"Brother, forgive me
We both know I'm the one to blame
When I saw my demons
I knew them well and welcomed them
But I'll come around
Someday"
Skończył się listopad a rozpoczął grudzień, miesiąc przepełniony magią zarówno dla czarodziejów jak i dla mugoli. Wszyscy czuli już niezwykłą atmosferę zbliżających się świąt. Tylko ja jakoś pozostałam na zewnątrz tego zamieszania. Hagrid wnosił choinki, duchy śpiewały kolędy a Flitwick zawieszał ozdoby, ale ja jakby tego nie widziałam. Szłam patrząc tępo na czubki swoich butów gdy wpadłam na profesora Snape'a, który akurat dawał szlaban Mayushowi Rookwood. Spojrzał na mnie z wściekłością w oczach - Patrz przed siebie Wood. Ale skoro już wpadłaś to pewnie z chęcią w sobotę potowarzysz panu Rookwood o w oczyszczaniu sowiarni. Nie przyjmuję odmowy. - No świetnie. Jeszcze tego brakowało żebym zamiast iść do Hogesmeade, siedziała i zdrapywała sowie odchody z półek. Ginny mnie pobije. Miałam jej pomóc wybrać sukienkę na bal. Neville ją zaprosił. Ustaliliśmy godzinę i ruszyłam przed siebie, do biblioteki. Mayush szedł za mną. Od kilku dni bardzo często widuję go tutaj skupionego na księdze o rodach czystej krwi. Podeszłam do niego - Cześć. -Powiedziałam na co blondyn odwrócił się i odpowiedział tym samym. Usiadłam obok niego i wyjęłam książkę by odrobić zadanie domowe z OPCM. Chłopak spojrzał w książkę, którą właśnie otwarłam. - Daj, pomogę Ci - Może i do końca tempa nie jestem, ale ten dział był dość trudny więc zgodziłam się na pomoc i podsunęłam znajomemu książkę. W czasie gdy on czytał to co udało mi się napisać dzień wcześniej ja zerknęłam na książkę, którą Mayush czytał wcześniej. Była otwarta na Malfoyach. -Widzę, że zaciekawiła również Ciebie.
Była sobota właśnie szłam na szlaban do Snape'a. Mayush i nauczyciel już czekali w sowiarni. Gdy tylko weszłam Profesor wyszedł zamykając drzwi zaklęciem. - Za co siedzisz?- Spytałam w więziennym stylu. - Zamordowałem całą rodzinę, śrubką od okularów- Zaśmiał się mój towarzysz. Zaśmiałam się ale moje myśli krążyły wokół czegoś innego. Od kilku dni męczyło mnie jedno pytanie. Czego Mayush szukał w tej księdze. Rzuciłam mu pytające spojrzenie - Opowiem Ci co tam znalazłem. Otóż dowiedziałem się, że Ojciec tego blond patałacha ze Slytherinu ma siostrę..- Nie musiał mówić o kogo mu chodzi. - ... A raczej miał. Roxanne Malfoy. Blond piękność, czystej krwi. Zapewne zastanawiasz się, czemu nikt o niej wcześniej nie słyszał. Otóż mało kto o niej wie, ponieważ nigdy nie trafiła do Hogwartu. Dowiedziałem się o niej od ojca. Starszy pracuje w Departamencie Tajemnic a tam znajduje się przepowiednia na jej temat. W sumie nie tyle na jej, co na temat jej dwójki dzieci. Poszperałem trochę i dowiedziałem się, że Roxanne, przyszła żona Regulusa Blacka, miała romans... z mugolem. Zaszła w ciąże a jej rodzice, którzy byli maniakami czystości krwi wygnali ją. Kobieta urodziła i została ze swoim kochankiem. Parę lat później powiła drugie dziecko. Dotarłem do osoby, która usłyszała przepowiednię. Możesz nie wierzyć ale był to Olivander. Opowiedział mi, że wróżbitka, która ją wypowiedziała to Trylowney. Powiedział również, że Roxanne urodziła dwójkę dzieci o niezwykłej mocy. Są jak ogień i woda. Całkowite przeciwieństwa. Razem są w stanie wiele naprawić, jak i wiele zniszczyć. - To co powiedział blondas dało mi wiele do myślenia. Co jeśli znam tych ludzi. A co jeśli siedzą gdzieś obok nas- Roxanne wysłała dzieci do dwóch magicznych rodzin. Całkowicie sobie sprzecznych. Takich, które się nawet nie znały. Nie chciała by doszło do konfrontacji jej pociech. Jedyne co mają wspólne to zbieżne nazwiska. Olivander mi ich nie podał, lecz ja domyślam się kim mogą być te osoby. Chcesz wiedzieć?- Musiałam się chwilę zastanowić. A co jeśli to są osoby mi bliskie i przez to czego się dowiem zmienię sposób patrzenia na nich ? Ostatecznie jednak pokiwałam głową. - Widzisz Anastasio obserwowałem Cię. Wtedy gdy się wnerwiłaś przy stawie, wiedziałem, że jesteś kimś niezwykłym. Od tamtego momentu nie spuszczałem z Ciebie wzroku. Wtedy w Hogesmeade zaplanowałem, że na mnie wpadniesz. Otóż nazywam się Mayush Michael Malfoy, witam w rodzinie Anastasio Eleonoro Malfoy. -Zakręciło mi się w głowie. Upadłam
