piątek, 4 listopada 2016

Rozdział 11... Więc się zgodziłam"...

"You can change your hair and you can change your clothes
You can change your mind, that's just the way it goes
You can say goodbye, you can say hello
But you'll always find your way back home
You can change your style, yeah your can change your jeans
You can learn to fly and you can chase your dreams
You can laugh and cry but everybody knows
You'll always find your way back home"

Po balu widywałam kuzyna tylko podczas posiłków, w Wielkiej Sali, która wyglądała już tak jak wcześniej. Udało mi się jednak, na chwilę do niego podejść by powiadomić go, że przyjęłam jego propozycję. Zgodziłam się dlatego, że już dzień po Bożym Narodzeniu Potter dał mi powód abym chciała przebywać dala od niego. Gdy tylko rano zeszłam do pokoju wspólnego Harry wypalił do mnie z tekstem - I co już zdążyłaś Weasleyów przekabacić na swoją ciemną stronę?!?!- Spojrzałam pytająco na Rona, który siedział nieopodal.-  Ja mu tylko powiedziałem, że powinien odpuścić i, że jesteś z Georgem a on nie wybrał by byle kogo.-  Na gacie Merlina. Ron sam się wkopał. - Dzięki Ron, że stanąłeś w mojej obronie, ale nie ma sensu strzępić na niego języka- Już chciałam wyjść gdy czarnowłosy krzyknął - PEWNIE JUŻ JESTEŚ, ŚMIERCIOŻERCĄ!!!  TAK JAK TA TWOJA NIEDOROBIONA RODZINKA!!! CO?!?!?! ZAPRZECZYSZ?!?!?- Przestałam nad sobą panować ruszyłam biegiem w kierunku drzwi, lecz zanim opuściłam pokój wspólny, odpowiedziałam mu.- Tak, ale to nie ja biorę nielegalnie udział w turnieju!!! To nie ja sprawiam, że coraz więcej osób mnie nienawidzi!!! I przede wszystkim to nie ja mam Ego i charakter godne niejednego sługi, Tego Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać!!! - Czym prędzej opuściłam salon Gryfonów. Pobiegłam w ustronne miejsce gdzie nikt by mnie nie szukał. Byłam nabuzowana emocjami. Usiadłam na podłodze i otuliłam ramionami kolana. Odechciało mi się iść na śniadanie. Siedziałam tak sobie z godzinkę, może dwie. Chciałam oczyścić umysł, przez chwilę nie myśleć. Gdy tylko wyszłam z mojej kryjówki wpadł na mnie George. - Na brodę Merlina, nic Ci nie jest?-  Spytał przysuwając mnie do siebie i szczelnie oplatając ramionami. Mimo iż w jego ramionach czułam się nadzwyczaj dobrze, spojrzałam na niego pytająco. - Jak tylko wybiegłaś Ron przyszedł do nas i nas obudził. Gdy się dowiedziałem co się stało od razu zacząłem Cię szukać a Fred, Ginny i młody mi pomogli...- Już mu chciałam przerwać ale nie zdążyłam, bo on to zauważył i postanowił temu zapobiec-... Tylko mi nie mów, że nie muszę się martwić. Wiem, że jesteś wrażliwa i nie wybaczył bym sobie gdybyś tuż pod moim nosem znowu wpadła w depresję. Tym bardziej, że znam Twoje możliwości w tej kwestii. Z Harrym się jeszcze policzę. A do Ciebie mam prośbę; jedź do Malfoyów. Trochę sobie odpoczniesz...

