wyglądu jak i do osobowości łagodnego baranka - Teraz to już byłam mega czerwona. Spuściłam głowę i w tym momencie mój wzrok padł na stojący przy łóżku budzik. - Na gacie Merlina, już ta godzina. - Szybko wzięłam torebkę z łóżka i wybiegłam z dormitorium ile sił w nogach, krzycząc - Muszę spadać Gin. -
Biegłam nie zważając na to kogo mijam. Na Merlina, Oliver mnie zabije. Mimo zmęczenia biegłam dalej, byłam już w Hogesmeade. Patrzyłam pod nogi żeby się nie wywrócić lecz po pewnym czasie przekonałam się, że to zły pomysł. Z impetem wpadłam na jakiegoś nastolatka zmierzającego w tym samym kierunku co ja. Pewnie ucałowałabym ziemię gdyby nie to, że obcy mnie powstrzymał. - Przepraszam Cię, powinnam bardziej uważać- Podniosłam głowę i aż zamarłam. Stałam twarzą w twarz z przystojnym blondynem, możliwe, że w moim wieku. Był naturalnie blady a jego oczy, no cóż miały nieokreśloną barwę. W jednym świetle były zielone, w drugim szare a w jeszcze innym brązowe. Był wysoki i nosił okulary. Wyglądał troszeczkę na kujona. Wszystkie razem cechy po zmieszaniu wyglądały świetnie. Mimo iż wiem, że nigdy wcześniej go nie spotkałam to wydawał mi się znajomy. Szczególnie te oczy...-Hej. Nic się nie stało. Jestem Mayush Rookwood, a Ty ? - Zaczął rozmowę -Anastasia Wood. Miło poznać, jeszcze raz przepraszam, że na Ciebie wpadłam. A teraz muszę lecieć. Inaczej zostanę zabita za spóźnienie. - Już chciałam biec gdy nowopoznany powiedział, że mnie odprowadzi. Zgodziłam się. Szliśmy dość szybko ale po drodze gadaliśmy. Mayush okazał się być całkiem fajnym materiałem na kumpla. Dowiedziałam się, że jest s Durmstrangu i przyjechał na Turniej. Miał siedemnaście lat więc już mógł brać w nim udział, ale jako iż się nie dostał to tego nie robił. - No jesteśmy na miejscu. Dzięki Mayuschu za to, że mnie odprowadziłeś.- Powiedziałam a on odparł - Nie ma za co dziękować młoda...- Po drodze zaczął tak na mnie mówić (jak wszyscy) - ... Mam nadzieję że jeszcze się zobaczymy. - Dokończył, pomachał mi i odszedł. Odmachałam mu i weszłam do pubu.
Przy ladzie stał Ollie i patrzył na mnie. Podbiegłam do niego i rzuciłam mu się na szyję. Brat szybko odwzajemnił mój gest chwycił mnie pod kolana zarzucił sobie na plecy i wyszedł z lokalu.- Dokąd siostrzyczka sobie życzy? - Spytał a ja wskazałam mu palcem na miodowe królestwo. - No siostra, kto to był? - Na początku nie ogarnęłam o ogo chodzi. -A no tak. Mayush Rookwood. Wpadłam na niego biegnąc do Ciebie. Chciał mnie odprowadzić więc się zgodziłam. - Odparłam bratu. - Jeśli chcesz zacząć mnie " uświadamiać" to daruj sobie - Powiedziałam bo zobaczyłam, że Wood już otwiera usta. Znam go i wiem kiedy i co zamierza powiedzieć. Gdy dotarliśmy do sklepu Ollie postawił mnie bym mogła wybrać to co potrzebuję. Gdy zapłaciliśmy chłopak poprowadził mnie znowu do Trzech Mioteł. Po drodze mijaliśmy sklep z szatami. Przystanęliśmy obok niego. - Wybrałaś już sobie sukienkę sukienkę na bal? - Spytał Oliver. - Nie i nie wybiorę, bo nie idę - Ollie spojrzał na mnie oczami wielkimi jak talerze -Postanowiłaś, że akurat dzisiaj sobie zażartować ze mnie ?- Zaprzeczyłam ruchem głowy. - I myślisz, że jestem na tyle głupi by uwierzyć, że nikt Cię nie zaprosił. Pewnie nie jeden to zrobił i nie jeden jeszcze zrobi. - Miał rację, po Mclaggenie było jeszcze kilku śmiałków. Każde zaproszenie kończyło się jednak tym samym. - Ale ja chcę iść z jedną konkretną osobą i jeśli ta osoba mnie nie zaprosi, to nie skorzystam z balu. - Wood pokiwał głową. Ollie uznał moją decyzję za coś dobrego - A powiesz mi może młoda, z kim Ty byś chciała iść na bal. Kto jest wybrankiem Twego serca co ?