"You could be my luck
Even if the sky is falling down
I know that we'll be safe and sound"
Obudziłam się w skrzydle szpitalnym. Powoli zaczęłam sobie wszystko przypominać. Mayush, szlaban, sowiarnia, rodzina, Malfoy, Podłoga. Głowa bolała mnie nie miłosiernie. Otworzyłam oczy i ujrzałam wokół siebie tabun ludzi. Przy samym łóżku byli George, Fred i Ginny. Tuż za nimi Hermiona, Ron i Harry. Na samym tyle stał samotnie Mayush opierając się o ścianę. Wszyscy patrzyli na mnie dziwnie. Najwyraźniej Blondyn nie powiedział im czemu tu trafiłam. Musiał wiedzieć, iż będę chciała sama ich powiadomić. - George, Fred, Ginny, Harry, Ron, i Hermiono. Muszę wam o czymś powiedzieć. Jednak mam do was pewną prośbę, mianowicie przyrzeknijcie mi, że po tym co wam powiem nie opuścicie mnie. - Wszyscy zgodnie pokiwali głowami. - Nie wiem czy wiecie kim jest osoba stojąca za wami. Prawdopodobnie nie, nawet jeśli wam się przedstawił. Otóż to jest Mayush Malfoy... Mój biologiczny brat. - Rozejrzałam się po moich przyjaciołach. Wszyscy mieli zamyślone twarze. Nagle Harry odwrócił się i bez słowa wyszedł. - Przykro mi Ana, muszę to przemyśleć.- Ron również wyszedł z sali. Nikt poza tą dwójką się nie ruszył. Dopiero gdy Fred skinął na nich by wyszli , wstali i opuścili salę , wszyscy. Wszyscy oprócz Georga. Chłopak zbliżył się do mnie. Teraz dzieliło nas zaledwie kilkanaście centymetrów, więc mimo to że mówił cicho, słyszałam go. - Źle się zachowali... Harry z Ronem... Wiem, że Ci teraz przykro, ale pamiętaj masz jeszcze nas. Ginny, Mionka, Fred i ja Cię nie zostawimy. Nawet nie masz pojęcia jak się wszyscy o Ciebie martwiliśmy. Szczególnie Gin. Nawet nakrzyczała na Pottera. Po raz pierwszy w życiu.-Spojrzał na mnie i czekał aż jakoś zareaguję. - Nie dziwię się im. Nikt nie lubi Malfoyów a ja jestem jedną z nich. Najlepiej będzie jak wszyscy o mnie zapomnicie. Jak się ludzie dowiedzą z kim się zadajecie, nie będziecie mieli życia. - Powiedziałam wyjątkowo spokojnie. Wcale ich nie obwiniałam. Było mi smutno ale wiedziałam, że tak będzie im lepiej. Mimo to, cieszę się, że czworo przyjaciół zostało ze mną. - Wydaje mi się, że powinniście zrobić to samo co Ron i Harry. Na Boże Narodzenie pojadę do domu, wy w tym czasie będziecie mogli się przyzwyczaić do tego, że mnie nie będzie. Bal sobie odpuszczę i tak nie mam z kim iść więc nikogo nie zostawię na lodzie. Tak będzie dobrze. - Wyrzuciłam to z siebie najszybciej jak mogłam. Widziałam, że rudzielec chciał mi przerwać a nie mogłam mu na to pozwolić. Na koniec przemowy odwróciłam się do niego tyłem. Zamknęłam oczy chcąc powstrzymać łzy. Obiecałam sobie przecież, że nie będę płakać. Poczułam jak chłopak wstanie, nie wyszedł jednak tylko obszedł moje łóżko i przyklęknął na jedno kolano przed nim - Czy Ty Anastasio Eleonoro Malfoy zrobisz mi tę przyjemność i pójdziesz ze mną na Bal - Mówiąc to chwycił mnie za dłoń. Lekko się zarumieniłam, ale ja już tak mam. Mimo to, że rozum mówił "nie", serce go przekrzyczało swoim głośnym... - Z Tobą zawsze - Uśmiechnęłam się i ścisnęłam jego dłoń ciągnąc ją delikatnie dając chłopkowi znak, że ma wstać i usiąść obok mnie.
