Ostatnie kilka dni spędziłem na przygotowaniach. Namówiłem Freda abyśmy nie robili żadnych kawałów. Nie wybaczyłbym sobie gdybyśmy dostali szlaban. W poprzednią sobotę wymknąłem się do Hogesmeade. Poszedłem do sklepu z szatami i różnymi drobiazgami dla dziewczyn.Wszedłem i od razu zwróciłem się o pomoc do sprzedawczyni. - Dla kogo to ma być prezent ? - Spytała mnie kobieta. Wydawała się być całkiem miła. - Dla dziewczyny. Nie mojej... ale zawsze dziewczyny.- Rozmówczyni spojrzała na mnie jakby chciała się czegoś dowiedzieć. - Jestem Rosalie, a ty chłopcze ?- Zapytała - George Weasley, miło mi - Odpowiedziałem. - Opowiedz mi o niej. Razem coś wybierzemy. - Rosalie uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie. Podjąłem się opowieści. Opowiedziałem jej jaka Anastasia jest piękna i delikatna. O tym jak, że dość łatwo się denerwuje ale to właśnie wtedy jest najpiękniejsza i oczywiście o tym, że jest królową łamag - ...Jednym słowem jest wyjątkowa- Dokończyłem swoją wypowiedź. - Wyjątkowa powiadasz? Myślę więc, że ten będzie idealny - Mówiąc to podeszła do swojej lady i wyjęła z szuflady małe pudełeczko. -Jest to wyjątkowy przedmiot. Wewnątrz przywieszki jest umieszczony sproszkowany płatek kwiatu na kształt, którego ona powstała. Według niektórych baśni, płatek Gwiazdy betlejemskiej zwiększa odporność czarodzieja, który go nosi. Nie mówię tu o zdrowiu tylko o psychicznej odporności na cierpienia. W dodatku pachnie on jak osoba, na której najbardziej nam zależy bądź zależało. - otworzyła pudełko pokazując mi cieniuteńki wisiorek z jakimś chwastem. Był ładny i jeśli rzeczywiście miał taką moc jak opisała Rosalie to może warto go wziąć.
Właśnie wracałem z Hogesmeade. Byłem już na trzecim piętrze gdy z impetem wpadł na mnie jakiś chłopak w mundurku Durmstrangu. Blondyn w okularach, raczej przeciętny. Szybko się podniósł i przeprosił. Powiedziałem, że nic się nie stało i poszedłem w swoją stronę. Tak długo, aż nie zniknąłem za zakrętem,czułem na sobie wzrok chłopaka.
Na gacie Merlina już sobota. Oliver zadbał o to by Ana nas nie nakryła. Ginny powiadomiła nas kiedy Wood'ówna wyszła do Hogesmeade i zaczęła się robota. Znieśliśmy zapas piwa kremowego i udekorowaliśmy Pokój Wspólny. O 16.30 weszła Ana. Była zmarznięta, bo gdy rano się śpieszyła zapomniała o kurtce. Znowu musiała ucałować w stopy Matkę Ziemię, gdyż miała ranne nadgarstki. Na prośbę brata poszedłem po apteczkę a on udał, że wychodzi. Wszyscy oprócz mnie i Freddiego byli objęci masowym zaklęciem kameleona. Wynaleźliśmy proszek, który gdy się go rozsypało usuwał to zaklęcie. Wręczyłem Anie dwa pudełka. W jednym był nasz wynalazek a w drugim naszyjnik, który jej kupiłem. Poprosiłem ją by najpierw otworzyła to z proszkiem. Gdy dziewczyna zaczęła dziękować i uśmiechać się do wszystkich, odetchnąłem z ulgą. Bawiliśmy się pół nocy. Gdy większość padła jak muchy, ja wziąłem się za sprzątanie. Miałem nadzieję, że Forge mi pomoże ale się pomyliłem. Spał jak zabity. Ana wstała i pomogła mi. Gdy skończyliśmy oparłem moją brodę na jej głowie i stałem tak dopóki Wood'ówna nie zadrżała. Mała wreszcie otwarła podarunek ode mnie. Spodobał jej się. Uffffff. Było jej zimno więc obróciłem ją w moją stronę i objąłem. Była tak blisko. Bardzo chciałem ją pocałować. Było już tak bardzo, bardzo blisko, ale zrezygnowałem w ostatniej chwili. Dziesięć minut później dziewczyna już spała. Wcześniej jednak zachowywała się dość dziwnie jakby była nieobecna...