- Zaczerwieniłam się jak burak. Zawsze mówiłam mu wszystko ale czy to też powinnam? Raz kozie śmierć. - Z Georgem- Mruknęłam najciszej jak potrafiłam. Ale on usłyszał. Głupie gumowe ucho. - Z Weasleyem ? Nie no siostra bez żartów z bratem. Serio? Merlinie czy ty to widzisz ? Będę musiał pogadać z tym rudzielcem... - Chyba go pogięła do reszty - Nie. Sama musi mnie zaprosić jeśli będzie chciał. -przerwałam mu. Nie chciałam żeby to zaproszenie wyszło jakoś sztucznie. Jeżeli nie będzie chciał, to nie będę niszczyła George'owi imprezy.- Mam lepszy pomysł. Jeśli George Cię nie zaprosi to idź sama. Będziesz się świetnie bawić z Hermioną i Ginny. A ja nie będę musiał zmieniać pomysłu na prezent.- No tak po coś jednak tu stoimy. - A teraz młoda jeśli już doszliśmy do tego jakże okropnego momentu to złoże Ci życzenia. Mimo to że wiem iż tego nie lubisz- Zaczął je deklamować po czym włożył i w rękę średniej wielkości paczkę i list - To od ojca. Zostawił takich zestawów jedenaście. Do dwudziestego piątego roku życia. - Mówiąc to otwarł mi drzwi do sklepu.
Może mi się wydawało, ale żadna z tych sukni do mnie nie pasowała. Albo były zbyt eleganckie, albo jakieś takie straszne. Już chciałam wychodzić gdy zobaczyłam w kącie tą jedyną. Byłą idealna. Długość, materiał, krój, wykonanie i kolor, wszystko było idealne. Podeszłam do niej i dotknęłam materiału. - Przymierz - powiedział Ollie. Nie musiał dwa razy powtarzać. Poprosiłam sprzedawczynie o ściągnięcie jej z manekina . Kobieta podała mi ją i zaoferowała się by pomóc mi założyć to cudo. -Jestem Rosalie A Ty jak masz na imię kochaniutka? - Spytała gdy weszłyśmy do przebieralni. - Anastasia Wood, miło mi panią poznać- Odpowiedziałam z uśmiechem - Wood... Jesteś jakąś kuzynką Olivera? Z tego co wiem to Wood'owie poza nim dzieci nie mieli. - Powiedziała gdy poprawiała poły sukni. - Ma pani rację, nie mieli. Znaleźli mnie gdy miałam roczek i adoptowali. Od tamtego czasu wychowywali jak własną córkę- Kobieta popatrzyła na mnie - Z tego co widziałam gdy rozmawiałaś z bratem, to naprawdę im się to udało - Uśmiechnęła się i poszła po Olivera. Gdy ten wszedł do pomieszczenia nic nie powiedział tylko się gapił. - Gdybyś nie była moją siostrą, to bym Cię brał- Zaśmiał się palant jeden a ja strzeliłam facepalma. Dobraliśmy do sukni jeszcze buty i dodatki. Nawet ja stwierdziłam, że wyglądam ładnie. Gdy wychodziliśmy Rosalie poprosiła mnie żebym do niej jeszcze wpadła. Po zakupach poszliśmy jeszcze na kremowe piwo. Ogólnie te urodziny w porównaniu do reszty były całkiem fajne. - Przykro mi siostra ale jest już 16;00 i muszę się zbierać. Ty też powinnaś się już zbierać- Spojrzałam na niego jak na głupka. Przecież on doskonale wie, że mamy czas do osiemnastej na przebywanie w Hogesmeade. Pozbierałam swoje rzeczy i poczekałam aż Oliver założy płaszcz. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że w pośpiechu zapomniałam swojego. Kurde. Poppy będzie się ze mnie śmiać, że znowu ją odwiedzam. Wyszliśmy i skierowaliśmy kroki w stronę zamku. Zadziwiające było, że nie spotkałam nikogo z moich znajomych. Harry i Ron z Bliźniakami mieli szlaban ale gdzie są Ginny i Hermiona? Szliśmy w ciszy. Nie była to jednak krępująca cisza, po prostu oboje chcieliśmy pomyśleć.Gdy byliśmy pod bramom Oliver życzył mi powodzenia i przeteleportował się. Ręce mi się trzęsły. Na szczęście nie musiałam nieść toreb ze sklepów bo Ollie przeniósł je magicznie do mojego dormitorium. Szłam błoniami i coraz bardziej marzłam . Zamyśliłam si ę do tego stopnia, że nawet nie zauważyłam gdy podbiegł do mnie Malfoy i podłożył mi nogę. Dość solidnie zaryłam nadgarstkami w glebę. Draco zaśmiał się szyderczo a ja posłałam mu mordercze spojrzenie po czym podniosłam się i ruszyłam do celu. Z ręki która nie była zabandażowana ciekła mi krew. Znowu? Pomyślałam. Opatrzę to sama jak będę w sypialni. Obecnie dziwiły mnie dwie rzeczy, pierwsza to fakt, że prawdopodobnie jestem największą kaleką w szkole. Druga to, że nadal nikogo nie widziałam. -Unikają mnie czy jak?