We both know I'm the one to blame
When I saw my demons
I knew them well and welcomed them
But I'll come around
Someday"
Skończył się listopad a rozpoczął grudzień, miesiąc przepełniony magią zarówno dla czarodziejów jak i dla mugoli. Wszyscy czuli już niezwykłą atmosferę zbliżających się świąt. Tylko ja jakoś pozostałam na zewnątrz tego zamieszania. Hagrid wnosił choinki, duchy śpiewały kolędy a Flitwick zawieszał ozdoby, ale ja jakby tego nie widziałam. Szłam patrząc tępo na czubki swoich butów gdy wpadłam na profesora Snape'a, który akurat dawał szlaban Mayushowi Rookwood. Spojrzał na mnie z wściekłością w oczach - Patrz przed siebie Wood. Ale skoro już wpadłaś to pewnie z chęcią w sobotę potowarzysz panu Rookwood o w oczyszczaniu sowiarni. Nie przyjmuję odmowy. - No świetnie. Jeszcze tego brakowało żebym zamiast iść do Hogesmeade, siedziała i zdrapywała sowie odchody z półek. Ginny mnie pobije. Miałam jej pomóc wybrać sukienkę na bal. Neville ją zaprosił. Ustaliliśmy godzinę i ruszyłam przed siebie, do biblioteki. Mayush szedł za mną. Od kilku dni bardzo często widuję go tutaj skupionego na księdze o rodach czystej krwi. Podeszłam do niego - Cześć. -Powiedziałam na co blondyn odwrócił się i odpowiedział tym samym. Usiadłam obok niego i wyjęłam książkę by odrobić zadanie domowe z OPCM. Chłopak spojrzał w książkę, którą właśnie otwarłam. - Daj, pomogę Ci - Może i do końca tempa nie jestem, ale ten dział był dość trudny więc zgodziłam się na pomoc i podsunęłam znajomemu książkę. W czasie gdy on czytał to co udało mi się napisać dzień wcześniej ja zerknęłam na książkę, którą Mayush czytał wcześniej. Była otwarta na Malfoyach. -Widzę, że zaciekawiła również Ciebie.