Więc się zgodziłam

 Był 28 grudnia, dzień, w którym miałam wyjechać do Malfoy Manor. Byłam spakowana już poprzedniego dnia. Wstałam wcześnie i poszłam się wykąpać i przebrać. W łazience zeszła mi godzina. Rzadko to robię na co dzień ale tym razem zrobiłam delikatny makijaż. Malfoyowie to nie byle kto, chciałam dobrze wypaść. Denerwowałam się okropnie, w końcu miałam poznać moją prawdziwą rodzinę. Gdy tylko byłam gotowa, zeszłam do pokoju wspólnego, w którym czekał na mnie mój chłopak z dwojgiem swoich braci ( Ginny to śpioch, nikt nie zdołał jej wywalić z łóżka).  Podeszłam do niego, pocałowałam go w policzek. George się uśmiechnął. - A ze mną się tak nie żegnasz...- Powiedział z udawaną złością młodszy bliźniak - Chciałoby się- Zaśmiałam się po czym podeszłam do Rona. - Pilnuj tych dwóch małp - I stojąc na palcach przytuliłam go. Obróciłam się w stronę wyjścia i zrobiłam trzy kroki w stronę wyjścia. Usłyszałam chrząknięcie. Parsknęłam śmiechem i podeszłam z powrotem do Weasley'ów. Udałam, że  chcę go przytulić ( w moim zamyśle wyglądało to troszkę inaczej, miałam szybko zwiać Fredowi zanim zdążył się pochylić), zanim zdążyłam się cofnąć, chłopak przerzucił mnie sobie przez ramię i zaczął biec. Pomachałam pozostałym dwóm rudzielcom, bo wiedziałam, że ten rozwydrzony szympans mnie nie odstawi. Czułam jak zbiega po schodach. Zatrzymał się dopiero gdy byliśmy obok Wielkiej sali. - To jak, pożegnasz się, czy wolisz nie jechać?-  Bez zastanowienia, szybko go przytuliłam, bo właśnie wszedł Draco i nie chciałam, aby czekał.

"Hey brother, there’s an endless road to re-discover.
  Hey sister, know the water's sweet but blood is thicker. 
 Oh if the sky comes falling down, for you,
 there’s nothing in this world I wouldn’t do."

 Malfoy Manor najzimniejszą porą roku wyglądało niczym pałac Królowej Zimy. W ogrodzie leżał śnieg a front budynku oświetlony był delikatnymi promieniami słońca. Stanęłam jak słup soli i wpatrywałam się w przez chwilę w rezydencję . Draco szturchnął mnie w ramię i wskazał na wielką bramę. Pojawiła się w niej twarz i spojrzała na nas - Witam pana paniczu Malfoy, kim jest pańska towarzyszka?-Spytała syczącym głosem brama. - Jedna z dziedziczek rodu, wpuść nas bo z tego co mi się wydaje, pamiętasz jeszcze co się tu działo 17 lat temu- Brama na wzmiankę o jakichś tajemniczych wydarzeniach zasyczała na mojego kuzyna. Twarz znikła a samo wejście na teren dworu otwarło się. Moim oczom ukazał się ogromny i piękny ogród. Mimo to, że była zima, trawa rosła piękna i zielona, gdzieniegdzie dziurawiona klombami kwiatów. Tylko na koronach drzew i krzewach, leżały białe śnieżne czapy. W duchu obiecałam sobie, że gdy będę dorosła, będę mieć taki ogród. Nie chcę takiego ogromnego, bogatego domu. Chcę taki zielony teren. Rośliny nie miały tu zgniłych ani szarych barw. Wszystkie i każda z osobna miała bardzo intensywny kolor. Ogród wyglądał jak z obrazka. Nie zatrzymałam się jednak, by na niego popatrzeć. Wiedziałam, że rodzice Dracona na nas czekają. Przeszliśmy przez ogród i dotarliśmy do ogromnych, bogato zdobionych drzwi. Na moje oko z dębu. Mój kuzyn zbliżył się do nich a te same się otwarły. Ujrzałam ogromny hol. Stały w nim dwie postacie. Wysoki mężczyzna w długich srebrno-blond włosach i z twardymi rysami twarzy oraz drobna, piękna kobieta, z czarno- białymi pasemkami. Oboje byli (podobnie do mnie) bardzo bladzi, o porcelanowej skórze i ubrani na czarno. W oczach Lucjusza dostrzegłam zaskoczenie i jakąś inną emocję. Jako iż znałam zasady dobrego wychowania. Podeszłam do wujostwa i dygnęłam kolejno przed obojgiem. Narcyza zrobiła to samo przy czym lekko się uśmiechnęła, najwyraźniej chcąc dodać mi otuchy. Nagle zza rogu wyszedł niski, otyły człowiek, z twarzy przypominający szczura. - Glizdogonie, zanieś bagaż panny Malfoy do jej komnaty !- Nakazał obcemu Lucjusz. Glizdogon szybko wziął moją walizkę i zaczął wspinać się po ogromnych, zdobionych schodach. Ściągnęłam płaszcz, który miałam na sobie. Podałam go Draconowi, który już czekał na niego z wyciągniętą ręką. Powiesił go na wieszaku i poprowadził mnie do salonu. - Nie martw się, nie zjedzą Cię-  Mruknął tak, abym tylko ja usłyszała.  Weszliśmy do pięknie ale i mrocznie przyozdobionego pomieszczenia...