- Mruknęłam sama do siebie i szłam dalej. Weszłam do pokoju wspólnego i od razu w oczy rzucili mi się bliźniacy siedzący na kanapie. Podeszłam do nich - Mogę się dosiąść?- Spytałam. Chłopcy poklepali miejsce pomiędzy sobą. Usiadłam i przytuliłam się do swoich kolan. -hahahahahaahahahahah...- Zaśmiał się Fred a po chwili dołączył do niego George.- Jeśli można wiedzieć, z czego tak brechtacie?- Spytałam - Coś ty znowu zrobiła? Ile razy dziennie ktoś musi Cię zbierać z podłogi młoda?- Młodszy rudzielec odpowiedział pytaniem na pytanie. - Dla Twojej wiadomości, to Malfoy utrudnił mi drogę do zamku- Chłopak spojrzał na mnie wstał i powiedział - Dobra, ja się zmywam. A ty Gred idź po apteczkę dla naszej łamagi- Zaśmiał się rudzielec - Jasne Forge- Drugi również się zaśmiał po czym wstał i oboje wyszli z pomieszczenia. Siedziałam chwilę sama po czym wrócił Żorż. Usiadł obok mnie i położył czerwoną skrzynkę za swoimi plecami. - Pokaż mi te zadrapania- Powiedział starszy bliźniak a ja podałam mu lewą rękę. - Muszę to przemyć... - Wyciągnął jakąś buteleczkę. Myślałam, że to woda utleniona. Myliłam się. - Auć, skąd ty do diabła masz spirytus?- Spytałam, ale nie uzyskałam odpowiedzi na pytanie. Chłopak wziął jakiś wielki plaster i zakleił , piekielnie szczypało -Jesteś delikatny jak tępy topór. -Mruknęłam. - Nie obrażaj się. Gdybym robił to wolniej to byś się wyrwała. Nie bardzo mogłem być delikatny. -W sumie ma rację gdybym wyczuła, że to spirytus to by mnie nie dogonili - No dobra, niech Ci będzie. - Powiedziałam a on się do mnie uśmiechnął. Wyjął z kieszeni dwa pudełeczka. Fioletowe i zielone. - Zanim otworzysz te pudełka to coś powiem. Otóż po pierwsze, powinniśmy się wszyscy obrazić za to, że nie powiedziałaś nam kiedy masz urodziny. Po drugie, masz szczęście bo tego nie zrobiliśmy. Po trzecie, zacznij od fioletowego..- Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem- ... No weź, trochę zaufania. Przecież nie wybuchnie.- Wzięłam mały kartonik i uchyliłam wieczko gdy to zrobiłam z jego wnętrza wydostała się mgła koloru wrzosowego i rozniosła się po całym Pokoju Wspólnym. Gdy mgiełka rozniosła się już wszędzie w pokoju zaczęły się pojawiać postacie i stoły. Byli wszyscy. Fred, Ginny, Hermiona, Harry, Ron, Neville i inni. -WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!!- Krzyknęli wszyscy a ja stałam pośrodku czerwona jak burak. Stop. Poprawka. Jak tona buraków. Moi najbliżsi zamknęli mnie w grupowym uścisku. Gdy mnie póścili powiedziałam na głos - Na brodę Merlina... dziękuję wam bardzo... Nie musieliście... - Brakło mi słów. Harry podał mi kremowe i usiedliśmy wszyscy w fotelach i na kanapie obok kominka. Ginny usiadła najbliżej mnie i pacnęła mnie w głowę. - Rozumiem, że nie powiedziałaś tym kretynom. No ale żeby najlepszej przyjaciółce i współlokatorce nie pochwalić się kiedy masz urodziny? - Przytuliłam ją żeby się nie gniewała. Później graliśmy w eksplodującego durnia a Hermiona nauczyła nas grać w prawda, prawda kłamstwo. Bawiliśmy się bardzo długo. Była muzyka, jedzenie i bardzo dużo kremowego.
" I can hear your heart beating,
I can hear that sound,
But I can't help thinking.