Właśnie wracałem z Hogesmeade. Byłem już na trzecim piętrze gdy z impetem wpadł na mnie jakiś chłopak w mundurku Durmstrangu. Blondyn w okularach, raczej przeciętny. Szybko się podniósł i przeprosił. Powiedziałem, że nic się nie stało i poszedłem w swoją stronę. Tak długo, aż nie zniknąłem za zakrętem,czułem na sobie wzrok chłopaka.
Na gacie Merlina już sobota. Oliver zadbał o to by Ana nas nie nakryła. Ginny powiadomiła nas kiedy Wood'ówna wyszła do Hogesmeade i zaczęła się robota. Znieśliśmy zapas piwa kremowego i udekorowaliśmy Pokój Wspólny. O 16.30 weszła Ana. Była zmarznięta, bo gdy rano się śpieszyła zapomniała o kurtce. Znowu musiała ucałować w stopy Matkę Ziemię, gdyż miała ranne nadgarstki. Na prośbę brata poszedłem po apteczkę a on udał, że wychodzi. Wszyscy oprócz mnie i Freddiego byli objęci masowym zaklęciem kameleona. Wynaleźliśmy proszek, który gdy się go rozsypało usuwał to zaklęcie. Wręczyłem Anie dwa pudełka. W jednym był nasz wynalazek a w drugim naszyjnik, który jej kupiłem. Poprosiłem ją by najpierw otworzyła to z proszkiem. Gdy dziewczyna zaczęła dziękować i uśmiechać się do wszystkich, odetchnąłem z ulgą. Bawiliśmy się pół nocy. Gdy większość padła jak muchy, ja wziąłem się za sprzątanie. Miałem nadzieję, że Forge mi pomoże ale się pomyliłem. Spał jak zabity. Ana wstała i pomogła mi. Gdy skończyliśmy oparłem moją brodę na jej głowie i stałem tak dopóki Wood'ówna nie zadrżała. Mała wreszcie otwarła podarunek ode mnie. Spodobał jej się. Uffffff. Było jej zimno więc obróciłem ją w moją stronę i objąłem. Była tak blisko. Bardzo chciałem ją pocałować. Było już tak bardzo, bardzo blisko, ale zrezygnowałem w ostatniej chwili. Dziesięć minut później dziewczyna już spała. Wcześniej jednak zachowywała się dość dziwnie jakby była nieobecna...
....................................................................
Witam serdecznie wszystkich :D
Zanim mnie zbesztacie ( za długość) chciałabym zwrócić uwagę, że ta notka jest tylko uzupełnieniem do poprzedniej :)
Tę notkę dedykuję mojej duchowej siostrze, mojemu Mayushowi, mojemu poczuciu humoru, mojej wenie <3 Loffki, tanksy i wgl :)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńKATE POTTER WBIJA
OdpowiedzUsuńojejuś
jaki ten rozdział jest świetniutki
kocham opisy George'a - jakiś chwast i całowanie stóp Matki Ziemi:'))
ej ja na serio miałam już Cię ochrzanić za długość:')) ale się wybroniłaś, czytasz mi chyba w głowie!
kurde bladeee czemu on się nie całują:'(((
cudny rozdział<3
życzę weny i czasu i więcej pomysłów
~Kate
http://fremioneczytowogolemozliwe.blogspot.com/
O jej!!! Ale ze mnie niezdara!!!
OdpowiedzUsuńByłam pewna, że ów rozdział będzie dopiero dzisiaj. Gdybym wiedziała, że został opublikowany w sobotę, nie szłabym na wesele :(
Dobra, koniec tego błaźnienia...
Motyw z bajką o gwieździe betlejemskiej wprost cudowny <3
Zakochałam się. Posiadam już naszyjnik z insygniami śmierci i nigdy bym nie przypuszczała, że zapragnę nowego.
CUDOWNE uzupełnienie poprzedniego rozdziału <3
KOCHAM :*