Magia czasu!!!
 ( No w sumie to nic się nie działo aż do sylwestra, dużo czasu Anastasia spędzała z Draconem. Bardzo polubiła jego i jego matkę, Ciocię Cyzię)

Gdy tylko się obudziłam, do mojego pokoju wparował skrzat domowy.- Pan Malfoy prosi panienkę do swojego gabinetu gdy ta tylko będzie gotowa- Powiedział i szybko wybiegł. Rozejrzałam się po sypialni. Spędziłam już w niej troszkę czasu, ale i tak nie mogę się nadziwić jaka piękna i elegancka jest. Poszłam do łazienki by wziąć prysznic i zrobić delikatny makijaż po czym wyszłam z pomieszczenia. Szybko podeszłam do szafy i wyjęłam z niej czarne dżinsy oraz bluzkę w tym samym kolorze. Górne część mojego outfitu u dołu i przy dekolcie miała koronkę więc całość prezentowała się dość ładnie. Wyszłam i ruszyłam prosto, korytarzem w kierunku gabinetu Lucjusza. Gdy byłam obok drzwi zapukałam a te same się otworzyły.

"Your hands protect the flames from the wild winds around you "

Gdy tylko weszłam drzwi zatrzasnęły się za mną i zamknęły na klucz. Nie ukrywam, że lekko sie wystraszyłam.  Lucjusz miał minę poważniejszą niż  zwykle (O ile to możliwe). Dłonią wskazał na krzesło naprzeciw swego biurka. Posłusznie na nim usiadłam. Mężczyzna wstał i podszedł do biblioteczki stojącej pod ścianą. Wziął z niej gruby album i jakiś stary notatnik. Usiadł po drugiej stronie biurka. - Pewnie nie wiesz po co kazałem po Ciebie posłać. Przejdę bez ogródek do tematu. Jeżeli jesteś tak modra jak Roxanne to pewnie zauważyłaś, że jesteś troszkę nadzwyczajna. Widzisz jest tak nie bez powodu. Twoja matka a moja siostra, była taka jak ty. Miał moc, większą niż każda inna. Widzisz ta właśnie moc utrzymuje równowagę w naszym świecie. Drobną jej część Xanne przekazała Mayushowi. Jest to jednak tylko promil z tego co odziedziczyłaś ty. Widzisz jeśli jest taka możliwość, moc zawsze zyskuję drugie dziecko. Co ciekawe zawsze jest to dziewczynka. Możliwe, że dlatego, iż jesteście bardziej opanowane... Musisz wiedzieć, że czeka Cię wiele wyrzeczeń i nauki... Dasz sobie radę?- Może mi się wydaję...ale...tylko może...W jego oczach dostrzegłam troskę. Długo nie myśląc odpowiedziałam. - Dam sobie radę, wierzę w to, a pan nie?- Spojrzałam na niego. - Jesteś do niej taka podobna... Wierzę... I proszę mów mi wujku...-  Delikatnie mnie zatkało. Czy Lucjusz Malfoy właśnie powiedział coś miłego? Na Merlina! WUJEK podał mi trzymane w rękach przedmioty. Nie zastanawiając się dłużej otworzyłam oprawiony w jasną skórę album. Większość zdjęć przedstawiała nastolatkę/młodą kobietę   o pięknych, długich, blond włosach. - Mama...- powiedziałam po cichu do siebie. Lucjusz jednak to usłyszał. - Jesteś do niej strasznie podobna, gdyby nie kolor włosów byłybyście niemalże identyczne. Draco wcześniej mi już o Tobie opowiadał. Wywnioskowałem, że jesteś równie temperamentna jak ona. Jeżeli to co mówił mój syn jest prawdą to Xanne byłaby z Ciebie bardzo dumna... 