And I won't look now.
And then I looked up at the sun and I could see
Oh, the way that gravity pulls on you and me,
And then I looked up at the sky and saw the sun"
Gdy wszyscy poszli spać pomogłam sprzątać. Fred padł około 1:00 więc Georgie został sam. Gdy skończyliśmy stanęłam i oparłam się rękoma o jeden ze stolików, by odetchnąć. Byłam zmęczona ale nie chciało mi się spać. Przytomny rudzielec stanął za mną i oparł swój podbródek na mojej głowie. - Otworzysz? - Zapomniałam, że ciągle miałam w kieszeni zielone pudełeczko. Otwarłam je a moim oczom ukazał się delikatny srebrny wisiorek z przywieszką w kształcie kwiatu gwiazdy betlejemskiej (również ze srebra). Był piękny. Zdjęłam mój księżyc i schowałam. Podałam pudełeczko Georgowi - Mógłbyś?- Odsunęłam włosy z karku a on delikatnie przejeżdżając palcami po mojej szyi , zapiął naszyjnik. - Podoba Ci się?- Nie wiedziałam co powiedzieć więc tylko kiwnęłam głową. Zrobiło się chłodno więc zadrżałam. Rudzielec obrócił mnie w jego stronę i objął mnie ramieniem i przysunął do siebie. George patrzył mi w oczy jakby chciał o coś spytać. Nie byłam pewna o co chodzi ale pokiwałam głową. W tej chwili nasze twarze dzieliły zaledwie dwa centymetry. Chłopak jakby nie był pewny czy mu wolno przybliżył się do mnie i delikatnie, niczym motyl musnął moje usta swoimi. Od razu zrobiło mi się cieplej. Objęłam jego szyję a on uznał to za pozwolenie. George ponownie mnie pocałował tym razem troszkę mocniej. Przepełniona szczęściem oddałam pocałunek. Nie trwało to jednak długo. - I co teraz ?- Spytał Georgie - Nie wiem, to zależy od Ciebie - Odpowiedziałam mu a on ponowił poprzednią czynność. Mimo iż ta słodka pieszczota była delikatna to czułam jakby wszystko we mnie wywróciło się do góry nogami. Sama dziwiłam się, że można kogoś doprowadzić do takiego stanu, dosłownie drobnostką. Czułam, że w tym momencie jestem najszczęśliwszą dziewczyną pod słońcem. Bardzo długo staliśmy tak i uśmiechaliśmy się do siebie. Wtuliłam się w jego tors i poczułam, że spadam. Ostatnie co pamiętam to ja George całuje mnie w czoło i bierze na ręce. Czułam się szczęśliwa i nadzwyczaj bezpieczna.
Sen...
..........................................................
Witam wszystkich serdecznie . Wbiła nowa notka:)
Ten rozdział postanowiłam podzielić na dwie części a następną dodam w sobotę.
Nie znam się za bardzo na romantyczności ale nie bijcie mnie za to :D
Ten rozdział dedykuję mojemu Mayushowi. Wiedz paździerzu, że w sporej części zmieniłaś ten rozdział i wiele następnych <3 Bądźmy wielbmy naszego pana albowiem jest on naszym bogiem ( O ile czaisz o kim mówię :D) Tak, że ten no tego loffki i w ogóle :) Znajdź mi więcej fajnych zdjęć ( If you know what I mean)f Pozdrawiam ;)
Coś dzisiaj robimy patafianie :*
Jak ja ci coś zrobię, mała, to popamiętasz.
OdpowiedzUsuńZnowu to zrobiłaś. Zaraz Cię zwyzywam! Jak się nie odezwiesz, to Cię nie zobaczę.
Ojej :) MajosBasenos mnie wyzwie i pobije. Do listopada opanuję tajemną sztukę by się obronić :P
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńZnowu sprawiłaś, że się szczerzę do ekranu jak głupia.
OdpowiedzUsuńNic dodać, nic ująć :D Super notka <3
Pozdrawiam i życzę weny :D
Cieszę się, że mogę sprawić Ci przyjemność :)
UsuńOjej jaki cudowny rozdział<3
OdpowiedzUsuńtak bardzo kocham postać Olivera w Twoim wykonaniu no cud miód
bardzo przyjemny rozdział, milutko się czytało:)
ALE ŁEJT ŁEJT
ROOKWOOD CHOLIBKA
mam złe przeczucia co do tego ziomka
i jeszcze jedno - gdybyś nie była moją siostrą, to bym cie brał - Oliver no ja cie kocham<3
życzę weny i więcej takich notek:)
~Kate
http://fremioneczytowogolemozliwe.blogspot.com/