Była sobota właśnie szłam na szlaban do Snape'a. Mayush i nauczyciel już czekali w sowiarni. Gdy tylko weszłam Profesor wyszedł zamykając drzwi zaklęciem. - Za co siedzisz?- Spytałam w więziennym stylu. - Zamordowałem całą rodzinę, śrubką od okularów- Zaśmiał się mój towarzysz. Zaśmiałam się ale moje myśli krążyły wokół czegoś innego. Od kilku dni męczyło mnie jedno pytanie. Czego Mayush szukał w tej księdze. Rzuciłam mu pytające spojrzenie - Opowiem Ci co tam znalazłem. Otóż dowiedziałem się, że Ojciec tego blond patałacha ze Slytherinu ma siostrę..- Nie musiał mówić o kogo mu chodzi. - ... A raczej miał. Roxanne Malfoy. Blond piękność, czystej krwi. Zapewne zastanawiasz się, czemu nikt o niej wcześniej nie słyszał. Otóż mało kto o niej wie, ponieważ nigdy nie trafiła do Hogwartu. Dowiedziałem się o niej od ojca. Starszy pracuje w Departamencie Tajemnic a tam znajduje się przepowiednia na jej temat. W sumie nie tyle na jej, co na temat jej dwójki dzieci. Poszperałem trochę i dowiedziałem się, że Roxanne, przyszła żona Regulusa Blacka, miała romans... z mugolem. Zaszła w ciąże a jej rodzice, którzy byli maniakami czystości krwi wygnali ją. Kobieta urodziła i została ze swoim kochankiem. Parę lat później powiła drugie dziecko. Dotarłem do osoby, która usłyszała przepowiednię. Możesz nie wierzyć ale był to Olivander. Opowiedział mi, że wróżbitka, która ją wypowiedziała to Trylowney. Powiedział również, że Roxanne urodziła dwójkę dzieci o niezwykłej mocy. Są jak ogień i woda. Całkowite przeciwieństwa. Razem są w stanie wiele naprawić, jak i wiele zniszczyć. - To co powiedział blondas dało mi wiele do myślenia. Co jeśli znam tych ludzi. A co jeśli siedzą gdzieś obok nas- Roxanne wysłała dzieci do dwóch magicznych rodzin. Całkowicie sobie sprzecznych. Takich, które się nawet nie znały. Nie chciała by doszło do konfrontacji jej pociech. Jedyne co mają wspólne to zbieżne nazwiska. Olivander mi ich nie podał, lecz ja domyślam się kim mogą być te osoby. Chcesz wiedzieć?- Musiałam się chwilę zastanowić. A co jeśli to są osoby mi bliskie i przez to czego się dowiem zmienię sposób patrzenia na nich ? Ostatecznie jednak pokiwałam głową. - Widzisz Anastasio obserwowałem Cię. Wtedy gdy się wnerwiłaś przy stawie, wiedziałem, że jesteś kimś niezwykłym. Od tamtego momentu nie spuszczałem z Ciebie wzroku. Wtedy w Hogesmeade zaplanowałem, że na mnie wpadniesz. Otóż nazywam się Mayush Michael Malfoy, witam w rodzinie Anastasio Eleonoro Malfoy. -Zakręciło mi się w głowie. Upadłam
"You could be my luck
Even if the sky is falling down
I know that we'll be safe and sound"
Obudziłam się w skrzydle szpitalnym. Powoli zaczęłam sobie wszystko przypominać. Mayush, szlaban, sowiarnia, rodzina, Malfoy, Podłoga. Głowa bolała mnie nie miłosiernie. Otworzyłam oczy i ujrzałam wokół siebie tabun ludzi. Przy samym łóżku byli George, Fred i Ginny. Tuż za nimi Hermiona, Ron i Harry. Na samym tyle stał samotnie Mayush opierając się o ścianę. Wszyscy patrzyli na mnie dziwnie. Najwyraźniej Blondyn nie powiedział im czemu tu trafiłam. Musiał wiedzieć, iż będę chciała sama ich powiadomić. - George, Fred, Ginny, Harry, Ron, i Hermiono. Muszę wam o czymś powiedzieć. Jednak mam do was pewną prośbę, mianowicie przyrzeknijcie mi, że po tym co wam powiem nie opuścicie mnie. - Wszyscy zgodnie pokiwali głowami. - Nie wiem czy wiecie kim jest osoba stojąca za wami. Prawdopodobnie nie, nawet jeśli wam się przedstawił. Otóż to jest Mayush Malfoy... Mój biologiczny brat. - Rozejrzałam się po moich przyjaciołach. Wszyscy mieli zamyślone twarze. Nagle Harry odwrócił się i bez słowa wyszedł. - Przykro mi Ana, muszę to przemyśleć.