"I’m speeding up and this is the red, orange, yellow flicker beat sparking up my heart
We rip the start, the colours disappear
I never watch the stars, there’s so much down here
So I just try to keep up with the red, orange, yellow flicker beat sparking up my heart"

Po tych słowach pożegnali się a Anastasia została sama z wieloma pytaniami. Miała jednak nadzieję, że odpowiedzi znajdzie w albumie i notesie od wujka.

Nadszedł wieczór. Jak to bywa w sylwestra rodzina Malfoyów wyprawiała przyjęcie. Stałam przed szafą usilnie próbując znaleźć coś ładnego. Nie miałam jednak zielonego pojęcia, że na takie obchodzenie ostatniego dnia roku, nie byłam w stanie się przygotować. O godzinie siedemnastej do mojej sypialni zawitała ciocia Cyzia. - Anuś..- pozwoliłam jej tak na Sb mówić tylko dlatego, że  swoim zachowaniem tak pozytywnie mnie zaskoczyła pierwszego dnia-  Zrób sobie ładny makijaż a ja przyjdę za pół godziny i razem Ci coś wybierzemy- Jako iż w mojej głowie panowała kompletna pustka, bez wahania zgodziłam się kiwając głową. Narcyza wyszła a ja usiadłam z kosmetyczką w ręku. Postanowiłam skorzystać z czarnych i srebrnych cieni. W końcu czarny pasuje do wszystkiego. Do tego dobrałam bordową szminkę i naturalnie podkład, puder, tusz itd. Gdy byłam gotowa, przyszła ciocia z jakimś pokrowcem. Kazała mi zamknąć oczy. -Zobaczysz ją dopiero gdy będziesz w nią ubrana. Gwarantuję, że się spodoba. Sama wybierałam. - Jak nakazała, tak zrobiłam. zdjęłam szlafrok i po omacku weszłam w sukienkę... Oj nie... W suknie. Gdy miałam ją na siebie nasuniętą, Cyzia zawiązała gorset.  Bałam się troszkę wyniku. Ciocia odwróciła mnie i poprosiła mnie abym otworzyła oczy. Stałam naprzeciw lustra . Gdy tylko w nie spojrzałam odebrało mi mowę. Miałam na sobie piękną tiulową suknie. Cała była czarna,rozkloszowana,  przepasana atłasową kokardą. Prezentowała się bardzo elegancko. Pod wpływem emocji, mocno przytuliłam ciocię Cyzię-  Ciociu jesteś najlepsza !!! Masz naprawdę świetny gust- Pani Malfoy uśmiechnęła się do mnie. Powiedziała, że ona już musi znikać i, że zobaczymy się dopiero w sali bankietowej, bo sama też musi się uszykować. Siedziałam godzinę i czytałam dziennik mojej mamy, który dostałam od wujka. Na samym początku było dokładnie to co powiedział mi wcześniej Lucjusz. Nie miałam jednak czasu by przeczytać więcej ponieważ do moich drzwi zapukał Draco.  -Co Szanownego Kuzyna tu sprowadza?- Spytałam z udawaną wyższością - Musisz się jeszcze sporo nauczyć ...- Zaśmiał się z moich marnych prób gry aktorskiej - Miałem po Ciebie przyjść gdy przybędą goście - Powiedział i podał mi swoje ramie. - Pięknie wyglądasz ! Podobnie jak wtedy na balu - Dodał a ja podziękowałam mu. Zaczynałam się denerwować. Tam na dole czeka na nas legion osób z manią czystości krwi. Dodam, że sama jestem półkrwi i robi się mieszanka wybuchowa. W sali bankietowej. Znajdowało się dwa i pół tuzina osób. Na samy przedzie stali państwo Malfoy a za nimi masa ludzi, których nie znam. Gdy mnie dostrzegli usłyszałam najróżniejsze szepty.  Podeszliśmy do wujostwa i ukłoniliśmy się tak, jak zrobiłam to pierwszego dnia pobytu w Malfoy Manor. W tle, za Lucjuszem dostrzegłam Mayusha idącego w naszą stronę. Chciałam rzucić mu się na szyję, ale zdałam sobie sprawę, że byłoby to niestosowne. Dygnęłam przed nim. Chłopak powstrzymując się od śmiechu chwycił i pocałował wierzch mojej dłoni. Następnie podchodzili do mnie najróżniejsi ludzie. W jednym z nich rozpoznałam profesora Snape'a. Inny zaś przedstawił się jako Augustus Rookwood, ojciec Mayusha. Na początku wszyscy usiedliśmy przy stole by zjeść kolację. Jeśli chodzi o atmosferę, to było sztywno jak na cmentarzu. Jedliśmy w milczeniu. Tylko czasami, ktoś z gości chwalił ciocię Cyzię lub mnie. Gdy skończyliśmy jeść, przyszedł skrzat i rzucił zaklęcie na instrumenty stojące w kącie, tak aby te same grały. Poczułam, że ktoś szturcha mnie w ramię. Spojrzałam za siebie. - Można?- Spytał Draco. Ja chwyciłam jego rękę i już chwilę później tańczyliśmy walca. Cieszę się, że to Draco mnie poprosił bo to odkładało na później konfrontację z gośćmi. Jednak utwór szybko się skończył i podszedł do nas pan Rookwood. Draco spojrzał na  mnie przepraszającym wzrokiem i ustąpił miejsca starszemu mężczyźnie. Ten zachłannie przybliżył mnie do siebie. Miałam ochotę uciekać. -Boisz się mnie? Nie rozumiem tego, przecież wytrzymałaś piętnaście lat z plugawymi zdrajcami krwi. Z czarodziejskim plebsem...-Nie ukrywam, zdenerwował mnie. Bardzo. Poczułam ciepło w dłoniach i lekki powiew we włosach. Czułam, że jeśli powie jeszcze coś nie tak, to nie zapanuję nad sobą.- ...Teraz na szczęście nie są martwi, trochę smrodu mniej na tym świecie...- No i nie wytrzymałam . Z moich dłoni buchnął ogień a z włosów zawiał wicher. Po sali zaczął krążyć wir z ognia. Nie wiem jak długo to trwało. Nie umiałam tego powstrzymać. Byłam zbyt wściekła. Jak on w ogóle śmiał?!?!!?! Poczułam, że ktoś łapie mnie mocno za dłoń. Szarpnięcie w okolicach pępka... skończyło się. Stałam razem z Draconem w kuchni mojego domu. Wielkimi oczami patrzył na nas Oliver. Wstał, podbiegł i mnie przytulił. W tym momencie się rozpłakałam. Ollie wziął mnie na ręce zaniósł do salonu. Usiadł na fotelu i posadził mnie sobie na kolanach.-  Co się stało?- Spytał. Poczułam na sobie wzrok dwóch par oczu. -To może ja wszystko wytłumaczę- Powiedział Draco. Nigdy nie byłam nikomu tak wdzięczna.