- Ron również wyszedł z sali. Nikt poza tą dwójką się nie ruszył. Dopiero gdy Fred skinął na nich by wyszli , wstali i opuścili salę , wszyscy. Wszyscy oprócz Georga. Chłopak zbliżył się do mnie. Teraz dzieliło nas zaledwie kilkanaście centymetrów, więc mimo to że mówił cicho, słyszałam go. - Źle się zachowali... Harry z Ronem... Wiem, że Ci teraz przykro, ale pamiętaj masz jeszcze nas. Ginny, Mionka, Fred i ja Cię nie zostawimy. Nawet nie masz pojęcia jak się wszyscy o Ciebie martwiliśmy. Szczególnie Gin. Nawet nakrzyczała na Pottera. Po raz pierwszy w życiu.-Spojrzał na mnie i czekał aż jakoś zareaguję. - Nie dziwię się im. Nikt nie lubi Malfoyów a ja jestem jedną z nich. Najlepiej będzie jak wszyscy o mnie zapomnicie. Jak się ludzie dowiedzą z kim się zadajecie, nie będziecie mieli życia. - Powiedziałam wyjątkowo spokojnie. Wcale ich nie obwiniałam. Było mi smutno ale wiedziałam, że tak będzie im lepiej. Mimo to, cieszę się, że czworo przyjaciół zostało ze mną. - Wydaje mi się, że powinniście zrobić to samo co Ron i Harry. Na Boże Narodzenie pojadę do domu, wy w tym czasie będziecie mogli się przyzwyczaić do tego, że mnie nie będzie. Bal sobie odpuszczę i tak nie mam z kim iść więc nikogo nie zostawię na lodzie. Tak będzie dobrze. - Wyrzuciłam to z siebie najszybciej jak mogłam. Widziałam, że rudzielec chciał mi przerwać a nie mogłam mu na to pozwolić. Na koniec przemowy odwróciłam się do niego tyłem. Zamknęłam oczy chcąc powstrzymać łzy. Obiecałam sobie przecież, że nie będę płakać. Poczułam jak chłopak wstanie, nie wyszedł jednak tylko obszedł moje łóżko i przyklęknął na jedno kolano przed nim - Czy Ty Anastasio Eleonoro Malfoy zrobisz mi tę przyjemność i pójdziesz ze mną na Bal - Mówiąc to chwycił mnie za dłoń. Lekko się zarumieniłam, ale ja już tak mam. Mimo to, że rozum mówił "nie", serce go przekrzyczało swoim głośnym... - Z Tobą zawsze - Uśmiechnęłam się i ścisnęłam jego dłoń ciągnąc ją delikatnie dając chłopkowi znak, że ma wstać i usiąść obok mnie.
..........................................................
Informacja!!!
Od dzisiejszego dnia notki będą dodawane w piątki. Jest tak dlatego, że nowy plan lekcji tylko na to mi pozwala.
Wiem, że ta notka jest tak troszkę bardzo słaba, ale jakoś gdy chciałam napisać coś lepszego, pole pozostawało puste. Przepraszam :'(
Ten rozdział dedykuję moim trzem wspaniałym czytelniczką
-Eleonorze Malfoy
-Kate Potter
- Majos Basenos
Przepraszam za to, że was zaniedbałam
Pozdrawiam :)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńHohohoho... się porobiło ;)
OdpowiedzUsuńNiezły pomysł z tymi Malfoyami (Draco i Eleonora mają dalekich kuzynów?):P Już widzę minę Nory na tę informację ❤
A tak na poważnie: Zwrot akcji naprawdę genialny :D George na jednym kolanie zapraszający Ane!!!
Dziękuję na dedykację, życzę dużo weny i powodzenia w szkole ❤❤❤
Jestem kochana przybywam:)) i dziękuję Ci za dedykację<3
OdpowiedzUsuńCHRSYTE PANIE CO ZA JAJA
NIE WIERZĘ
CZYTAAM
I NIE WIERZĘ
CHOLERA ŚWIETNY POMYSŁ!
Już polubiłam Mayush'a! No mimo ze na początku niezbyt go lubiłam haha
kurde to jest zajefajny rozdział! nie spodziewałam się zupełnie!
oj kurdaki Harry i Ron, to panowie! macie minusika u Kate
OMATULU GEORGIE TY KOCHANY CHŁOPCZE<33 to było przeurocze
super rozdział, czekam na więcej i życzę weny:))
~Kate