...................................................................................

NA BRODĘ MERLINA, CZYŻBY VICA NOTT JESZCZE ŻYŁA!?!?!!? 
NIEMOŻLIWE!!!

Najmocniej przepraszam was kochani, że musieliście czekać tak długo. Wiem, że zawaliłam :(
 Myślę, że teraz będę mogła trochę więcej pisać, więc będziemy widywali się częściej :D
KONIECZNIE napiszcie swoją opinie o rozdziale w komentarzach pod spodem ;)
Nadal proszę o was, o powiedzenie mi co chcecie, abym napisała!!!

Pozdrawiam Kate Potter, Majos Basenos i Eleonorę Malfoy :))

ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ...
Mojej najwspanialszej na świecie kuzynce Oli <3 
Tęsknie kochana :*
Loffki :D
Pozdrawiam, twój jedyny w swoim rodzaju Kurcok <3 <3 <3

2 komentarze:

  1. Rozdział super 👌 masz świetny styl pisania. Zapraszam do mnie amagreen.blogspot.com Nie jest u magicznym świecie ale mam nadzieję że Ci się spodoba słowa krytyki mile widziane. Czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
  2. O MARTKO GENIALNY ROZDZIAŁ
    harry mały głupiutki chłopczyku ty weź się ogarnij troszkę
    lecęęęę dalej
    ~Kate
    https://fremioneczytowogolemozliwe.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń